MATKA BOŻA CZĘSTOCHOWSKA: kościół św. Zygmunta, Słomczyn; źródło: zbiory własneMATKA BOŻA NIEUSTAJĄCEJ POMOCYLOGO PORTALU

Rzymskokatolicka Parafia
pod wezwaniem św. Zygmunta
05-507 Słomczyn
ul. Wiślana 85
dekanat konstanciński
m. i gm. Konstancin-Jeziorna
powiat Piaseczno

św. ZYGMUNT: kościół św. Zygmunta, Słomczyn; źródło: zbiory własneśw. ZYGMUNT: XIX w., feretron, kościół św. Zygmunta, Słomczyn; źródło: zbiory własne

Valid XHTML 1.0 Strict

108 polskich męczenników II wojny św.
tutaj

bł. MICHAŁ MARIA jan chrzciciel franciszek CZARTORYSKI
1897, Pełkinie – ✟ 1944, Warszawa
męczennik

patron: Jarosławia, zakonu dominikańskiego

wspomnienie: 6 września

wszyscy nasi święci
tutaj

Łącza do ilustracji (dzieł sztuki) związanych z błogosławionym:

  • bł. MICHAŁ CZARTORYSKI - obraz współczesny; źródło: www.santiebeati.it
  • bł. MICHAŁ CZARTORYSKI; źródło: www.alexiagb.pl
  • bł. MICHAŁ CZARTORYSKI; źródło: www.santiebeati.it
  • bł. MICHAŁ CZARTORYSKI: konwent Matki Bożej Bolesnej, dominikanie, Jarosław; źródło: www.jaroslaw.dominikanie.pl
  • bł. MICHAŁ CZARTORYSKI - patron Jarosławia; źródło: www.jaroslaw.dominikanie.pl
  • bł. MICHAŁ CZARTORYSKI; źródło: www.sluzew.dominikanie.pl
  • bł. MICHAŁ CZARTORYSKI; źródło: pl.wikipedia.org
  • bł. MICHAŁ CZARTORYSKI; źródło: www.alexiagb.pl
  • bł. MICHAŁ CZARTORYSKI; źródło: www.sluzew.dominikanie.pl
  • bł. MICHAŁ CZARTORYSKI - jako inżynier architekt?; źródło: www.sluzew.dominikanie.pl
  • bł. MICHAŁ CZARTORYSKI - 1944?, Msza św. powstańcza(?); źródło: www.geni.com
  • bł. MICHAŁ CZARTORYSKI - 1944?, Msza św. powstańcza(?); źródło: czartoryski.fm.interia.pl
  • bł. MICHAŁ CZARTORYSKI - 2009, tablica pamiątkowa, Sala Narad, ratusz miejski, Jarosław; źródło: www.infotuba.pl
  • CHRYSTUS wśród 108 POLSKICH MĘCZENNIKÓW - BAJ, Stanisław (ur. 1953, Dołhobrody), 1999, obraz beatyfikacyjny, Licheń; źródło: picasaweb.google.com
  • KAPLICA 108 MĘCZENNIKÓW II WOJNY ŚWIATOWEJ - Licheń; źródło: www.lichen.pl
  • MĘCZENNICY II WOJNY ŚWIATOWEJ - PIETRUSIŃSKI Paweł (), pomnik, 2004, brąz, granit, wys. 190 cm (z cokołem 380 cm), kościół św. Jana Chrzciciela, Szczecin; źródło: www.szczecin.pl
  • 108 POLSKICH MĘCZENNIKÓW - witraż, Kaplica Matki Bożej, Świętych i Błogosławionych Polskich, kościół św. Antoniego Padewskiego, Lublin; źródło: www.antoni.vgr.pl
  • POCHÓD 108 POLSKICH MĘCZENNIKÓW II WOJNY ŚWIATOWEJ - ŚRODOŃ, Mateusz (), w trakcie tworzenia, kaplica Muzeum Powstania Warszawskiego, Warszawa; źródło: www.naszglos.civitaschristiana.pl
  • 108 POLSKICH BŁOGOSŁAWIONYCH MĘCZENNIKÓW - witraż, Sanktuarium Matki Bożej Zawierzenia, Tarnowiec; źródło: www.sanktuariumtarnowiec.parafia.info.pl

Jan Chrzciciel Franciszek na świat przyszedł 19.ii.1897 r. w rodowym. XVI–XVII–wiecz­nym pałacu, we wsi Pełkinie niedaleko, ok. 7 km na północ od Jarosławia, ówcześnie należących do tzw. Królestwa Galicji i Lodomerii, w Monarchii Austro–Węgier (niem. Österreich–Ungarn), czyli w zaborze austriackim, w arystokratycznej, książęcej rodzinie Czartoryskich.

Był szóstym z jedenaściorga dzieci księcia Witolda Leona Czartoryskiego (1864, Wiedeń – 1945, Maków Podhalański) i Jadwigi (1867, Lwów – 1941, Pełkinie) ze szlacheckiego rodu Dzieduszyckich.

3.iii.1897 r. w kolegiackim kościele pw. Bożego Ciała w Jarosławiu został przyjęty do Kościoła powszechnego w sakramencie chrztu św.. Udzielił mu go praw.  ówczesny proboszcz parafii pw. Bożego Ciała, ks. Tomasz Olexiński (1820, Kańczuga – 1907, Jarosław).

Atmosfera domu rodzinnego była przesiąknięta głęboką wiarą. Matka przezesowała Sodalicji Pań, a ojciec Sodalicji Mariańskiej (łac. Congregatio Mariana). W ich pałacu w Peł­kiniach odbywały się rekolekcje dla inteligencji (tzw. Dzieło Rekolekcyj Zamkniętych Domu XX. Czartoryskich), a pałacowa kaplica służyła za filię kościoła parafialnego dla całej okolicy. Rodzice świadomie starali się wychowywać swe dzieci w wierze, co zaowocowało w przyszłości m.in. tym, że dwaj bracia Jana, Jerzy (1894, Pełkinie – 1969, Białka Tatrzańska)Stanisław (1902, Pełkinie – 1982, Kraków), zostali księżmi diecezjalnymi, a siostra, Anna (1891, Weinhaus k. Wiednia – 1951, Warszawa), zakonnicą (s. Maria–Weronika) Zakonu Nawiedze­nia Najświętszej Maryi Panny (łac. Ordo Visitationis Beatissimae Mariae Virginis – VSM), czyli wizytką.

W wieku trzech lat Jan Franciszek zaraził się i zachorował na szkarlatynę (łac. scarlatina), „z różą na głowie, zapalenie płuc i exudatem [i.e. wysiękiem] za uchemJadwiga Czartoryska, 1910 r., ankieta. Szkarlatyna wówczas — przed wynalezieniem antybiotyków — najczęstszą chorobę wieku dziecięcego, o zazwyczaj bardzo ciężkim przebiegu. Śmiertelność przekraczała 25%. W wyniku choroby — błona bębenkowa w obu uszach uległa perforacji, i.e. bębenki […] przedziurawioneJadwiga Czartoryska, op. cit. — Jan Franciszek częściowo stracił słuch.

Po otrzymaniu starannego wychowania w rodzinnym domu, w latach 1910–4, do wy­buchu I wojny światowej, uczył się w elitarnej, eksperymentalnej męskiej szkole średniej wraz z internatem, opartej na wzorach  — głównie ideach Cecyla (ang. Cecil) Reddie (1858, Fulham – 1932,–Welwyn Garden City), który przykładał dużą uwagę do życia zgodnie z naturą, nalegał na pozyskanie przez swych wychowanków doświadczenia w pracy na roli, uprawiania ogrodu, pracy ze zwierzętami, dozwalał uczniom na spacery po lokalnych wsiach i przysiółkach, etc. — założonej i prowadzonej przez wybitnego pedagoga, działacza oświatowego, polityka i katechetę, ks. Jana Gralewskiego (1868, Sierpc – 1924, Warszawa), z udziałem późniejszego kapłana, Kazimierza Lutosławskiego (1880, Drozdowo – 1924, Drozdowo) — i.e. Czteroletnim Ognisku Wychowawczym Wiejskim, zwanym w skrócie tzw. „Ogniskiem” w Starej Wsi ok. 11 km na południe od Mińska Mazowieckiego, w zaborze rosyjskim. Wysłanie do tej szkoły nie było przypadkowe. Książę Witold Leon uważał, że synów należy odpowiednio przygotować do podjęcia obowiązków właściciela i gospodarza majątków ziemskich, taką bowiem przyszłość dla nich przewidywał…

Prawd. vi.1914 r. pojechał na wakacje do domu, do Pełkini, w zaborze austriackim. Tam prawd. przebywał 28.vi.1914 r., gdy w w Sarajewie, w Bośni (na terytorium Austro–Węgier), zamordowany został arcyksiążę austriacki, następca tronu, Franciszek Ferdynand Habsburg (1863, Graz – 1914, Sarajewo), co rozpętało lawinę I wojny światowej. Powrócić do szkoły, gdzie miał rozpocząć ostatni rok nauki przed maturą, już nie mógł. Rosja była w stanie wojny z Austro–Węgrami i Niemcami a front niemiecko–rosyjski zbliżył się do linii Wisły i oczywiście okolice Mińska Mazowieckiego znalazły się w bezpośrednim zapleczu starć. Podobnie zresztą było z Jarosławiem, który znalazł się także na linii frontu. W dniach 28.ix – 8.xi.1914 r., na całej linii frontu, rozegrała się jedna z większych operacji całej wojny, zwana bitwą pod Warszawą i Dęblinem. Niemcy strategicznie ulegli i wycofali się. Jarosław został zajęty przez zwycięskich wówczas Rosjan.

Rodzice młodego Jana Franciszka, zdając sobie sprawę z niepewnej sytuacji, już wcześ­niej zapewne wysłali syna — a raczej wszystkie dzieci — do zaprzyjaźnionej rodziny Stadnickich, właścicieli pięknego zamku we Wranowie nad Dyją (cz. Vranov nad Dyjí), na czeskich Morawach (jeden z braci Jana Franciszka ożenił się później z jedną z córek Stadnickich), z dala od frontu. Tam spędził 8 miesięcy, w tym początkowe miesiące I wojny światowej i prawd. pierwsze miesiące roku 1915. Być może spał i dalej uczył się prywatnie w komnatach, w których ongiś przez pewien czas nocował Henryk Adam Aleksander Pius Sienkiewicz (1846, Wola Okrzejska – 1916, Vevey)

W którymś momencie wszelako został w 1914 r. albo w 1915 r. powołany do wojska austriackiego, do 7. Dywizjonu Artylerii (niem. Reitende Artillerie Division Nr 7), stacjonującej w Temeszwarze (dziś. Timișoara). Służył w nim cztery miesiące. Nie jest jasne, czy zdołał zostać przeszkolonym, by wziąć udział w jednej z przełomowych bitew wojny, gdy w dniach 2–5.v.1915 r. pod Gorlicami Niemcy i Austriacy przełamali front rosyjski. Armia rosyjska została odepchnięta daleko na wschód, uciekając m.in. z Jarosławia i okolic, i już więcej w tej wojnie nie zagroziła centrum monarchii austro-węgierskiej…

Następnie, jeszcze w 1915 r. Jan Franciszek rozpoczął nauki w szkole oficerskiej armii austriackiej. Jednocześnie przygotowywał się do egzaminu dojrzałości. Maturę, w trybie określonym przez księgi szkolne jako „matura wojenna” zdał 10.i.1916 r., jako uczeń VII klasy Cesarsko–Królewskiej II Szkoły Realnej w Krakowie (dziś VII Liceum Ogólnokształcące im. Zofii Nałkowskiej).

Rok później, w 1917., rozpoczął studia techniczne na wydziale architektury w Szkole Politechnicznej we Lwowie (później zwanej Politechniką).

Był we Lwowie, gdy 1.xi.1918 r. ukraińscy nacjonaliści służący w rozpadającej się armii austro–węgierskiej zaatakowali lwowskie gmachy publiczne i je zajęli. Natychmiast proklamowano powstanie Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej i utworzenie tzw. Armii Halickiej.

Przeciw wystąpiły polskie organizacje konspiracyjne, polscy mieszkańcy Lwowa. Szczególny udział miała polska młodzież, której historia nadała tytuł Orląt Lwowskich. Zaczęła się bitwa o Lwów.

Do 22.xi.1918 r. trwały walki uliczne zakończone wycofaniem się Ukraińców z miasta. Rozpoczęło się ukraińskie oblężenie Lwowa, które przerwała dopiero 22.v.1919 r. ofensywa Wojska Polskiego.

Jan Franciszek brał udział w walkach — studenci Szkoły Politechnicznej zresztą szczególnie się w nich wyróżnili i ich lista obejmuje ponad 300 nazwisk. „Był raz na warcie, zapomniano o nim, i trwał na niej przez długie godziny […] Ratował ludzi i tak był wyczerpany, że padł ze zmęczeniao. Pius Franciszek Bełch (1916‑2008), OP. Był adiutantem brygadiera Czesława Jana Mączyńskiego (1881, Kaszyce – 1935, Kalinówka), dowódcy Brygady Strzelców Lwowskich. Za udział w obronie Lwowa otrzymał później Medal Niepodległości.

Wojna polsko–ukraińska nie skończyła się jednak zdjęciem oblężenia Lwowa. Polska ofensywa trwała do 16.vii.1919 r., gdy wojska ukraińskie zmuszone zostały do wycofania się za rzekę Zbrucz. Jan wziął w niej udział. Pisał:

Wyszliśmy ze Lwowa z ofensywą i wtedy zaczęła się całkiem inna służba. Zamiast kancelarii usadzili mnie na konia i zrobili ze mnie ordynansa bojowego. Rozwoziłem ważne rozkazy i to prawie zawsze w nocy. Rzeczy były pilne i ważne, odległości bardzo znaczne, często ponad 60 km, koń za każdym razem inny, a najgorsza noc, bo słuch — jedyny wtedy zmysł, a mój słaby. Jazda przeważnie bez mapy, a czasem nie wiadomo dokąd, bo oddział trzeba znaleźć. Wyszedłszy ze Lwowa, idąc do Tarnopola, przez dwa tygodnie spałem tylko cztery noce!

Znosiłem to fizycznie doskonale, a orientowałem się też dobrze. Gorsze były rozkazy i meldunki ustne, bo to ogromna odpowiedzialność nie pobałamucenia oddziału i miejscowości. Wobec cienkości i ruchliwości frontu taka służba była niebezpieczna (z moim słuchem), ale na to uwagi się nie zwraca. Raz najechałem na Ukraińców, a wiele razy nie wiadomo na kogo, gdyż usłyszeć i porozumieć się mogłem na bardzo bliską odległość. Raz siedziałem na koniu 26 godzin! Kiedyś na chłopskim koniu zrobiłem 24 km na oklep!3.ix.1919 r., list do ks. Władysława Emila Korniłowicza (1884, Warszawa – 1946, Laski).

Gdy pisał ten list był już zapewne z powrotem we Lwowie, gdzie z opóźnieniem, bo 16.x.1919 r., w Szkole Politechnicznej odbyła się inauguracja kolejnego roku akademickiego.

Wkrótce znów musiał przywdziać mundur wojskowy. Rozpoczęła się bowiem wojna polsko–rosyjska. 25.vii.1920 r. wstąpił — prawd. jako ochotnik — do Małopolskich Oddziałów Armii Ochotniczej, czyli akcji mobilizacyjnej Wojska Polskiego, rozpoczętej 7.vii.1920 r. w wyniku rosyjskiego ataku na odrodzoną Rzeczpospolitą. Służył we Lwowie i wziął udział — w raz z trzema swoim braćmi — w obronie tego miasta przed nacierającą 1 Armią Konną (ros. Первая Конная армия) rosyjskiego dowódcy gen. Siemiona Michajłowicza Budionnego (1883, Koziuryn – 1973, Moskwa).

Lwów nie poddał się a rosyjska klęska — Cud nad Wisłą — w Bitwie Warszawskiej 13‑25.viii.1920 r. sprawiła, że granice Rzeczpospolitej przesunęły się na wschód. Jan Franciszek natomiast za udział w walkach otrzymał później Krzyż Walecznych

Polska była wolna. Choć nie do końca. Wprawdzie 15.xi.1920 r. Jan Franciszek opuścił swój oddział, ale jeszcze w 1921 r. wziął udział, jako obserwator, w polskiej akcji przed plebiscytem 20.iii.1921 r. na Górnym Śląsku.

Kończyła się przygoda wojskowa, znaczona udziałem w walkach o granice i byt odradzającego się państwa. Wprawdzie dopiero w 1926 r. został przeniesiony do „pospolitego ruszenia”, a w 1931 r. do rezerwy, ale faktycznie już w 1921 r. powrócił do Lwowa, by podjąć dwukrotnie przerywane studia i przygotować się do innego rodzaju służby dla Rzeczpospolitej.

Nie tylko aliści studiował. Zaangażował się w działalność katolickiej akademickiej młodzieży. W szczególności 27.x.1921 r. stał się jednym z założycieli lwowskiego koła Stowarzyszenia Katolickiej Młodzieży Akademickiej „Odrodzenie” — wśród pozostałych byli m.in. przedwcześnie zmarły hrabia Kazimierz Dzieduszycki (1891 – 1924, Niesłuchów), ówczesny student medycyny Adam Kazimierz Bilik (1899, Turka – 1943, Będzin) i późniejszy historyk emigracyjny, badacz dziejów nowożytnych, Paweł Skwarczyński (1903‑1984). Było piątym takim kołem w odrodzonej Rzeczyspopolitej — pierwsze powstało dwa lata wcześniej w Warszawie.

Jan został pierwszym prezesem lwowskiego koła. Wśród jego następców na tej pozycji były tak znane postaci, jak wybitny historyk filozofii, kawaler Orderu Orła Białego Stefan Świeżawski (1907, Hołub – 2004, Konstancini–Jeziorna) (nota bene mąż innej z hrabianek Stadnickich); Jan Szeptycki (1905, Przyłbice – 1980, Pretoria) ze znanej arystokratycznej rodziny Szeptyckich; architekt, urbanista i geograf, profesor Polskiej Akademii Nauk Kazimierz Dziewoński (1910, Iwanowo – 1994, Otrębusy); dziennikarz i publicysta, redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego”, kawaler Orderu Orła Białego Jerzy Turowicz (1912, Kraków – 1999, Kraków), czy późniejszy wybitny działacz emigracyjny Janusz Juhre (1914, Lwów – 1996, Aqualate Hall). Natomiast wśród działaczy ogólnopolskich był także późniejszy prymas Polski, zwany Prymasem Tysiąclecia, ks. Stefan Wyszyński (1901, Zuzela – 1981, Warszawa); był też znany pisarz Antoni Gołubiew (1907, Wilno – 1979, Kraków)

Była to więc zaiste wybitna szkoła charakterów. Wspomniany Stefan Świeżawski ujął to tak: „Od samego początku doskonale rozumieliśmy potrzebę 'meblowania głów', wiedzy, w co i dlaczego wierzymy. Mistrzami naszego myślenia byli ks. Władysław Korniłowicz i o. Jacek Woroniecki OP (1878, Lublin – 1949, Kraków). To dzięki nim cała nasza formacja intelektualna opierała się na filozofii i teologii św. Tomasza [z Akwi­nu] (1225, Roccasecca – 1274, Fossanova). Kierowaliśmy się zasadami: uniwersalizmem, czyli nie uważać cząstkowego rozwiązania za jedyne, zawsze trzeba patrzeć szerzej; obiektywizmem, to znaczy szacunek dla rzeczywistości i wyważony osąd; realizmem, który polegał na przekonaniu, że chrześcijanin powinien żyć chwilą obecną (bo naj­ważniejsze jest 'teraz') i robić swojeStefan Świeżawski, „Plantacja Ducha Świętego”, „Apokryf” nr 12, „Tygodnik Powszechny” nr 51‑52/1997.

I dodawał: „Prowadziliśmy wtedy niesłychanie aktywne życie towarzyskie, świetnie się przy tym bawiąc. Byliśmy jak wielka rodzina rozsiana po całej PolsceSt. Świeżawski, op. cit.

Jan był delegatem lwowskiego środowiska na zjazd Rady Naczelnej „Odrodzenia” w Krakowie i Wilnie na początku lat dwudziestych. W dniach 8‑10.xii.1922 r. wziął udział w I Kongresie Stowarzyszenia w Warszawie.

Od 1923 r. był współorganizatorem wakacyjnych kursów „Odrodzenia”.

W xi.1925 r. wszedł w skład głównej Komisji Rewizyjnej.

Najbardziej zainteresowany był pracą w sekcji filozoficzno–religijnej, zostając nawet w roku akademickim 1925/6 jej kierownikiem. Wygłaszał odczyty na forum tej sekcji…

Równolegle został też pierwszym prezesem założonego 2.viii.1922 r. przez ks. Kazi­mierza Lutosławskiego (1880, Drozdowo – 1924, Drozdowo) — doktora medycyny i teologii, posła Rzeczypospolitej, ideowego mentora twórców skautinguharcerstwa polskiego, projektanta polskiej odznaki skautowej, która stała się pierwowzorem krzyża harcerskiego — w rodzinnej rezydencji w Pełkiniach „Związku Rycerzy Chrystusowych pod wezwaniem św. Dominika”, czyli „Związku Rekolekcyjnego św. Dominika”.

Organizacja skierowana była głównie ku polskiemu ziemiaństwu, zobowiązując członków do naśladowania Chrystusa oraz krzewienia i umacniania Jego królestwa na ziemi. Związek miał zostać włączony do III Zakonu św. Dominika, czyli dominikanów świeckich — żyjących jako osoby świeckie, ale życie prowadzących zgodnie z Regułą Fraterni Świeckich św. Dominika Guzmána (ok. 1170, Caleruega – 1221, Bolonia).

W statucie Związku zapisano m.in.:

  • Rycerz Chrystusowy, pomny na wezwanie Chrystusa, zawsze przyznaje się do Pana i do swego katolicyzmu przed ludźmi i swój obyczaj katolicki uprawia bez względu na otoczenie.
  • Rycerz Chrystusowy stara się modlitwą i rozwagą poznać wolę Bożą i zawsze bez zastrzeżeń a z zapałem całą moc własnej woli wkłada w możliwie doskonałe wykonanie woli Bożej, tak jak ją poznał.
  • Rycerz Chrystusowy w koniecznej walce zachowuje zawsze miarę miłości bliźniego, nie wykluczając od niej nigdy wrogów i przeciwników.
  • Raz do roku odprawi rycerz Chrystusowy zamknięte rekolekcje.

I rzeczywiście. Jan był regularnym uczestnikiem rekolekcji zamkniętych organizowanych przez Związek, a w 1923 r. odbył własne rekolekcje w klasztorze oo. redemptorystów, czyli Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela (łac. Congregatio Sanctissimi Redemptoris – CSsR) — w Krakowie pod kierunkiem o. Bernarda Alojzego Łubieńskiego (1846, Guzów – 1933, Warszawa). W owych latach były to działania zaiste prekursorskie i awangardowe…

W późniejszych latach Jan, już jako o. Michał, wyliczył liczbę sesji rekolekcyjnych odbytych w latach 1923‑36 w klasztorach dominikańskich na dwadzieścia kilka. Prowadzili je m.in. wspomniani ks. Korniłowicz, ks. Lutosławski oraz dominikanie: o. Woroniecki, o. Romuald Wojciech Kostecki (1902, Sułów – 1991, Warszawa) i sam o. Michał, gdy już został kapłanem.

W 1926 r. Jan ukończył studia i uzyskał tytuł magistra inżyniera architektury.

Zaraz potem odbył długą podróż po Europie Zachodniej, do Francji, Belgii i Włoch. W jej trakcie 10‑17.vii.1926 r. w dominikańskiej szkole teologicznej Le Saulchoir w Belgii (w byłym cysterskim klasztorze, gdzie przenieśli się dominikanie po kolejnym cyklu masońskich represji antykatolickich we Francji) odprawił rekolekcje zamknięte prowadzone przez dominikana, niejakiego o. Benedykta (fr. Benoit) d'Argentien. Najprawdopodobniej wówczas podjął decyzję o zostaniu kapłanem. Powołanie w końcu zwyciężyło…

Jeszcze tego samego roku zapukał do bram założonego w 1703 r. diecezjalnego seminarium duchownego we Lwowie…

Tak jak wszyscy alumni seminarium otrzymał indeks studenta Wydziału Teologicznego jednego z najstarszych uniwersytetów dawnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów — swój początek biorącego z założonego w 1608 r. kolegium jezuickiego — lwowskiego Uniwersytetu im. Jana Kazimierza, gdzie rozpoczął pogłębianie formacji tegologicznej i intelektualnej…

Rok później w życiu Jana nastąpił kolejny, najważniejszy, zwrot…

W viii.1927 r. mianowicie, w klasztorze oo. kamedułów — czyli zakonników Kongregacji Kamedulskiej Zakonu św. Benedykta (łac. Congregatio Camaldulensis Ordinis Sancti Benedicti – OSBCam) — przy kościele pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny na Srebrnej Górze na Bielanach w Krakowie, odprawił kolejne rekolekcje. I wówczas podjął decyzję o wstąpieniu do Zakonu Kaznodziejskiego (łac. Ordo Praedicatorum – OP), czyli dominikanów.

Pisał: „Wstąpię do Zakonu dla spełnienia jak najlepiej powołania w apostolstwie; w nim i przez niego złożę Panu Bogu ofiarę; w jego gronie i w jego szkole otrzymam jednolite chrześcijańskie wychowanie. Liczne trudności i walki czekać mnie będą, ale ufam Bogu i łaskom nagromadzonym od tylu wieków przez rodzinę św. Dominikao. M. Czartoryski, list do Włodzimierza Dzieduszyckiego

Z dominikanami, a ściślej biorąc z niewielką prowincją galicyjską, działającą w daw­nym zaborze austriackim — na terenach innych zaborów dominikanie zostali przez zaborców, w ramach tzw. kasat rozwiązani (m.in. Wilnie miejscowe zgromadzenie rozwiązano w 1844 r.) — miał związki od dawna. Poznał wielu wybitnych jego przed­stawicieli. Być może znaczące przy podejmowaniu decyzji o wstąpieniu do Zakonu było także i to, że 2.vii.1927 r. reaktywowana została, na bazie prowincji galicyjskiej, polska prowincja pw. św. Jacka

Już zatem kilka miesięcy później, 18.ix.1927 r., w kaplicy pw. św. Jacka Odrowąża w kościele pw. Świętej Trójcy (dziś bazylika) w Krakowie, przyjął habit dominikański zostając członkiem polskiej prowincji św. Jacka i rozpoczął nowicjat.

Zrozumiał, że najważniejsze jest, „zupełne oddanie się Bogu na służbę — […] a to oznacza jeden wyraz: miłość. Ona wszystko może”; by „utrzymywać się stale i ciągle w pokorze. Sobie nie dowierzać, nie ufać we własne siły. Nie czuć się nigdy pewnym siebie. Opuszczenie i upadek zawsze możliwy. Nie liczyć na własne siły, one niczym są, chwiejne i zwodniczeo. M. Czartoryski, „Pamiętnik”, 1926‑44

W zakonie otrzymał imię Michała Marii (patronem został Archanioł Michał).

Po roku, 25.ix.1928 r., złożył pierwsze, czasowe śluby zakonne, a dokładnie trzy lata później, 25.ix.1931 r., śluby wieczyste. W dzienniku zapisał krótko: „Deo gratias!

Trzy miesiące później, 20.xii.1931 r., w tym samym Jarosławiu, gdzie ongiś został przyjęty do Kościoła powszechnego, ale tym razem w dominikańskim kościele pw. Matki Bożej Bolesnej (dziś bazylika), u stóp niezwykłej Piety, koronowanej koronami papieskimi już w 1755 r., z rąk ks. Franciszka Bardy (1880, Mszana Dolna – 1964, Przemyśl), ówcześnie pomocniczego biskupa diecezji przemyskiej, otrzymał święcenia kapłańskie (prezbiteriatu). Pragnął „oddać się na służbę Bożą bez zastrzeżeń! Wtedy jest się wolnym, szczęśliwym, wesołym już tu na ziemi”. I proroczo dodawał: „celem moim, to zupełne oddanie się na służbę Bogu[…] bezapelacyjne […], aż do męczeństwao. M. Czartoryski, op. cit.

Rozpoczął się czas intensywnej pracy. Zaraz po święceniach został wychowawcą: najpierw braci nowicjuszy — jako magister nowicjatu, a potem także studentów, pogłębiających swą wiedzę na studiach prowadzących do kapłaństwa. Odtąd to trudne i odpowiedzialne zadanie będzie wypełniało, niemal nieprzerwanie, jego życie zakonne. Aż do śmierci i traktował je bardzo poważnie — pragnął „być bardziej punktualny, bardziej akuratny, bardziej wierny i stanowczy. Z pierwszym dzwonkiem przerywać pracę i zajęcia. Nie marnować tak drogiego […] czasu!o. M. Czartoryski, op. cit.

Ów „surowy asceta [— milczący, małomówny, poważny —] […] w rozmowach okazywał się łagodny, uprzejmy i często uśmiechniętywww.czartoryski.dominikanie.pl:

Każdy go szanował. Szedł chętnie po radę do niego. Kiedy się mówiło do niego, on ży­czliwie czarnymi oczami patrzył w oczy i na usta, pomagając sobie ręką przy uchu, aby dobrze zrozumieć, co się mówi do niego. Rzeczowo załatwiał sprawę. Czasem dawał dwuznaczną odpowiedź albo w formie zapytaniao. Włodzimierz Kucharek

Teraz to on gromadził wokół siebie środowiska inteligencji. Został duchowym kierownikiem wielu dawnych znajomych z czasów studenckich, gdy kierował lwowskim oddziałem „Odrodzenia”. Dalej zajmował się „Związkiem Rekolekcyjnym św. Dominika” i szerzej — III Zakonem św. Dominika, czyli dominikanami świeckimi, zostając ich asystentem w Warszawie i Krakowie. Zgodnie z dominikańskim mottem „głosić wszystkim, zawsze, wszędzie i na wszystkie możliwe sposoby” sam nauczał, głosił rekolekcje. Pisał w liście do siostry, Anny Marii Czartoryskiej (1891, Weinhaus – 1951, Warszawa), mniszki Zakonu Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny (łac. Ordo Visitationis Beatae Mariae Virginis – VSM), czyli wizytki: „czynem, wysiłkiem ciągłym, zewnętrznym i wewnętrznym mam pokazać Bogu, że Go kocham ciągłą intencją, ciągłym skupieniem, ciągłym uszanowaniem – ciągłym przywiązaniem, przylgnięciem, ofiarowaniem się służyć mam PanuStworzycielowi mojemuo. M. Czartoryski, op. cit.

Był także cenionym spowiednikiem sióstr zakonnych.

Polska prowincja przechodziła duże zmiany. Pod kierownictwem wspomnianego o. Jacka Woronieckiego dokonano sprzedaży niewielkich majątków na wschodnich rubieżach odrodzonej Rzeczypospolitej a za pozyskane środki rozpoczęto rozwój zgromadzenia w głównych ośrodkach akademickich ówczesnej Polski. W drugiej połowie lat 1930. rozpoczęto budowę ośrodka w Poznaniu (do 1939 r. wybudowano klasztor) i nowego klasztoru, który w zamierzeniu miał być głównym ośrodkiem naukowym prowincji słowiańskich zakonu, na Służewie w Warszawie. Planowano także remont odzyskanego w 1938 r. — wraz z kościołem pw. św. Stanisława Biskupa Męczennika — zrujnowanego klasztoru w Lublinie i powrót do dominikańskiego klasztoru w Wilnie (a raczej klasztorów, bowiem w czasach I Rzeczypospolitej, przez zaborami, w Wilnie istniały trzy klasztory dominikańskie), czego przed 1939 r. nie udało się osiągnąć…

O. Michał został architektem i nadzorcą budowy klasztoru na Służewiu. W tym celu w roku akademickim 1936‑7 przybył do Warszawy.

Już w 1937 r. do nowego domu na Służewie w Warszawie wprowadziło się ponad 40 zakonników, studentów i profesorów, przeniesiono doń bowiem dominikańskie kolegium filozoficzno–teologiczne we Lwowie. „Po surowym Krakowie (zamglonym), po ciasnym podwórku we Lwowie, przyszliśmy do jasności służewskiej. Przed klasztorem były drzewa owocowe, czereśnie, jabłonie, grusze, śliwy. Wzdłuż drogi były świeżo zasadzone tuje” — wspominał współbrat, o. Włodzimierz Kucharek (1913‑1990).

Na Służewiu o. Michał objął urząd magistra studentów. Jednym z jego wychowanków został m.in. najwybitniejszy filozof polski II połowy XX w., o. prof. Albert Maria Krąpiec (1921, Berezowica Mała – 2008, Lublin), który później wspominał, że to właśnie o. Michał zachęcił go do pracy naukowej…

Ujawniły się wówczas zainteresowania i zdolności artystyczne o. Michała. Zajmował się projektowaniem ornatów, stuł, świeczników, kielichów i innych paramentów liturgicznych. W krakowskim klasztorze, przy kościele pw. Świętej Trójcy, gdzie przyjął habit dominikański, był nieformalnym konserwatorem tamtejszych zabytków. M.in. pisał o klasztornym refektarzu (łac. refectorium):

Jest on nie tylko historycznym zabytkiem sztuki romańskiej i gotyckiej na terenie Krakowa, ale jest dla nas, swoją starożytnością sięgającą kolebki zakonnej, czasów pierwszej gorliwości i owocności i świętości prac Jacków, Czesławów, Sadoków, miejscem przez ich życie uświęconym — wprost relikwiarzem, w którym ducha zakonnego, ducha skupienia i kontemplacji, ducha gorliwości o zbawienie odkupionych dusz pielęgnować mamy i ciągłym wzrostem miłości Bożej pomnażać”…

Usilną pracę brutalnie 1.ix.1939 r. przerwali sąsiedzi. Rzeczpospolitą zaatakowali Niemcy. 17 dni później niemieckich agresorów wsparł sojusznik rosyjski — bandycką przyjaźń przypieczętowało sławetne porozumienie i jego tajny aneks, zwane paktem Ribbentrop—Mołotow23.viii.1939 r. — najazdy które doprowadziły do czwartego rozbioru Polski, uzgodnionego formalnie w tzw. traktacie o granicach i przyjaźni Rosja–Niemcy” i podpisanego, wraz z innymi tajnymi aneksami, 28.ix.1939 r. Rozpoczę­ła się II wojna światowa.

Warszawa pod naporem niemieckim padła tego samego dnia, 28.ix.1939 r. Niebawem Niemcy na okupowanych ziemiach centralnej Polski zorganizowali pseudo–państewko, nazwane niem. Generalgouvernement für die besetzten polnischen Gebiete (pl. Generalne Gubernatorstwo dla okupowanych ziem polskich) — w skrócie Generalne Gubernatorstwo. Warszawa stała się siedzibą władz niem. Distrikt Warschau (pl. dystrykt warszawski). Stolicą całego Gubernatorstwa został Kraków.

Rozpoczęła się straszliwa niemiecka okupacja.

Tego samego dnia straszliwego dnia — warto zapamiętać tę datę: 28.ix.1939 r. — dwaj urzędnicy niemieckiego centralnego niem. Rassenpolitisches Amt der NSDAP (pl. Urząd Polityki Rasowej NDSAP), Erhard Wetzel (1903, Stettin – 1975) i dr Günther Hecht (1902–1945), w oparciu o wytyczne wyartykułowane dwa dni wcześniej przez niemieckiego socjalistycznego przywódcę, Adolfa Hitlera, opracowali memoriał niem. Die Frage der Behandlung der Bevölkerung der ehemaligen polnischen Gebiete nach rassepolitischen Gesichtspunkten” (pl. Traktowanie ludności byłych obszarów Polski z punktu widzenia polityki rasowej). Owi wybitni przedstawiciele „rasy panów” pisali m.in.: „Uniwersytety i inne szkoły wyższe, szkoły zawodowe, jak i szkoły średnie były zawsze ośrodkiem polskiego szowinistycznego wychowania i dlatego powinny być w ogóle zamknięte. Należy zezwolić jedynie na szkoły podstawowe, które powinny nauczać jedynie najbardziej prymitywnych rzeczy: rachunków, czytania i pisania. Nauka w ważnych narodowo dziedzinach, jak geografia, historia, historia literatury oraz gimnastyka, musi być zakazana”.

Jedną z pierwszych decycji Niemcy zabronili więc prowadzenia nauczania na terenie Generalnego Gubernatorstwa na poziomie wyższym niż w zakresie szkoły zawodowej. Jak to określił inny „wybitny” niemiecki przywódca narodowy i socjalistyczny, zbrodniczny Henryk (niem. Heinrich) Himmler (1900, Monachium – 1945, Lüneburg): „dla polskiej ludności […] nie mogą istnieć szkoły wyższe niż 4‑klasowa szkoła ludowa. Celem takiej szkoły ma być wyłącznie proste liczenie, najwyżej do pięciuset; napisanie własnego nazwiska; wiedza, iż boskim przykazaniem jest być posłusznym Niemcom, uczciwym, pracowitym i rzetelnym. Czytania nie uważam za konieczne”…

Dominikański klasztor i ośrodek studiów na Służewie został już w 1939 r. zajęty przez niemieckie wojsko, Wehrmacht. Tylko kilka pomieszczeń pozostawiono zakonnikom. W związku z tym studium dominikańskie, które na szczęście Niemcy nie zamknęli, przeniesiono do Krakowa, do klasztoru przy kościele pw. Świętej Trójcy.

Tam też udał się i o. Michał i przez następne cztery lata tam posługiwał — do 1943 r. jako magister nowicjatu…

Rok później, w 1944 r., został przeniesiony z powrotem do klasztoru pw. św. Józefa na Służewcu, na obrzeżach okupowanej Warszawy. Najpierw jednak pod koniec vi.1944 r. udał się do należącego do założonego przez Służebnicę Bożą, ociemniałą w wieku 22‑lat hrabiankę, Różę Marię Czacką (1876, Biała Cerkiew – 1961, Laski), Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi domu dla niewidomych w Żułowie na Lubelszczyźnie. Towarzystwo, którego głównym ośrodkiem był i jest do dnia dzisiejszego Zakład dla Niewidomych w podwarszawskich Laskach, prowadzone było i jest przez założone także przez wspomnianą Służebnicę Boża, s. Czacką, Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża (łac. Sorores Franciscales Ancillae Crucis – FSK). W owych latach kierownikiem duchowym domu w Laskach był jakże dobrze znany o. Michałowi ks. Władysław Korniłowicz, którego często w Laskach odwiedzał…

W Żułowie przez niecały miesiąc odpoczywał. Pod koniec vii.1944 r. wyjechał do Warszawy:

Gdy ojciec Michał chciał wyjechać, konie zaprzężone do bryczki, w której siedział, stanęły dęba i nie chciały ruszyć z miejsca, co było dziwne, gdyż nasze spokojne szkapy żułowskie nie miały tego zwyczaju. Ktoś z żegnających osób zwrócił uwagę, że nie jest to dobry omen, prosząc, by ojciec Michał odłożył swój wyjazd, ale daremnie. Bryczka wreszcie ruszyła” — wspominała franciszkańska służebniczka Krzyża, s. Joanna od Miłosierdzia Bożego Halina Lossow (1908, Boruszyn – 2005, Laski)

Przyjechał do Warszawy w stanie wrzenia. 22.vi.1944 r. Rosjanie rozpoczęli bowiem na Białorusi ofensywę, pod kryptonimem ros. Операция Багратион” (pl. Operacja Bagration”), która w krótkim czasie rozbiła niemiecką niem. Heeresgruppe Mitte” (pl. Grupa Armii Środek”). Latem 1944 r. front wschodni znajdował się już w niewielkiej odległości od Warszawy. Na warszawskiej Pradze słychać było kanonadę nacierającego rosyjskiego frontu.

27.vii.1944 r., ok. 1700, uliczne megafony (tzw. szczekaczki”) ogłosiły zarządzenie gubernatora dystryktu warszawskiego, niemieckiego zbrodniarza Ludwika (niem. Ludwig) Fischera (1905, Kaiserslauter – 1947, Warszawa), nakazające 100 tysiącom polskich mężczyzn i kobiet w wieku od 17 do 65 lat stawienie się do pracy przy budowie umocnień nad Wisłą, do obrony przed nacierającymi Rosjanami.

Zarządzenie Fischera — przez ulicę warszawską natychmiast określone jako „branka” — zostało całkowicie zbojkotowane…

29.vii.1944 r., w godzinach wieczornych, rosyjskie komunazistowskie „Radio Moskwa” nadało w języku polskim wezwanie do ludności Warszawy: „godzina czynu wybiła […] Czynną walką na ulicach Warszawy […] nie tylko przyspieszymy chwilę ostatecznego wyzwolenia, lecz ocalimy również majątek narodowy i życie waszych braci”… Następnego dnia, 30.vii.1944 r., podobne wezwanie powtórzyła nadająca z Moskwy, polska komunazistowska „Radiostacja im. Tadeusza Kościuszki”: „Warszawa drży w posadach od ryku dział. Wojska [rosyjskie] nacierają gwałtownie i zbliżają się do Pragi. Nadchodzą, aby przynieść nam wolność. Niemcy wyparci z Pragi będą usiłowali bronić się w Warszawie. Zechcą zniszczyć wszystko […] Ludu Warszawy! Do broni! Niech ludność całą stanie murem […] wokół warszawskiej Armii Podziemnej. Uderzcie na Niemców, Udaremnijcie ich plany zburzenia budowli publicznych. Pomóżcie Armii Czerwonej w przeprawie przez Wisłę […] Milion mieszkańców Warszawy niechaj się stanie milionem żołnierzy, którzy wypędzą niemieckich najeźdźców i zdobędą wolność”…

1.viii.1944 r. dowództwo Polskiego Państwa Podziemnego i jego zbrojnego ramienia, Armii Krajowej, wydało rozkaz rozpoczęcia Powstania Warszawskiego.

Wybuch Powstania 1.viii.1944 r. o 1700 — czyli tzw. Godzina „W” — zaskoczył o. Michała na warszawskim Powiślu, w centrum miasta, gdzie udawał się do okulisty. Powrót do klasztoru okazał się niemożliwy. Nie godząc się na bezczynność, już 2.viii zgłosił się do dowództwa walczącego na Powiślu III Zgrupowania „Konrad — wchodzącego w skład Rejonu I Obwodu Śródmieście Armii Krajowej, pod dowództwem ppłk Stanisława Błaszczaka ps. „Róg” (1901, Warszawa – 1983, Chicago) — i został kapelanem powstańców.

Powiśle powstańcy wyzwolili już 1.viii.1944 r., czyli w dniu wybuchu Powstania. W szczególności udało się zdobyć warszawską Elektrownię Powiśle, która odtąd dostarczała energii elektrycznej powstańczym szpitalom, drukarniom i warsztatom…

Powiśle wszelako pozostawało dość luźno połączone z najważniejszymi obszarami wyzwolonymi przez powstańców w pierwszych dniach viii.1944 r. W szczególności od stosunkowo dużego obszaru Śródmieścia oddzielała ją arteria Krakowskiego Przedmieścia, nieustannie bombardowana i ostrzeliwana przez niemieckich snajperów.

Od 4.viii.1944 r. rozpoczęły się barbarzyńskie niemieckie naloty powietrzne na miasto, w tym na Powiśle…

o. Michał zamieszkał w mieszkaniu zaprzyjaźnionej rodziny Stanisława Wincentego Antoniego Kasznicy (1874, Warszawa – 1958, Krosinek) — wybitnego prawnika, profesora i byłego rektora Uniwersytetu Poznańskiego, byłego senatora z list Stronnictwa Chrześcijańsko–Narodowego, w czasie okupacji niemieckiej w Warszawie wykładowcy tajnego Uniwersytetu Warszawskiego i tajnego Uniwersytetu Ziem Zachodnich, niezwykłej odpowiedzi konspiracyjnego Polskiego Państwa Podziemnego na niemiecką politykę eksterminacji polskiego narodu i całkowitego zakazu polskiego szkolnictwa — i jego żony Eleonory z domu Malewskiej (1895, Kutais – 1981, Warszawa), przy ul. Smuliko­wskiego 4a m. 8. Prawie wszystkie dzieci państwa Kaszniców wzięły udział w Powstaniu. Jeden z ich synów, Andrzej Kasznica (1923, Poznań – 1993, Warszawa), został później dominikaninem (był nawet prowincjałem) i przyjął zakonne imię Krzysztofa. Natomiast starszy syn Stanisława z pierwszego małżeństwa, Stanisław Józef Bronisław Kasznica (1908, Lwów – 1948, Warszawa), był ostatnim komendantem głównym Narodowych Sił Zbrojnych NSZ, został w 1947 r. aresztowany przez komunazistowskie UB, był okrutnie torturowany i w końcu został zamordowany w więzieniu przy ul. Rakowieckiej na Mokotowie w Warszawie. Jego zwłoki — jednego z żołnierzy wyklętych — komunazistowscy oprawcy wrzucili do dołu na tzw. Łączce na poza ówczesnym obszarem Cmentarza Wojskowego na Powązkach (dziś w granicach cmentarza). Odnaleziono je w 2012 r.…

I to państwo Kasznicowie udzielili gościny o. Michałowi. Posługiwał w kościele pw. św. Teresy od Dzieciątka Jezus, przy ul. Tamka 4, ale większość czasu spędzał w szpitalu zorganizowanym w piwnicach przedstawicielstwa szwedzkiej firmy „Alfa–Laval” u zbiegu ulic Tamki i Smulikowskiego opiekując się rannymi, niosąc otuchę i posługę duszpasterską (wszak „trzeba być nieustannie zjednoczonym z Panem, Jemu się ciągle polecać, przez Niego, z Nim i w Nim nieustannie żyć” — jak notował w „Pamiętniku”).

W zorganizowanej przez siebie kaplicy odprawiał Msze św. Postępował zgodnie z dewizą, którą zanotował w swoich notatkach: „żadne żądanie nie będzie niesprawiedliwe, żadne domaganie się choćby największej ofiary i poświęcenia nie będzie za wielkie, ani nieprawne, ani też niczym się nie mogę wymówić, ani usprawiedliwić. Jedyną tu miarą miłość BożaM. Czartoryski, op. cit.

Oto na kawałku wolnej Ojczyzny mogliśmy prawdziwie po katolicku, z Bogiem, przeżywać [niedziele] powstania. […] Dzięki o. Michałowi było nam lżej w czasie trudnych chwil i po nich, mieliśmy odwagę przed tym, co nas czekało i wiarę w słuszność naszego wyboru, bo walczyliśmy o wolną Polskę z błogosławieństwem Bożym”, wspominała Krystyna Wiśniewska–Żotkiewicz ps. Gejsza” (1922, Żyrardów – 2011)

15.viii.1944 r. o. Michał odprawił Mszę św. polową w bramie dziedzińca ubezpieczalni przy ul. Smulikowskiego:

Są wydarzenia, które pozostają w pamięci niezatarte. Dla mnie do nich należy odprawiona Msza św. w dniu 15 sierpnia 1944 r., w Święto Żołnierza, w której uczestniczyłem wraz z całym oddziałem. Uroczystość odbywała się w scenerii płonących domów, huku pękających pocisków, terkotu broni maszynowej i świście przelatujących 'sztukasów' [czyli niemieckich bombowców Junkers Ju 87, – ed. GTKRK]. Byliśmy zahipnotyzowani stoickim spokojem o. Kapelana, celebrującego Mszę św., a następnie jego kazaniem. Gorące słowa otuchy uskrzydlały nas i mobilizowały do największych wyrzeczeń, czuliśmy się jedną, wielką rodziną, walczącą o swój byt i godność” — wspominał powstaniec, Jan Chmielewski ps. Mączka” (1925 – 2003, Warszawa)

Mimo słabego słuchu spowiadał i udzielał sakramentu pokuty tym, którzy mogli polec — i ginęli — w każdej chwili…

Warunki w prowizorycznych szpitalach — funkcjonujących w piwnicach warszawskich domów — z każdym dniem stawały się cięższe. Brak opatrunków, lekarstw, środków znieczulających, lekarzy, pielęgniarek przy coraz większej liczbie rannych, nieustanne naloty i bombardowania — w takiej atmosferze posługiwał, w swym białym habicie, o. Michał.

Dni stawały się coraz gorętsze. Kościół i korytarze budynku klasztornegooo. dominikanów, przy ul. Freta zamienione były w szpital. Pokotem na ziemi leżeli ranni. Gdy przechodziło się między nimi wołali 'wody!'. Było zbyt mało ludzi, żeby ich obsłużyć. Niektórzy wyglądali strasznie. Otwarte rany, obrażenia i oparzenia.

Kiedyś przyniesiono kobietę wraz z małą dziewczynką. Ich skóra miała kolor czarny. Wydobyto je z ognia. Patrzyłem na to niemy z przerażenia” — tak pisał o jednym z takich szpitali Jan Dobraczyński (1910, Warszawa – 1994, Warszawa)

W dniach 1‑2.ix.1944 r. padło warszawskie Stare Miasto. Wówczas Niemcy — ośmieleni wstrzymaniem przez Rosjan, po wybuchu Powstania, ofensywy na całym froncie, i faktem, że aż do 10.ix.1944 r. barbarzyńcy rosyjscy nie udzielali zgody na lądowanie samolotów alianckich, zamierzających nieść pomoc powstańcom, na zajętych przez Rosjan ziemiach na wschód od Warszawy (w notach dyplomatycznych komunazistowski rząd rosyjski oznajmiał, że „nie życzy sobie, aby — pośrednio lub bezpośrednio — wiązano go z awanturą w Warszawie” i zagroził nawet internowaniem alianckich lotników, którzy zdecydowaliby się wylądować na terytorium kontrolowanym przez Rosjan) — za priorytetowe uznali opanowanie wybrzeży Wisły oraz odblokowanie jednej z głównych warszawskich arterii, Alei Jerozolimskich.

3.ix.1944 r. niemiecka Grupa Bojowa „Reinefarth”, pod dowództwem niemieckiego zbrodniarza (który jednak nigdy nie poniósł kary), SS‑Gruppenführera i Generalleutnanta der Waffen‑SS, Heinricha Friedricha (pl. Henryk Fryderyk) zwanego Heinzem Reinefartha (1903, Gniezno – 1979, Westerland), rozpoczęła natarcie na Powiśle — bronione przez Grupę Bojową „Powiśle” (do 3.ix.1944 r. Grupa Bojowa „Krybar), dowodzoną przez wspomnianego ppłk Stanisława Błaszczaka ps. Róg”.

Rozpoczęło się intensywne ostrzeliwanie i bombardowanie — przez artylerię i, nie niepokojone przez zatrzymane kilkanaście kilometrów na wschód jednostki rosyjskie, niemieckie lotnictwo — Powiśla. 4.ix.1944 r. do szturmu ruszyła niemiecka piechota wspierana przez działa pancerne. Tego samego dnia przestała funkcjonować Elektrownia Powiśle, a następnego dnia jej załoga po 36 dniach obrony musiała się wycofać. Mimo iż Niemcy meldowali, że „broniącemu się z determinacją przeciwnikowi trzeba było wydzierać każdy metr terenu”, 6.ix.1944 r. obrońcy Powiśla byli zmuszeni wycofać się i dołączyli do obrońców Śródmieścia Północnego. Wśród nich byli żołnierze III Zgrupowania „Konrad”…

W szpitaliku powstańczym, w jednej z piwnic kamienicy firmy „Alfa–Laval”, na roku ulic Tamka i Smulikowskiego, pozostało jedenaścioro (według innych źródeł siedmioro) ciężko rannych żołnierzy, których nie sposób było przenieść wśród płonących domów do względnego bezpieczeństwa Śródmieścia, kilka osób z personelu medycznego, cywile. Wraz z nimi pozostał o. Michał. Ranni prosili go — jak wspominali świadkowie — by nie odchodził, bo kiedy się znajdował przy nich, „czuli się bezpieczni i spływał na nich niewytłumaczalny spokój”…

Pozostał…

Ongiś zapisał w „Pamiętniku: ”„Bez modlitwy nie ma łaski, bez łaski nie ma zbawienia. Trzeba umieć się modlić. Jeśli zapisane słowa były kiedykolwiek zgodne z praktyką życia, czynami to właśnie wtedy:

Pamiętam dobrze ostatnią Mszę św., którą o. Michał odprawił raniutko w dniu upadku Powiśla. Modlił się wtedy żarliwie. Wzmacniał tą modlitwą naszą wiarę, da­wał nam siłę, tak bardzo nam przecież potrzebną. Szczególnie utkwiło mi w pamięci to, jak o. Michał rozdawał rannym i nam sanitariuszkom komunikanty, po kilka, do ostatniej kruszyny, aby nie dostały się w ręce wroga i nie były zbezczesz­czone. I tak posileni, z Bogiem, ciągle podtrzymywani na duchu rozmowami z o. Michałem, czekaliśmy końcaKrystyna Wiśniewska–Żotkiewicz ps. Gejsza

Czekając na nadejście Niemców proszono o. Michała o zdjęcie habitu, założenie płaszcza i wyjście z piwnic wraz z cywilami. Odmówił:

Pamiętam, jak łagodnie uśmiechnął się i powiedział, że szkaplerza nie zdejmie i rannych, którzy są zupełnie bezradni i unieruchomieni w łóżkach, nie opuści” — wspominała Eleonora Kasznica (1928, Poznań – 2016, Warszawa), córka wspomnianego prof. Stanisława Kasznicy, która przez cały czas Powstania posługiwała w tym samym szpitalu, co i o. Michał, jako pielęgniarka oraz tzw. peżetka, czyli członkini od: kobiecej organizacji konspiracyjnej Pomoc Żołnierzowi, piorąc i naprawiając odzież, gotując i roznosząc walczącym żywność, umożliwiając im odpoczynek, etc. A profesor uzupełniał:

Pożegnaliśmy się w milczeniu, silnym uściskiem, z przejmującym wzruszeniem. On jak zawsze opanowany, spokojny, nawet pogodny. Czuliśmy, że to ostatnie pożegnanie, że nie zobaczymy się już nigdy więcej”…

Po kilku godzinach, 6.ix.1944 r., do szpitala wkroczyły wreszcie niemieckie patrole brygady niemieckiego zbrodniarza, SS‑Oberführera Oskara Dirlewangera (1895, Würzburg – 1945, Altshausen) — prawd. dowodzone przez jednego z kapo z niemieckiego obozu koncentracyjnego (niem. Konzentrationslager) KL Auschwitz, niejakiego Scholdke — złożonej z przestępców i kryminalistów, odpowiedzialnej za największe zbrodnie popełnione przez Niemców podczas powstania, m.in. rzeź mieszkańców jednej z warszawskich dzielnic, Woli.

Cywile oraz sanitariuszki zostali wyprowadzeni z piwnic, i popędzeni do obsługi niemieckiego punktu sanitarnego. Natomiast o. Michała Niemcy zatrzymali go w piwnicy powstańczego szpitaliku. I piwnicę opuścili…

Około 1400 wkroczyli ponownie i natychmiast rozstrzelali leżących na prowizorycznych łóżkach ciężko rannych powstańców, a innych, w tym o. Michała, do końca modlącego się na różańcu, wyprowadzili na zewnątrz. Tam kolejno ich rozstrzeliwali. Jeden z nich miał podejść do o. Michała i zapytać po niemiecku: „Wer bist du?” (pl. „Kto ty jesteś?”). Michał nic nie odpowiedział, tylko podał dokumenty. Wtedy Niemiec, zorientowawszy się, że przed nim stoi kapelan powstańców, krzyknął ze złością: niem. Der größte Bandit!” (pl. „Największy bandyta!”)

Jak zaświadczył pewien młody człowiek, który uszedł z masakry — kula odbiła się od jednego z guzików jego ubrania — w relacji przekazanej o. Ireneuszowi Łuczyńskiemu (1916 – 2009, Radomsko), ów Niemiec kazał następnie o. Michałowi zdjąć habit, a gdy ten odmówił zastrzelił go…

Według innych źródeł Niemcy wrzucili granaty do piwnicy, w której zgromadzono wszystkich pozostałych w powstańczym szpitalu…

Jakże proroczy okazał się inny z zapisków w jego pamiętniku: „Żadna cnota nie jest moją własnością, nawet Wiara i Nadzieja, bo dla Miłości Bożej mam je też oddać (jedynie przez śmierć), bo do nieba i wieczności ich nie zabiorę — jedynie Miłość trwa na wieki”. Miłość, o której wiedział, że wymaga ofiary: „Patrząc na Pana umierającego na krzyżu […] uświadomiłem sobie lepiej, że za Jego przykładem jestem obowiązany i powołany również do ofiary; do tego, by wydać siebie na całopalną ofiarę dla Niego z miłości i przez miłość, by oddać się i poddać się Mu całkowicie we wszystkim, by z Nim się zjednoczyć w miłości i ukochaniu oraz związać przez mocną, wytrwałą, mężną wolęM. Czartoryski, 1934 r. op. cit.

Ciała zabitych wywleczono na barykadę, oblano benzyną i podpalono.

Ocalałe resztki pochowano tymczasowo na podwórzu pobliskiego domu.

3.x.1944 r. Powstanie padło. Niemcy, wobec braku zainteresowania znajdujących się po drugiej stronie Wisły Rosjan, mogli zająć się planowym niszczeniem Warszawy. Współpraca rosyjsko–niemiecka, rozpoczęta przed 5 latu, kwitła w najlepsze…

Kiedy w rok później, gdy Rosjanie w końcu wypędzili Niemców, przeprowadzono ekshumację zwłok w celu przeniesienia ich do wspólnego grobu powstańców na Woli, ciała o. Michała już nie rozpoznano. Zebrane szczątki złożono na cmentarzu wojskowym na Powązkach w Warsza­wie, gdzie dziś upamiętnia je pomnik „Gloria Victis”…

Sylwetkę duchową o. Michała Czartoryskiego można do dziś odczytać z jego listów, w zachowanym pamiętniku, zawierającym ważniejsze przeżycia z lat 1926–44, w notatkach spisanych przy okazji własnych rekolekcji, rozważaniach Drogi Krzyżowej oraz innych pismach skrzętnie przechowywanych przez braci dominikanów…

W niedzielę 13.vi.1999 r., w Warszawie, Ojciec Święty św. Jan Paweł II (1920, Wadowice – 2005, Watykan ogłosił o. Michała Czartoryskiego jednym ze 108 błogosławionych męczenników II wojny światowej

20 lat wcześniej miała miejsce pierwsza pielgrzymka św. Jan Paweł II do Polski. Wówczas, 2.vi.1979 r. na Placu Zwycięstwa (dziś Plac marsz. Józefa Piłsudskiego) w Warszawie, w jednej z najwspanialszych — a na pewno najważniejszej — homilii w historii naszego narodu, polski papież powiedział:

Kościół przyniósł Polsce Chrystusa — to znaczy klucz do rozumienia tej wielkiej i podstawowej rzeczywistości, jaką jest człowiek. Człowieka bowiem nie można do końca zrozumieć bez Chrystusa. A raczej: człowiek nie może siebie sam do końca zrozumieć bez Chrystusa. Nie może zrozumieć ani kim jest, ani jaka jest jego właściwa godność, ani jakie jest jego powołanie i ostateczne przeznaczenie. Nie może tego wszystkiego zrozumieć bez Chrystusa.

I dlatego Chrystusa nie można wyłączać z dziejów człowieka w jakimkolwiek miejscu ziemi. Nie można też bez Chrystusa zrozumieć dziejów Polski — przede wszystkim jako dziejów ludzi, którzy przeszli i przechodzą przez tę ziemię.

Dzieje ludzi! Dzieje narodu są przede wszystkim dziejami ludzi. A dzieje każdego człowieka toczą się w Jezusie Chrystusie. W Nim stają się dziejami zbawienia. Dzieje narodu zasługują na właściwą ocenę wedle tego, co wniósł on w rozwój człowieka i człowieczeństwa, w jego świadomość, serce, sumienie. To jest najgłębszy nurt kultury. To jej najmocniejszy zrąb. To jej rdzeń i siła.

Otóż tego, co naród polski wniósł w rozwój człowieka i człowieczeństwa, co w ten rozwój również dzisiaj wnosi, nie sposób zrozumieć i ocenić bez Chrystusa. 'Ten stary dąb tak urósł, a wiatr go żaden nie obalił, bo korzeń jego jest Chrystus'Piotr Skarga, „Kazania sejmowe”. Trzeba iść po śladach tego, czym — a raczej kim — na przestrzeni pokoleń był Chrystus dla synów i córek tej ziemi. I to nie tylko dla tych, którzy jawnie weń wierzyli, którzy Go wyznawali wiarą Kościoła. Ale także i dla tych, pozornie stojących opodal, poza Kościołem. Dla tych wątpiących, dla tych sprzeciwiających się.

Jeśli jest rzeczą słuszną, aby dzieje narodu rozumieć poprzez każdego człowieka w tym narodzie — to równocześnie nie sposób zrozumieć człowieka inaczej jak w tej wspólnocie, którą jest jego naród. Wiadomo, że nie jest to wspólnota jedyna. Jest to jednakże wspólnota szczególna, najbliżej chyba związana z rodziną, najważniejsza dla dziejów duchowych człowieka. Otóż nie sposób zrozumieć dziejów narodu polskiego — tej wielkiej tysiącletniej wspólnoty, która tak głęboko stanowi o mnie, o każdym z nas — bez Chrystusa. Jeślibyśmy odrzucili ten klucz dla zrozumienia naszego narodu, narazilibyśmy się na zasadnicze nieporozumienie. Nie rozumielibyśmy samych siebie.

Nie sposób zrozumieć tego narodu, który miał przeszłość tak wspaniałą, ale zarazem tak straszliwie trudną — bez Chrystusa. Nie sposób zrozumieć tego miasta, Warszawy, stolicy Polski, która w roku 1944 zdecydowała się na nierówną walkę z najeźdźcą, na walkę, w której została opuszczona przez sprzymierzone potęgi, na walkę, w której legła pod własnymi gruzami, jeśli się nie pamięta, że pod tymi samymi gruzami legł również ChrystusZbawiciel ze swoim krzyżem sprzed kościoła na Krakowskim Przedmieściu. Nie sposób zrozumieć dziejów Polski od Stanisława na Skałce do Maksymiliana Kolbe w Oświęcimiu, jeśli się nie przyłoży do nich tego jeszcze jednego i tego podstawowego kryterium, któremu na imię Jezus Chrystus”…

O. Michał, który zdecydował się na ową „nierówną walkę z najeźdźcą, na walkę, w której [Warszawa] została opuszczona przez sprzymierzone potęgi, na walkę, w której legła pod własnymi gruzami”, na pewno wiedziałby, o czym mówił św. Jan Paweł II. Rektor Uniwersytetu Poznańskiego prof. Stefan Tytus Zygmunt Dąbrowski (1877, Warszawa – 1947, Poznań) tak, w liście do księcia Witolda Czartoryskiego, ojca Michała, pisał w 1945 r.: „Kto znał tę piękną, jednolitą, wszelkich wahań pozbawioną duszę, pełną gotowości, ofiary i męstwa, ten nie mógł mieć żadnych wątpliwości, że rozkazu opuszczenia chorych Michał […] nie wykona. Został z nimi, z ciężko rannymi, on dawny żołnierz kresowy, dziś sługa Chrystusowy, pokorny a nieustraszony […] stanął u stóp Chrystusowych [z] pokornym raportem, iż swych cierpiących braci nie opuścił. […] Wytrwał przy ich łożu boleści, wśród płomieni i gradu pocisków, dysponując na śmierć tych, których na pewno i sakramentami pasował na Chrystusowych w końcu żołnierzy.

Taka była śmierć o. Michała i taką właśnie Bóg mu przeznaczył, ku chwale Swej powołując go w takich właśnie okolicznościach…

Zaiste, tak ginęli przedstawiciele polskiej inteligencji, skazani na zagładę przez barbarzyńskich niemieckich i rosyjskich „sąsiadów”. Ginęli, albo później byli prześladowani — tak jak wspomniany prof. Dąbrowski, który za powyższy list, i za wsparcie udzielane organizacjom katolickim, w 1946 r., został przez komunazistów wyrzucony z pracy, i wkrótce potem zmarł — pozostawiając po sobie pustkę, którą dopiero po 70 latach udaje się mozolnie zapełniać…

Udaje się zapełniać dzięki św. Janowi Pawłowi II, dzięki owemu wyśnionemu przez tyle pokoleń Polaków wołaniu, które papież wypowiedział podczas wspomnianej homilii w Warszawie w 1979 r.:

I wołam:
ja, syn polskiej ziemi,
a zarazem ja, Jan Paweł II, papież;
wołam z całej głębi tego tysiąclecia;
wołam w przeddzień święta Zesłania;
wołam wraz z wami wszystkimi:
Niech zstąpi Duch Twój!
Niech zstąpi Duch Twój!
I odnowi oblicze ziemi.
Tej Ziemi!”.

Żaden z członków zbrodniczej brygady Dirlewangera nie odpowiedział przed polskim, ani nawet niemieckim, sądem za swoje czyny, gdyż komunazistowskie władze Polskiej Republiki Rosyjskiej, eufemistycznie nazwanej Ludową — czyli prl — nie zabiegały o ich wydanie…

Pomódlmy się litanią do 108 błogosławionych męczenników:

Obejrzyjmy etiudkę o polskich świętych i błogosławionych wyniesionych na ołtarze przez św. Jana Pawła II:

  • POLSCY ŚWIĘCI i BŁOGOSŁAWIENI WYNIESIENI do CHWAŁY OŁTARZY przez JANA PAWŁA II; źródło: www.youtube.com

Popatrzmy na program o bł. Michale Czartoryskim:

  • KALENDARZ HISTORYCZNY - MICHAŁ CZARTORYSKI; Telewizja Republika; źródło: www.youtube.com

oraz filmik o pisaniu ikony bł. Michała Czartoryskiego przez Mateusza Środonia:

  • IKONA bł. MICHAŁA CZARTORYSKIEGO - Mateusz Środoń; źródło: www.youtube.com

Popatrzmy na krótki filmik o kapelanach Wojska Polskiego w chwale ołtarzy:

  • KAPELANI WOJSKA POLSKIEGO w CHWALE OŁTARZY; źródło: www.youtube.com

Popatrzmy też na kilka filmów o Powstaniu Warszawskim:

  • Bitwa o Warszawę”:
    BITWA o WARSZAWĘ; źródło: www.youtube.com
  • Powstanie w kolorze”:
    POWSTANIE w KOLORZE; źródło: www.youtube.com
  • Powstanie”:
    POWSTANIE; źródło: www.youtube.com

Posłuchajmy słów św. Jana Pawła II z homilii beatyfikacyjnej:

  • 13 CZERWCA 1999 - HOMILIA JANA PAWŁA II; Msza św. beatyfikacyjna, Warszawa; źródło: www.youtube.com

Pochylmy się także nad słowami Ojca św. Jana Pawła II2.vi.1979 r. w Warszawie:

oraz nad homilią beatyfikacyjną Ojca św. Jana Pawła II13.vi.1999 r. w Warszawie:

Popatrzmy na mapę życia błogosławionego:

  • GoogleMap

Opracowanie oparto na następujących źródłach:

polskich:

norweskich:

włoskich: