MATKA BOŻA CZĘSTOCHOWSKA: kościół św. Zygmunta, Słomczyn; źródło: zbiory własneMATKA BOŻA NIEUSTAJĄCEJ POMOCYLOGO PORTALU

Rzymskokatolicka Parafia
pod wezwaniem św. Zygmunta
05-507 Słomczyn
ul. Wiślana 85
dekanat konstanciński
m. i gm. Konstancin-Jeziorna
powiat Piaseczno

św. ZYGMUNT: kościół św. Zygmunta, Słomczyn; źródło: zbiory własneśw. ZYGMUNT: XIX w., feretron, kościół św. Zygmunta, Słomczyn; źródło: zbiory własne

Valid XHTML 1.0 Strict

tutaj108 polskich męczenników niemieckiej okupacji podczas II wojny światowej

bł. HENRYK józef KRZYSZTOFIK
1908, Zachorzów – ✟ 1942, KL Dachau
męczennik

patron: zakonu Braci Mniejszych Kapucynów

wspomnienie: 4 sierpnia

Łącza do ilustracji (dzieł sztuki) związanych z błogosławionym:

  • bł. HENRYK JÓZEF KRZYSZTOFIK - obraz współczesny; źródło: www.franciszkanie.pl
  • bł. HENRYK JÓZEF KRZYSZTOFIK - obraz współczesny; źródło: www.kapucyni-lublin.pl
  • bł. HENRYK JÓZEF KRZYSZTOFIK - ikona beatyfikacyjna; źródło: www.youtube.com
  • bł. HENRYK JÓZEF KRZYSZTOFIK - fragment poliptyku 'Pięciu męczenników kapucyńskich', KUBIAK Krzysztof (), 1999, klasztor oo. kapucynów, Lublin; źródło: www.kapucyni-lublin.pl
  • bł. HENRYK JÓZEF KRZYSZTOFIK - fragment współczesnego obrazu 'Pięciu męczenników kapucyńskich'; źródło: fundacja-kapucynska.blogspot.com
  • bł. HENRYK JÓZEF KRZYSZTOFIK - ok. 1939; źródło: www.santiebeati.it
  • bł. HENRYK JÓZEF KRZYSZTOFIK - ok. 1939; źródło: newsaints.faithweb.com
  • BŁOGOSŁAWIENI MĘCZENNICY KAPUCYŃSCY: ANICET KOPLIŃSKI, SYMFORIAN DUCKI, FLORIAN JÓZEF STĘPNIAK, HENRYK KRZYSZTOFIK, FIDELIS CHOJNACKI - KUBIAK Krzysztof, 1999, fragm., prezbiterium, kościół pw. św. Piotra i Pawła, Lublin; źródło: www.kapucyni-lublin.pl
  • BŁOGOSŁAWIENI MĘCZENNICY KAPUCYŃSCY: ANICET KOPLIŃSKI, HENRYK KRZYSZTOFIK, FLORIAN STĘPNIAK, FIDELIS CHOJNACKI, SYMFORIAN DUCKI - obraz współczesny; źródło: fundacja-kapucynska.blogspot.com
  • bł. HENRYK JÓZEF KRZYSZTOFIK- pomnik, kościół pw. św. Michała Archanioła, Zachorzów; źródło: danielpaczkowski.blogspot.com
  • CHRYSTUS wśród 108 POLSKICH MĘCZENNIKÓW - BAJ, Stanisław (ur. 1953, Dołhobrody), 1999, obraz beatyfikacyjny, Licheń; źródło: picasaweb.google.com
  • KAPLICA 108 MĘCZENNIKÓW II WOJNY ŚWIATOWEJ - Licheń; źródło: www.lichen.pl
  • MĘCZENNICY II WOJNY ŚWIATOWEJ - PIETRUSIŃSKI Paweł (), pomnik, 2004, brąz, granit, wys. 190 cm (z cokołem 380 cm), kościół św. Jana Chrzciciela, Szczecin; źródło: www.szczecin.pl
  • 108 POLSKICH MĘCZENNIKÓW - witraż, Kaplica Matki Bożej, Świętych i Błogosławionych Polskich, kościół św. Antoniego Padewskiego, Lublin; źródło: www.antoni.vgr.pl
  • POCHÓD 108 POLSKICH MĘCZENNIKÓW II WOJNY ŚWIATOWEJ - ŚRODOŃ, Mateusz (), w trakcie tworzenia, kaplica Muzeum Powstania Warszawskiego, Warszawa; źródło: www.naszglos.civitaschristiana.pl
  • 108 POLSKICH BŁOGOSŁAWIONYCH MĘCZENNIKÓW - witraż, Sanktuarium Matki Bożej Zawierzenia, Tarnowiec; źródło: www.sanktuariumtarnowiec.parafia.info.pl

Józef na świat przyszedł 22.iii.1908 r. we wsi Zachorzów, ok. 10 km od Opoczna, naonczas znajdującej się w gubernii radomskiej (ros. Радомская губерния), należącej do tzw. Królestwa Polskiego (ros. Царство Польское), państewka stanowiącego część zaborczego imperium rosyjskiego.

Był synem Józefa i Franciszki z domu Franaszczyk, średniozamożnych rolników. Miał prawd. brata bliźniaka.

W Zachorzowie od 1875 r. funkcjonowała drewniana kaplica pw. św. Michała Archanioła (dziś kościół parafialny), ale nie było parafii. Księża pojawiali się nieregularnie. Józef zatem do Kościoła Powszechnego w sakramencie chrztu św. został przyjęty 19.iv.1908 r. w kościele parafialnym pw. św. Geroncjusza i Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w oddalonym o ok. 7 km Sławnie.

W Zachorzowie też ukończył 6 klas w nowo założonej (ok. 1920 r.) szkole powszechnej, powstałej już po odzyskaniu niepodległości przez Rzeczypospolitą — dziś Publicznej Szkole Podstawowej — w której początkowo pracował tylko jeden nauczyciel, później uzupełniony przez dwie dodatkowe nauczycielki.

Powołanie musiał poczuć już wówczas, w szkole powszechnej, i dlatego po jej ukończeniu, w 1925 r., rozpoczął nauki w Kolegium pw. św. FidelisaŁomży, prowadzonej przez Zakon Braci Mniejszych Kapucynów (łac. Ordo Fratrum Minorum Capuccinorum – OFMCap), czyli kapucynów.

Obecność w Polsce kapucyni datują od 1681 r. 27.xii.1681 r. poznański ordynariusz, bp Stefan Wierzbowski (1620, Szadek – 1687, Góra Kalwaria), wydał kanoniczne zezwolenie na założenie ich warszawskiego klasztoru.  lata później rozpoczęła się jego budowa. Ów najstarszy klasztor kapucyński w Polsce ufundował człowiek, który kapucynów sprowadził do naszego kraju — król Jan III Sobieski (1629, Olesko – 1696, Wilanów) — i który 11.vii.1683 r., w obecności królowej Marii Kazimiery Marysieńki (1641, Nevers – 1716, Blois), położył kamień węgielny pod jego budowę. Był on swego rodzaju modlitwą monarszą — darem wotywnym — przed wyruszeniem na wyprawę i spodziewaną walną rozprawą z Turkami, która rzeczywiście miała miejsce 12.ix.1683 r. pod Wiedniem, a także wyrazem wdzięczności za wcześniejsze zwycięstwo Rzeczpospolitej nad Turkami 11.xi.1673 r. pod Chocimiem

8.xi.1864 r., w rok po wybuchu powstania styczniowego — w czasach rozbiorowych — rosyjski car Aleksander II Romanow (1818, Moskwa – 1881, Sankt Petersburg) wydał, jako formę represji za wsparcie wysiłku powstańczego przez Kościół katolicki, ros. указ (pl. dekret) kasacyjny, w wyniku czego warszawski klasztor kapucyński został rozwiązany: jeden ze 110 klasztorów rozwiązanych przez Rosjan na terenie zaborczego ros. Царство Польское (pl. Królestwo Polskie). Do 1918 r. i odzyskania niepodległości Polski funkcjonowały w Polsce tylko dwa kapucyńskie klasztory: w Nowym Mieście nad Pilicą i właśnie w Łomży.

Dlaczego wybrał oo. kapucynów i zapragnął „życia ewangelicznego na wzór Jezusa Chrystusa, za przykładem św. Franciszka z Asyżu”? Nie wiadomo. Być może sprawiło jakieś przypadkowe spotkanie zakonników z niedalekiego — zaledwie ok. 50 km od Zachorzowa — Nowego Miasta nad Pilicą? Niezbadane są wyroki Opatrzności

Dlaczego zatem rozpoczął nauki w dalekiej — ponad 300 km na północny–wschód od rodzinnej wsi — Łomży? Prawd. dlatego, że od 1920 r. działało tam wspomniane Kolegium pw. św. Fidelisa, szkoła średnia, przygotowująca kandydatów do zakonu. Zaledwie rok przed przybyciem doń młodego Józefa rozpoczęto budowę nowego gmachu szkoły, położonego po drugiej stronie kościoła klasztornego pw. Matki Bożej Bolesnej.

W owym okresie swego kształtowania się Kolegium nie prowadziło własnego nauczania, lecz chłopcy uczęszczali do szkół publicznych w Łomży. Dla młodszych organizowano naukę w klasztorze, a rolę nauczycieli pełnili niekiedy starsi koledzy. W zakresie formacji intelektualnej Kolegium stawiało sobie za cel — opierając się na wzorach opracowanych w Holandii — przygotowanie uczniów do podjęcia przyszłych studiów filozoficzno–teologicznych. Ciekawe, że ów cel osiągało tylko niewielu uczniów — na ok. 500 uczniów Kolegium stan duchowny obrało 74, a zatem 15%. Z tego tylko 49 wstąpiło do kapucynów — jednym z nich był Józef.

Uczniowie Kolegium opłacali naukę i utrzymanie. W 1925 r. opłata wynosiła 500 zł za dziesięć miesięcy. Ponadto od każdego ucznia wymagano wyprawki obejmującej: „cztery zmiany bielizny pościelowej, pięć zmian bielizny osobistej, płaszcz i dwa ubrania oraz dwie pary butówhistorialomzy.pl. Istniała jednak możliwość zwolnienia uboższych a zdolnych uczniów z uiszczenia opłaty rocznej. Nie wiadomo, czy z tej zapomogi skorzystał Józef

Już dwa lata później, 14.viii.1927 r. — mając zatem lat 19 — wstąpił do zakonu kapucynów. Przyjęty został do klasztoru we wspomnianym Nowym Mieście nad Pilicą — w rodzinnych stronach — gdzie prężnie działał istniejący zresztą do dnia dzisiejszego klasztor kapucyński, prowadzący naonczas jedyny nowicjat w kraju. Przyjął imię zakonne Henryka i po raz pierwszy obłóczony został w habit zakonny…

W owych czasach kapucyni nie mieli jeszcze w Polsce własnego seminarium filozoficzno–teologicznego. Dlatego też, po złożeniu 15.viii.1928 r. ślubów czasowych, przełożeni wysłali młodego br. Henryka do seminarium w BreustEijsden w Holandii, w kapucyńskiej prowincji paryskiej.

Po dwóch latach i ukończeniu studiów filozoficznych, Henryk w 1930 r. wysłany został do Rzymu, na studia teologiczne na Wydziale Teologicznym Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego (wł. Pontificia Università Gregoriana) — popularnego tzw. Gregorianum.

Tam, mieszkając w Międzynarodowym Kolegium Kapucyńskim im. św. Wawrzyńca z Brindisi, złożył 15.viii.1931 r. śluby wieczyste, a 30.vii.1933 r. otrzymał święcenia kapłańskie…

W 1935 r. otrzymał uprawniający do wykładania na uniwersytetach stopień licencjata (łac. licentia docendi) — pośredni między magisteriumdoktoratem — i tytuł „mgr lic.”, z teologii dogmatycznej i ukończył Gregorianum.

Zaraz też powrócił do Polski. Został skierowany do klasztoru kapucyńskiego przy trakcie Krakowskiego PrzedmieściaLublinie.

Klasztor lubelski był czwartą fundacją kapucyńską w Polsce — po ośrodkach w Warszawie, KrakowieLwowie. Jego aktem założycielskim było zobowiązanie, jakie 1.xi.1721 r. złożył książę Paweł Karol Sanguszko (1680 – 1750, Zahajce), w latach 1713‑34 marszałek nadworny litewski, późniejszy w latach 1834‑50 marszałek wielki litewski, wraz z żoną, Marianną Teofilą Anną z domu Lubomirską (1693, Sandomierz –1729). Do powstającej fundacji dołączyła hrabina Jadwiga Zahorowska z domu Saczko (ok. 1674‑ok. 1722), wdowa po kasztelanie (łac. comes castellanus) województwa wołyńskiego, Stefanie Zahorowskim (zm. 1696) — która podarowała zakonnikom, tuż przed śmiercią, ogród z dworkiem — oraz ks. Hieronim Maciej Jełowicki (1672, Owadów Radomski – 1732), w latach 1714‑31 pisarz wielki koronny (łac. notarius magnus), późniejszy biskup pomocniczy archidiecezji lwowskiej — który darował inną działkę z ogrodem i sadem oraz zabudowaniami gospodarczymi. Ostateczny akt realizacyjny fundacji podpisany 24.vi.1723 r. i już w v.1724 r. do Lublina przybyli oo. kapucyni.

W latach 1726‑33 wybudowano, według projektu warszawskiego architekta, Karola Antoniego Baya (zm. 1740), świątynię klasztorną pw. św. Apostołów Piotra i Pawła, którą 16.viii.1733 r. konsekrował ordynariusz diecezji chełmskiej, bp Jan Feliks Szaniawski (ok. 1677‑1733).

Kapucyni zajmowali się wsparciem najuboższych mieszkańców Lublina. Prowadzili wśród nich ewangelizację — nie omijając więźniów. Urządzali rekolekcje oraz udzielali wiernym sakramentu pokuty.

Aktywnie wzięli udział w wydarzeniach powstania styczniowego 1861 r. W rezultacie wspomniane powyżej zarządzanie cara Aleksandra II Romanowa z 8.xi.1864 r. o kasacie większości klasztorów zakonnych w zaborczym Królestwie Polskim objęło także klasztor lubelski. Nocą z 27 na 28.xi.1864 r. ówczesnego gwardana klasztoru, o. Józefa Krajewskiego, i 9 zakonników odesłano pod eskortą wojskową do klasztoru w Łomży. Mienie klasztoru przeszło „na własność państwa” i zostało rozdysponowane pomiędzy najbliższe kościoły parafialne, a zrabowany klasztor otrzymało miasto.

Do swej siedziby kapucyni powrócili dopiero 1.vii.1919 r., po odzyskaniu niepodległości przez Rzeczpospolitą. Gdy w 1935 r. w Lublinie pojawił się o. Krzysztofik w klasztorze działało już — od 1931 r. — studium teologii, przygotowujące zakonników do stanu kapłańskiego. o. Henryk został jego wykładowcą. Nauczał teologii dogmatycznej, apologetyki i reguły zakonnej…

Pełnił też funkcję wikariusza katedralnej parafii pw. św. Jana Chrzciciela i św. Jana Ewangelisty, do której należał klasztor lubelski.

Często głosił kazania, spowiadał, obejmował duszpasterską opieką siostry zakonne. Był poszukiwanym kierownikiem duchowym. W pamięci osób, które go znały, zachował się jako człowiek pełen ognia i miłości.

W 1938 r. został rektorem studium teologicznego. Wśród jego lubelskich uczniów byli m.in. : współbrat o. Florian Józef Stępniak (1912, Żdżary – 1942, Hartheim) — święcenia kapłańskie otrzymał w 1938 r. — i br. Fidelis Hieronim Chojnacki (1906, Łódź – 1942, Dachau) — w 1938 r. rozpoczął naukę w lubelskim studium teologicznym – którzy później wraz z nim wyniesieni zostali na ołtarze jako błogosławieni…

Intensywną pracę formacyjną przerwał rok 1939. Odtąd losy i życie o. Henryka, jak i losy i życie milionów Polaków, wciągnięte zostały w wir wydarzeń, nad którymi nie mieli w zasadzie żadnej kontroli. Przyszło im zdawać najtrudniejszy egzamin — wierności ChrystusowiJego nauce — w przestrzeni pozornie pozbawionej jakichkolwiek odniesień do Boga, w przestrzeni, gdzie królowała nienawiść i brak jakichkolwiek zasad. W przestrzeni, w której nawet nie mogli planować dnia następnego, ba … następnej godziny. W przestrzeni totalnego ubezwłasnowolnienia…

1.ix.1939 r. w granice Rzeczypospolitej, bez wypowiedzenia wojny, wkroczyli Niemcy. Na podstawie osławionego porozumienia z 23.viii.1939 r. dwóch wybitnych przywódców socjalistycznych — niemieckiego, o odcieniu nazistowskim, Adolfa Hitlera (1889, Braunau am Inn – 1945, Berlin), i rosyjskiego, o odcieniu komunistycznym, Józefa Stalina (1878, Gori – 1953, Kuncewo) — i jego tajnych aneksów, od nazwisk sygnatariuszy, czyli ministrów spraw zagranicznych dwóch wspomnianych zbrodniarzy, zwanego paktem Ribbentrop–Mołotow, Niemcy do Rzeczpospolitej wkroczyli od zachodu. 17 dni później od wschodu Polskę najechali Rosjanie. Dwaj bandyci dokonali w ten sposób czwartego rozbioru Polski (w praktyce uczestniczyli w nim także, acz w różnym stopniu zaangażowania, Słowacy i Litwini), uzgodnionego formalnie i podpisanego, wraz z innymi tajnymi aneksami, 28.ix.1939 r. w tzw. traktacie o granicach i przyjaźni Rosja–Niemcy”. Rozpoczęła się II wojna światowa.

Granica między okupantami przebiegała niedaleko Lublina — samo miasto zajęli Niemcy, włączając je do tzw. niem. Generalgouvernement für die besetzten polnischen Gebiete (pl. Generalne Gubernatorstwo dla okupowanych ziem polskich), czyli zarządzanego przez Niemców okupacyjnego tworu administracyjnego zwanego w skrócie Generalnym Gubernatorstwem.

Początkowo mogło się wydawać, że okupacja niemiecka nie oznacza wielkich zmian w zakresie posługi religijnej. Gubernator Generalnego Gubernatorstwa, Jan Michał (niem. Hans Michael) Frank (1900, Karlsruhe – 1946, Norymberga) początkowo dozwolił na w miarę normalne funkcjonowanie Kościoła. Ale tylko „w miarę”, bowiem funkcjonowanie Kościoła nierozłącznie wiązało się z polityką Niemiec wobec całego narodu polskiego, a na obszarze Generalnego Gubernatorstwa miało wszak nastąpić „przeobrażenie organizacji wyznaniowych w posłuszne narzędzie realizacji celów politycznych okupanta”…

Najlepiej wyraził to już później, w instrukcji wydanej 2.x.1940 r., wspomniany niemiecki przywódca socjalistyczny, Adolf Hitler, i przekazanej gubernatorowi Frankowi: „Nigdy nie będzie wolno podnieść ich [Polaków] na wyższą stopę, ponieważ natychmiast zostaliby komunistami i anarchistami. Dlatego jest rzeczą zupełnie słuszną, ażeby Polska zatrzymała swój katolicyzm. Polscy księża będą otrzymywali od nas swoją żywność, za to będą prowadzili swoje owieczki drogą, która nam odpowiada. Zadaniem księży będzie utrzymywać Polaków w spokoju, głupocie i tępocie”…

Frank tak skomentował instrukcję Hitlera: „Jeżeli katolicyzm jest trucizną, to można życzyć Polakom tej trucizny”.

Tymczasem ojcowie kapucyni w Lublinie próbowali kontynuować normalną działalność. Ale jak to opisał współbrat, wspomniany br. Fidelis Hieronim Chojnacki: „Panuje i u nas atmosfera bez jutra, coś co bardzo męczy, nie wiemy ani dnia, ani godziny […] O normalnym życiu nie ma u nas mowy”…

Mimo to nowy rok akademicki się rozpoczął. W przemówieniu inauguracyjnym o. Henryk powiedział młodym ludziom: „Lepiej krótko płonąć, niż długo kopcić”…

Jakże prorocze okazać się miały te słowa.

Pod koniec 1939 r. Niemcy wyrzucili z klasztoru lubelskiego posługujących w nim współbraci z Holandii. Do wyjazdu zmuszony został także dotychczasowy gwardian, o. Jezuald (hol. Gesuald) Willemen. Wobec tego obowiązki gwardiana klasztoru przejął o. Henryk.

Stało się to momencie, gdy wokół rozpoczęły się masowe aresztowania polskiej inteligencji. W Lublinie i okolicach masowy charakter przybrały w xi.1939 r., a do historii przeszły pod nazwą akcji „Sonderaktion Lublin”. Nie był to samodzielny plan okupacyjnych władz Lublina — od samego początku okupacji, czyli od ix.1939 r., na wszystkich zajętych ziemiach polskich Niemcy prowadzali bowiem ludobójczą tzw. Intelligenzaktion” (pl. Akcja Inteligencja”), czyli plan fizycznej likwidacji polskiej inteligencji oraz warstw przywódczych.

Tak samo zresztą jak Rosjanie, na terenach Polski przez nich okupowanych. Akcje były prawd. wspólnie koordynowane, do czego zresztą zobowiązywał obu okupantów wspomniany aneks do traktatu z 28.ix.1939 r. Praktyczne zasady ustaliła prawd. seria spotkań, w których uczestniczyli tacy wybitni specjaliści rosyjscy i niemieccy, jak niejaka Rita Zimmerman, była komendantka rosyjskiego łagru dziecięcego i kopalni złota na Kołymie, oraz Adolf Otton Eichmann (1906, Solingen – 1962, Ramli), późniejszy główny koordynator realizacji tzw. niem. Endlösung (pl. Ostateczne Rozwiązanie), czyli mordu Żydów. Spotkania, zwane Rosyjsko–Niemieckimi Konferencjami Metodycznymi odbywały się na przełomie 1939 i 1940 roku, m.in. Zakopanem, i ustalały zasady pracy operacyjnej przeciwko rodzącemu się polskiemu podziemiu…

Tymczasem 9.xi w Lublinie Niemcy aresztowali kilkuset prawników, inżynierów, duchownych i nauczycieli. Tego dnia miała także miejsce pierwsza uliczna łapanka. 11.xi, w dniu polskiego Święta Niepodległości, Niemcy wkroczyli na teren Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego (dziś Katolicki Uniwersytet Lubelski im. Jana Pawła II – KUL), aresztując 15 jego profesorów oraz księży z Seminarium Duchownego. Zaraz potem przyszedł czas na biskupów. 17.xi — w dwa miesiące po ataku rosyjskim na Rzeczpospolitą — aresztowano bpa Mariana Leona Fulmana (1864, Stare Miasto – 1945, Lublin) i jego sufragana, bpa Władysława Gorala (1898, Stoczek – 1945, Sachsenhausen) oraz 11 innych duchownych, w tym kanclerza Kurii, ks. Zdzisława Ochalskiego (1902, Baranów – 1942, Dachau). Przy okazji Niemcy ograbili budynek kurialny…

Rok akademicki w seminarium prowadzonym przez o. Henryka trwał tylko parę miesięcy dłużej. 25.i.1940 r. bowiem niemiecka państwowa policja polityczna (niem. Geheime Staatspolizei), czyli Gestapo, aresztowała kapucynów z lubelskiego klasztoru. 8 kapłanów i 15 kleryków uwięziono na Zamku Lubelskim.

Przed uwięzieniem o. Henryk zdążył jeszcze dać swym współbraciom ostatnią radę:

Póki mamy trzeźwy umysł, zróbmy dobrą intencję. Cokolwiek nas w przyszłości spotka, niech każdy ofiaruje to Bogu w jakiejś intencji”.

W celi Zamku Lubelskiego — jednej z największych katowni Generalnego Gubernatorstwa — potrafił zorganizować, dzięki kontaktom ze strażnikami, dodatkowe racje żywności. Pozyskał też hostie i wino. Dzięki temu w przepełnionej więziennej celi codziennie była odprawiona Eucharystia. Bracia gromadzili się wokół taboretu, który teraz pełnił rolę ołtarza, na którym zamiast kielicha stała zwykła szklanka…

Na Zamku Lubelskim przetrzymywano go przez pół roku…

18.vi.1940 r. Henryk i jego współbracia wywiezieni zostali z Lublina. Wraz z nimi wywieziono wielu innych duchownych przetrzymywanych na Zamku Lubelskim, m.in. ks. Kazimierza Witolda Gostyńskiego (1884, Warszawa – 1942, Hartheim). Dwa dni później transport dotarł do założonego na terenie byłej wioski olimpijskiej z 1936 r. obozu koncentracyjnego (niem. konzentrationslager) KL Sachsenhausen, ok. 30 km na północ od Berlina.

Nie znamy szczegółów owego transportu, ale trudno sobie wyobrazić, by doświadczenia o. Henryka odbiegały od doświadczeń innych kapłanów, którzy przechodzili podobną drogę krzyżową. Jeden z nich, o. Józef Kubicki (1916, Słotnica – 2000), kapłan Zgromadzenia Małego Dzieła Boskiej Opatrzności (łac. Parvum Opus Divinae Providentiae), czyli orionista, który do KL Sachsenhausen trafił kilka miesięcy później, 29.viii.1940 r., tak opisywał fragment tej drogi:

Przybyliśmy do Berlina. Gdy ciężarówki zatrzymały się na światłach przechodnie wypytywali eskortę, kto jest nimi wieziony. 'Polscy bandyci'  usłyszeli w odpowiedzi. Wówczas dotarły do nas przekleństwa i obelgi rzucane w naszą stronę. Potraktowano nas jak przestępców. Zaczęto nam wygrażać, popychać, bić pięściami. Pamiętam starego człowieka, który zaczął nas uderzać laską.

Berlin! Wyłazić!  ustawiono nas w rzędzie, by można było wszystkich zobaczyć”…

Być może o. Henryka do Berlina przywieziono w zatłoczonych wagonach bydlęcych, a nie ciężarówkach. Być może. Ale dalsza podróż odbywała się już transportem kołowym — upchanymi do granic możliwości ciężarówkami. Przybycie do obozu KL Sachsenhausen najbardziej plastycznie opisał — i opis ów powinien być obowiązkową lekturą polskiej młodzieży — inny jego współwięzień, przywieziony tam trochę wcześniej, bo 10.iv.1940 r., ks. Wojciech Gajdus (1907, Papowo Toruńskie – 1957, Zakopane):

To […], co zaczyna się dziać w chwili, gdy opuszczamy spiesznie nasze klatki, przypomina jakąś jazdę wysokiej szkoły woltyżerskiej.

Tuż przy budce z napisem Sachsenhausen wysoko usypany, nieuregulowany nasyp. Przy nasypie z obu stron piaszczystej dróżki, wiodącej w dół, stoi dwóch strażników tutejszych. Widać, że dobrze im się spało, bo obydwaj i przy głosie, i w dobrym humorze.

Podbiegamy do nasypu. Stojący w przejściu strażnicy SS podstawiają nieświadomym, zwłaszcza starym, nogi, tak, że ci zwalają się głową na dół, a na nich wali się fala innych. Powstaje wielkie kotłowisko ciał. Śmigają w powietrzu zawiniątka, kapelusze, czapki, chleb, a nad całym tym rozruchem świszczy, jak bat, dobrze znany, złośliwy niecierpliwy okrzyk: los, los, schnell, schnell […]

Błyskawicznie formują się czwórki i zanim ostatni pozbierał się u naszych stóp, czoło rusza szybkim marszem czy truchcikiem naprzód […]

Pochód biegnie porządnie wybrukowaną ulicą, skręca między wysokie białe mury. Z dala widać bramę. Powiewają dwie wielkie chorągwie: państwowa, czarno–czerwona ze swastyką i czarna zupełnie, przecięta dwoma SS, które chwiejąc się w rannym wietrze, wyglądają jakby dwa białe nagie kościotrupy przylepione do żałobnej płachty”.

Prawd. już pierwszego dnia Henryk otrzymał obozowe ubranie — zwane od charakterystycznych biało–czarnych pasów „pasiakiem” — okraszone namalowanym farbą lub naszytym na odzieży, na wysokości piersi, tzw. winklem, czyli odwróconym czerwonym trójkątem z literą „P”, na określenie więźnia politycznego — Polaka, oraz wytłoczonym na białej taśmie numerem obozowym.

Jak się okazało KL Sachsenhausen — modelowy obóz o typowo pruskiej organizacji i dyscyplinie, zarządzany z zamiarem maksymalnego wykorzystania wszelkich sił żywotnych więźniów, jak najmniejszym kosztem, co prostą drogą prowadziło do śmierci przetrzymywanych — stał się miejscem, w którym zgromadzono setki polskich kapłanów z okupowanych przez Niemcy terenów polskich. Był wśród nich wspomniany bp Władysław Goral — nie było już ordynariusza lubelskiego, bpa Mariana Leona Fulmana, którego Niemcy, po interwencji Stolicy Apostolskiej, w ii.1940 r. zwolnili z obozu i internowali w Nowym Sączu.

Większość z nich — poza m.in. bpem Władysławem Goralem — 14.xii.1940 r. wywieziono do niemieckiego obozu koncentracyjnego (niem. Konzentrationslager) KL Dachau, gdzie Niemcy zdecydowali się zgromadzić wszystkich kapłanów katolickich z terenów okupowanych, w szczególności polskich…

Wśród przywiezionych owego 14.xii.1940 r. do KL Dachau był i Henryk. W obozie otrzymał nowy pasiak i nowy numer obozowy — 22637.

Został jednym z wielu katolickich kapłanów z Polski, „wrogów III Rzeszy”, przetrzymywanych w specjalnym więziennym bloku, zwanym niem. Priesterblock”…

KL Dachau początkowo mógł wydawać się sanktuarium spokoju po doświadczeniach KL Sachsenhausen. Od 22.i.1941 r. polscy kapłani przetrzymywani w KL Dachau mieli nawet dostęp do kaplicy i mogli w niej odprawiać Mszę św. Do czasu — do tzw. apelu pokuty” 15.ix.1941 r., gdy polscy kapłani odmówili wpisania na tzw. listę volksdeutschów, i nie wyparli się polskości i godności kapłańskiej. Dwa dni później cofnięto im wszelkie udogodnienia, zaczęto zmuszać do jeszcze cięższej pracy, odebrano im prawo do otrzymywania paczek, oraz — co było najbardziej uciążliwe — odebrano „przywilej” korzystania z kaplicy…

Nie było gorszego miejsca na ziemi” — tak wiele lat po wojnie określił KL Dachau misjonarz i apostoł trędowatych, o. Marian Żelazek (1918, Palędzie – 2006, Puri, Indie) — „panowało bestialstwo, śmierć i głód”.

Po tzw. „apelu pokuty” dla polskiego duchowieństwa przetrzymywanego w KL Dachau zaczynał się najgorszy okres. Większość niewolniczo pracowała na tzw. plantagach”, polach przylegających do obozu: zimą dokuczał deszcz, mróz i śnieg, w upalne dni górskie słońce. Panował nieopisany głód, który nie pozwalał myśleć o niczym innym, jak tylko o jednym — w jaki sposób zdobyć kawałek chleba. Waga więźnia nie przekraczała często 40 kg. A w 1942 r., najtragiczniejszym okresie w historii obozu KL Dachau, Niemcy głodowe racje jeszcze zmniejszyli…

 […] uczucie ciągłego głodu i słabości, oglądanie się z żalem, czemu te kamienie nie są kawałkami chleba. […] Ludzie jedli najgorsze rzeczy, aby napełnić czymś swój żołądek. […] Kawałek chleba porzucony przez dziecko na ulicy był przysmakiem albo wykradzione z psiej miski kawałki skórek chleba lub z klatki króliczej. Nawet garść owsa zabrana po kryjomu z kurnika była przysmakiem. Zapominać kazała choć na chwil kilka o głodzie. A śmierć się zbliżała, okazywało to powolne puchnięcie od stóp, jeżeli doszło do brzucha, już koniec, nie było ratunku […]. Tułów wychudzony, a nogi grube i ciężkie, w ciężkich buciorach ledwie się wlokące” — tak wspominał swoje przeżycia w KL Dachau jeden z kapłanów, ks. Franciszek Mączyński (1901, Pacyn – 1998, Rzym), późniejszy rektor Polskiego Papieskiego Instytutu Kościelnego w Rzymie…

Mimo uwięzienia, nieustannego głodu, cierpień i prześladowań Henryk zawsze czuł się synem św. Franciszka. Gdy zobaczył któregoś ze współbraci odkładającego chleb na później, miał mawiał: „Nie wierzysz w Opatrzność Bożą? Franciszkanin tak nie robi. Nie bójcie się, nie zginiemy z głodu”. Gdy ostrzegano go, że drobne pieniądze, które skądś otrzymał, mogą zostać skradzione, odpowiadał: „Jak to, czy św. Franciszek chował pieniądze?”.

Któregoś razu za otrzymane skądś środki kupił 2 bochenki chleba (nawet w obozach kwitł handel) i rozdzielił je na 25 części – dla każdego współbrata po jednej. Zaprosił ich do jedzenia: „No, bracia, pożywajmy Boże dary. Czym chata bogata, tym rada”.

Działo się to, gdy wokół panował głód i zdesperowani więźniowie niejednokrotnie wyrywali sobie z rąk jakiekolwiek pożywienie i skrzętnie je chronili.

Choć nie istnieją materialne dowody to wówczas Niemcy zdecydowali o fizycznej likwidacji polskiego duchowieństwa przetrzymywanego w KL Dachau. W iii.1942 r. zaczęli ogłaszać, że starsi i inwalidzi mogą „zgłaszać się na wyjazd do obozu specjalnego”, o mniejszym rygorze. Rozpoczęły się wywózki w tzw. „transportach inwalidów”. Więźniów nie wywożono jednak, jak ogłaszano, do obozów o mniejszym rygorze. Wprost przeciwnie — kierowano ich do austriackiego ośrodka eutanazyjnego na zamku Hartheim (niem. Schloß Hartheim) w Austrii, gdzie w ramach zorganizowanej Aktion T4 (pl. akcja T4) — „likwidacji życia niewartego życia” (niem. Vernichtung von lebensunwertem Leben”) — mordowano w szczególności osoby niedorozwinięte umysłowo, przewlekle chore psychicznie i neurologicznie, w tym dzieci…

Henryk uniknął takiego losu. O. Kajetan Ambrożkiewicz (1914, Urzędów – 2002, Zakroczym), jeden z ówczesnych kleryków kapucyńskich, którzy razem z o. Henrykiem przebywał w obozie, w taki sposób mówił w Lublinie w 1947 r. o ostatnich dniach jego życia:

Mam jeden zarzut przeciwko Tobie, mój Ojcze Dyrektorze. Tyś nie powinien był się dostać do obozu, należałeś bowiem do tych więźniów, o których pół żartem, pół z płaczem mówiło się, że nie nadawali się do obozu.

Kiedyśmy zimą z '41 na '42 rok, dzień w dzień, od wczesnego ranka do późnego wieczoru, na mrozie i o głodzie pracowali przy śniegu, nie umiałeś się nigdy tak jakoś zawinąć, by dostać do rąk lekką łopatę do ładowania śniegu, lecz byłeś wiecznie wśród tych, którym zostawały ciężkie niemiłosiernie taczki. I z tymi taczkami nie umiałeś sobie radzić, nie umiałeś ich rzucić w śnieg, gdy nikt nie widział i schronić się w jakiś cieplejszy kąt, choćby na jedno przedpołudnie.

Nie umiałeś odpocząć sobie, gdy oko esesmana lub złego kapo nie spoczywało na Tobie. Nie posiadałeś niezbędnej do życia obozowego sztuki udawania, że coś się robi nie robiąc. Byłeś za prostolinijny. Zbyt jawną, zbyt franciszkową duszę miałeś, by taczki rzucić, by ulżyć sobie w pracy. Nie nadawałeś się do obozu. Pracowałeś za sumiennie i za dużo.

Największa Twoja niedola, a zarazem i Twoja wielkość to to, że i w obozie nie umiałeś kopcić, ale tylko palić się i płonąć. I spłonąłeś szybko. Gdy już taki słaby byłeś, że z pracy nie mogłeś wrócić o własnych siłach, gdy Cię półprzytomnego Twoi współbracia zaprowadzili do szpitala, gdy zdrowy rozum nakazywał nie pokazywać tych ostatnich resztek sił tlejących w obumierającym organizmie (tylko nieprzytomnych i konających przyjmowano w tym czasie do szpitala), to Ty skoro posłyszałeś gniewny krzyk sanitariusza, zażartego wroga księży, ostatnim wysiłkiem woli stanąłeś sam na nogach. I musiałeś wrócić na blok podtrzymywany i niesiony przez współbraci.

Czułeś już, że się dopalasz, bo powiedziałeś nam: 'Jak umrę to się będę za was modlił, by was Bóg wyprowadził z obozu i byście nigdy nie byli głodni'.

Za kilka dni byłeś już tak słaby, że i krzyki nieludzkiego sanitariusza nie pomogły i na nogi Cię nie postawiły. Przyjęto Cię do szpitala w ostatnim stadium wyczerpania organizmu. Niedługo już tam żyłeś. Nie widzieliśmy Cię na łóżku szpitalnym.

Ale przed samą śmiercią napisałeś do nas, do swej ukochanej grupki kleryckiej, list pożegnalny, list, który jest zarazem Twoim testamentem. Umiem go do dziś na pamięć […] Pisałeś w nim tak:

'Drodzy bracia! Jestem w rewirze na siódmym bloku. Strasznie schudłem bo woda opadła. Ważę 35 kg. Każda kość boli. Leżę na łóżku jak na krzyżu z Chrystusem. I dobrze mi jest razem z Nim być i cierpieć. Modlę się za was i cierpienia swoje Bogu za was ofiaruję […] Wiem, że umrę i na ziemi się nie zobaczymy. Spotkamy się za to w niebie. Żegnam was i wszystkich całuję. Wasz brat w Chrystusie Henryk.'

Umarł z głodu i wyczerpania 4.viii.1942 r. Ciało Niemcy spalili w obozowym krematorium…

Modlitwa o. Henryka została wysłuchana. Wprawdzie jeden ze współbraci, wspomniany kleryk, br. Fidelis Hieronim Chojnacki, odszedł przed Henrykiem do Pana, a inny, wspomniany o. Florian Józef Stępniak, wyświęcony w roku objęcia przez Henryka rektoratu lubelskiego studium, do Hartheim zawieziony został 8 dni po zgonie Henryka, ale po jego śmierci żaden z braci i kleryków kapucyńskich, za których poczuwał się do odpowiedzialności, nie zginął w niemieckich obozach śmierci — wszystkich „Bóg wyprowadził z obozu”…

Beatyfikowany został, wraz z czterema innymi kapucynami: Fidelisem Hieronimem Chojnackim, Florianem Józefem Stępniakiem, Anicetem Antonim Adalbertem Koplińskim (1875, Debrzno/Frydląd – 1941, KL Auschwitz)Symforianem Feliksem Duckim (1888, Warszawa – 1942, KL Auschwitz) — dwaj ostatni zamordowani zostali przez Niemców w obozie koncentracyjnym KL Auschwitz — przez św. Jana Pawła II 1920, Wadowice – 2005, Watykan w Warszawie, 13.vi.1999 r., w gronie 108 polskich męczenników II wojny światowej.

12 lat wcześniej, 9.vi.1987 r., podczas trzeciej pielgrzymki do Ojczyzny św. Jan Paweł II odwiedził Lublin. Podczas krótkiej wizyty w niedalekim niemieckim obozie koncentracyjnym KL Lublin — Majdanek — powiedział m.in.:

Przybyliśmy tutaj, przybyłem tutaj oddać cześć pamięci tych wszystkich, którzy tu zginęli, i również tych wszystkich, którzy przeżyli, którzy są świadkami tamtych. Nie przestańcie być świadkami tamtych waszych braci i sióstr, którzy tutaj zostawili swoje szczątki doczesne. Nie przestawajcie być przestrogą, tak jak tu jest wypisane na tym mauzoleum, przestrogą dla wszystkich pokoleń, które po was przychodzą, bo [jesteśmy] naznaczeni stygmatem straszliwego doświadczenia, doświadczenia ludów, nie tylko naszego narodu, wielu ludów, których imiona są tutaj wspomniane. Za tych zmarłych modlę się najgoręcej, oddaję ich dusze Bogu.

To jest nasza nadzieja, że człowiek nie umiera, chociażby i został zakatowany, że żyje w Bogu. Oddaję ich dusze Bogu, który jest Bogiem życia […]

Na tym miejscu […] myślimy i o [sprawcach], myślimy w tym duchu, w którym myślał Chrystus konający na krzyżu, i oddajemy ich także sprawiedliwości BożejBożemu miłosierdziu. Ale niech pamiętają wszyscy, niech to będzie memento dla wszystkich pokoleń, że człowiek nie może stać się dla człowieka katem, że musi pozostać dla człowieka bratem.

Mówił to w Majdanku i o obozie Majdanek, ale czyż nie mówił jednocześnie o ofiarach wszystkich niemieckich i rosyjskich obozów koncentracyjnych, czyż nie mówił też o KL Dachau? Bądźmy, jak chciał Ojciec Święty, „przestrogą dla wszystkich pokoleń”, z wiedzą, że „człowiek nie może stać się dla człowieka katem, że musi pozostać dla człowieka bratem”, takim jakim do końca pozostał o. Henryk, który choć został „zakatowany, [to] żyje w Bogu”.

Pomódlmy się litanią do 108 błogosławionych męczenników:

Obejrzyjmy etiudkę o polskich świętych i błogosławionych wyniesionych na ołtarze przez św. JanaPawła II:

  • POLSCY ŚWIĘCI i BŁOGOSŁAWIENI WYNIESIENI do CHWAŁY OŁTARZY przez JANA PAWŁA II; źródło: www.youtube.com

Popatrzmy na film o powołaniu kapucyńskim:

  • KAPUCYNI: ; źródło: www.youtube.com

Popatrzmy na film o KL Dachau (po niemiecku):

  • KZ DACHAU; źródło: www.youtube.com

Posłuchajmy też słów Jana Pawła II z homilii beatyfikacyjnej:

  • 13 CZERWCA 1999 - HOMILIA JANA PAWŁA II; Msza św. beatyfikacyjna, Warszawa; źródło: www.youtube.com

Pochylmy się nad słowami Ojca św. Jana Pawła II wypowiedzianymi 9.vi.1987 r. w Majdanku

a także nad słowami Ojca św. Jana Pawła II13.vi.1999 r. w Warszawie:

Popatrzmy na mapę życia błogosławionego:

  • GoogleMap

Opracowanie oparto na następujących źródłach:

polskich:

angielskich:

norweskich:

włoskich:

innych:

  • Polscy święci i błogosławieni”, ks. Jerzy Misiurek, wyd. Święty Paweł, 2009