MATKA BOŻA CZĘSTOCHOWSKA: kościół św. Zygmunta, Słomczyn; źródło: zbiory własneMATKA BOŻA NIEUSTAJĄCEJ POMOCYLOGO PORTALU

Rzymskokatolicka Parafia
pod wezwaniem św. Zygmunta
05-507 Słomczyn
ul. Wiślana 85
dekanat konstanciński
m. i gm. Konstancin-Jeziorna
powiat Piaseczno

św. ZYGMUNT: kościół św. Zygmunta, Słomczyn; źródło: zbiory własneśw. ZYGMUNT: XIX w., feretron, kościół św. Zygmunta, Słomczyn; źródło: zbiory własne

Valid XHTML 1.0 Strict

108 polskich męczenników II wojny św.
tutaj

bł. KRYSTYN wojciech GONDEK
1909, Słona – ✟ 1942, Dachau
męczennik

patron: diecezji tarnowskiej, franciszkanów

wspomnienie: 23 lipca

wszyscy nasi święci
tutaj

Łącza do ilustracji (dzieł sztuki) związanych z błogosławionym:

  • bł. KRYSTYN WOJCIECH GONDEK - ok. 1937; źródło: www.naszdziennik.pl
  • bł. KRYSTYN WOJCIECH GONDEK; źródło: newsaints.faithweb.com
  • bł. KRYSTYN WOJCIECH GONDEK - obraz współczesny; źródło: zspig.zakliczyn.pl
  • bł. KRYSTYN WOJCIECH GONDEK - BŁOGOSŁAWIENI MĘCZENNICY FRANCISZKAŃSCY - fragm., obraz współczesny; źródło: www.santiebeati.it
  • bł. KRYSTYN WOJCIECH GONDEK i MĘCZENNICY z DACHAU - ołtarz główny, kościół, Zakliczyn; źródło: gosc.pl
  • BŁOGOSŁAWIENI MĘCZENNICY FRANCISZKAŃSCY
źródło: www.santiebeati.it
  • POMNIK bł. KRYSTYNA WOJCIECHA GONDKA - TABLICA PAMIĄTKOWA: Słona; źródło: www.zakliczyninfo.pl
  • POMNIK bł. KRYSTYNA WOJCIECHA GONDKA - Słona; źródło: www.zakliczyninfo.pl
  • CHRYSTUS wśród 108 POLSKICH MĘCZENNIKÓW - BAJ, Stanisław (ur. 1953, Dołhobrody), 1999, obraz beatyfikacyjny, Licheń; źródło: picasaweb.google.com
  • KAPLICA 108 MĘCZENNIKÓW II WOJNY ŚWIATOWEJ - Licheń; źródło: www.lichen.pl
  • MĘCZENNICY II WOJNY ŚWIATOWEJ - PIETRUSIŃSKI Paweł (), pomnik, 2004, brąz, granit, wys. 190 cm (z cokołem 380 cm), kościół św. Jana Chrzciciela, Szczecin; źródło: www.szczecin.pl
  • 108 POLSKICH MĘCZENNIKÓW - witraż, Kaplica Matki Bożej, Świętych i Błogosławionych Polskich, kościół św. Antoniego Padewskiego, Lublin; źródło: www.antoni.vgr.pl
  • POCHÓD 108 POLSKICH MĘCZENNIKÓW II WOJNY ŚWIATOWEJ - ŚRODOŃ, Mateusz (), w trakcie tworzenia, kaplica Muzeum Powstania Warszawskiego, Warszawa; źródło: www.naszglos.civitaschristiana.pl
  • 108 POLSKICH BŁOGOSŁAWIONYCH MĘCZENNIKÓW - witraż, Sanktuarium Matki Bożej Zawierzenia, Tarnowiec; źródło: www.sanktuariumtarnowiec.parafia.info.pl

Wojciech Gondek na świat przyszedł 6.iv.1909 r. w diecezji tarnowskiej, we wsi Słona, ok. 30 km na południe od Tarnowa — należących do historycznego regionu Małopolski (łac. Polonia Minor) — ówcześnie wchodzących w skład tzw. Królestwa Galicji i Lodomerii, w Monarchii Austro–Węgier (niem. Österreich–Ungarn), czyli zaboru austriackiego.

Był synem rolnika Jana i Julii z domu Cichy.

Dwa dni później, 8.iv.1909 r., został przyjęty do Kościoła powszechnego, w sakramencie chrztu św., prawd. w parafialnym kościele pw. św. Idziego Opata w oddalonym o ok. 5 km od domu rodzinnego Zakliczynie. Chrztu udzielił mu ówczesny wikariusz, kapłan diecezjalny ks. Józef Put (1883, Poręba Spytkowska – 1972, Łąck).

W Zakliczynie istniała wówczas, i istnieje do dnia dzisiejszego, druga parafia, pw. Matki Bożej Anielskiej, prowadzona od 1622 r. przez ojców serafickiego (łac. seraphici) — czyli anielskiego, jak często określa się ten zakon — Zakonu Braci Mniejszych (łac. Ordo Fratrum Minorum – OFM), czyli franciszkanie. Kościół parafialny usytuowany przy klasztorze, gdzie mieszkają franciszkanie, znajduje się bliżej rodzinnej wsi Wojciecha, Słonej, niż świą­tynia pw. św. Idziego Opata, więc prawd.  to w niej na modlitwy i nabożeństwa zbierała się rodzina Gondków…

Ok. 1919 r. — mając zatem ok. 10 lat — Wojciech ukończył pięcioklasową szkołę powszechną „wyższego typu” w Zakliczynie (patronem szkoły był wówczas św. Jan Nepomucen, dziś: Zespół Szkoły Podstawowej im. Lanckorońskich i Gimnazjum im. bł. Krystyna Gondka) — ok. 5 km w jedną stronę od domu rodzinnego — uzyskując bardzo dobre wyniki.

Był jedynym z rodzeństwa, który skończył szkołę. Wszyscy bowiem od najmłodszych lat pomagać musieli rodzicom na gospodarstwie. Także Wojciech. Róźnił się jednak od pozostałego rodzeństwa, bo podczas wykonywania prac — na przykład pasanie krów na polach — nosił ze sobą książki. I w takiej sytuacji niejako „złapali” go ojcowie franciszkanie z zakliczyńskiego klasztoru, którzy przyjechali obejrzeć należące do zgromadzenia pole w Słonej. „Po rozmowie z Wojciechem, który wyraził gorące pragnienie dalszej nauki, rozmawiali z jego ojcem i ustalili, że go zabiorą” — wspominała po latach p. Wanda Michalik, jedna z sióstr Wojciecha

Franciszkanie — prawd. stało się do dzięki rekomendacji gwardiana klasztoru zakliczyńskiego, późniejszego prowincjała franciszkańskiej prowincji Matki Bożej Anielskiej, wybitnego kaznodziei i misjonarza ludowego, o. Jana Malickiego (zm. 1948) — wysłali go do polskiego już Lwowa. Źródła aliści nie pozwalają określić dokładnie, kiedy to się to stało.

Zgodne są tylko w tym, że w latach 1925‑8 uczył się w kolegium pw. św. Antoniego Padewskiego, przy klasztorze pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny we Lwowie, którego kościół przyklasztorny posiadał status kościoła gimnazjalnego. Była to szkoła, założona ok. 1913 r. przez gałąź rodziny zakonów franciszkańskich, zwaną w Polsce bernardynami — klasztor w Zakliczynie prowadzony był przez gałąź zwaną franciszkanami reformatami — a precyzyjniej przez bernadyńską prowincję Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Miała swój własny budynek i kształciła głównie uczniów z ubogich rodzin — w czasach II Rzeczypospolitej ich liczba wahała się od kilkunastu do kilkudziesięciu. Przynajmniej w początkowym okresie działalności edukacja prowadziła do zdawania końcowych egzaminów w szkołach państwowych.

Prawd. również i dlatego część zajęć odbywała się w Państwowym V Gimnazjum Męskim im. hetmana Stefana Żółkiewskiego we Lwowie, założonym w 1892 r., którego dyrektorem (drugim w historii szkoły) był do 1926 r. ceniony pedagog, prezes ówczesnego Związku Dyrektorów Szkół Średnich, Józef Nogaj (1856, Blizne – 1926, Lwów). Nazwisko Wojciecha nie pojawia się jednakże na liście uczniów — wśród których znajdowało się liczne grono, dochodzące do 50%, młodzieży żydowskiej — studiujących w roku szkolnym 1925/6…

Mógł wszelako chodzić do owego gimnazjum na niektóre tylko lekcje i wówczas mógł się zaznajomić z rok młodszym kolegą, Alojzym Kaszubą (1910, Lwów – 1977, Lwów), przyszłym o. Serafinem, kapucynem, czyli mnichem jeszcze jednej gałęzi rodziny franciszkańskiej, Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów (łac. Ordo Fratrum Minorum Capuccinorum – OFMCap) — dziś Sługą Bożym, kandydatem na ołtarze — któremu potomność nadała miano „Włóczęgi Bożego”, w czasach reżimu komunazistowskiego przemierzał bowiem — wbrew szykanom i panującemu tam terrorowi — tysiące kilometrów po bezdrożach Rosji, docierając z posługą kapłańską do odległych zakątków rozległego ludobójczego imperium.

W kolegium pw. św. Antoniego Padewskiego Wojciech miał być — jako bardzo zdolny uczeń — częściowo zwolniony z czesnego i w ciągu roku zaliczyć dwie klasy (co by oznaczało, że przewidziane były cztery lata nauki, ale Wojciech ukończył je w ciągu trzech). Pełnić miał funkcję wójta klasy, a przez jakiś czas nawet funkcję dziekana całej uczniowskiej społeczności szkolnej…

Nie jest jasne wszelako, co się działo wcześniej. Niektóre źródła podają, iż Wojciech rozpoczął nauki w kolegium po trzech latach gimnazjum niższego i kolejnych trzech latach gimnazjum wyższego — precyzyjniej po otrzymaniu świadectwa ukończenia VI klasy gimnazjalnej.

Gdyby tak rzeczywiście było oznaczałoby to, że nauki gimnazjalne rozpoczął zaraz po zakończeniu szkoły elementarnej w Zakliczynie, czyli że do Lwowa trafił już ok. 1919 r., zaraz po odzyskaniu przez II Rzeczpospolitą niepodległości w 1918 r. Przybyłby wówczas do miasta, które podnosiło się dopiero po zakończonej 22.v.1919 r. zniesieniem ukraińskiego oblężenia i zwycięstwem Polaków bitwie o Lwów. Przybyłby do miasta wsławionego obroną, w której niezwykły dowód patriotyzmu dała lwowską młodzież, zwana Orlętami Lwowskimi. Nauki rozpoczynałby zaś w czasach kolejnej obrony miasta, w dniach 16‑20.viii.1920 r. — tym razem przed najazdem rosyjskim — stanowiącej część zwycięskiej bitwy warszawskiej, zwanej „Cudem nad Wisłą”, stoczonej w dniach 13‑25.viii.1920 r. Mimo młodego wieku te wydarzenia musiały naznaczyć jego życie rysem polskiego patriotyzmu…

Wszelako nazwiska Wojciecha nie ma na liście uczniów 8‑klasowego V Gimnazjum we Lwowie w opublikowanym sprawozdaniu za rok szkolny 1920‑1…

Być może więc po ukończeniu szkoły elementarnej przez ok. 5 lat nie uczęszczał do żadnej szkoły i tylko dzięki franciszkanom, którzy wypatrzyli go w rodzinnych stronach, mógł dalej się uczyć i we Lwowie szybko nadrobić stracony czas…

W każdym razie 16.vii.1928 r., trzy lata po rozpoczęciu nauki w kolegium pw. św. Antoniego Padewiskiego, poprosił formalnie o przyjęcie do zakonu franciszkańskiego. Został zaakceptowany — wsparcia i poparcia udzielić miał mu także ordynariusz jego rodzinnej diecezji tarnowskiej, bp Leon Wałęga (1859, Moszczenica – 1933, Tuchów) — i 9 dni później rozpoczął nowicjat w klasztorze w Wieliczce, należącym do wspom­nianej franciszkańskiej Prowincji Matki Bożej Anielskiej, obejmującej południową i wschodnią Rzeczpospolitą, acz nie tylko.

Pierwsze śluby zakonne złożył w 1929 r. w Wieliczce, po czym przeniesiony został do Krakowa, do klasztoru franciszkańskiego przy kościele pw. św. Kazimierza. Rozpoczął wówczas dalsze nauki w prowadzonym przez wspomniany zakon kapucynów, reaktywowanym w latach 1926‑8 przy klasztorze i kościele pw. Zwiastowania Najświętszej Maryi Pannie, Studium Filozoficzno–Teologicznym (dziś Wyższe Seminarium Duchowne braci kapucynów).

Studia prowadziły do sakramentu prezbiteratu (łac. presbyter), czyli kapłaństwa, ale najpierw musiał ukończyć nauczanie na poziomie gimnazjalnym. Stało się to w 1931 r., gdy zdał państwowymy egzamin dojrzałości, czyli maturę (łac. maturus), którą zdał — prawd. w trybie prywatnym, prawd. w V Gimnazjum im. hetmana Stefana Żółkiewskiego we Lwowie — uzyskując wysokie oceny.

Statuty krakowskiego kapucyńskiego Studium Filozoficzno–Teologicznego stanowiły o siedmioletnim cyklu studium (3 lata filozofii i 4 lata teologii), ale przerwał je po dwóch latach i w roku akademickim 1931/2 został przez przełożonych zapisany — wraz z czterema innymi klerykami franciszkańskimi — na pierwszy rok studiów filozoficzno–teologicznych w Instytucie Teologicznym, stanowiącym część Wyższego Seminarium DuchownegoPrzemyślu.

Zamieszkał w klasztorze franciszkańskim przy przemyskim kościele pw. św. Antoniego z Padwy.

Był zdolnym seminarzystą — na 57 egzaminów otrzymał 56 ocen bardzo dobrych — łac. „eminenter” (pl. wybitnie) oraz łac. „valde bene” (pl. bardzo dobrze) — zajmując pierwszą, równorzędną lokatę wśród studiujących na roku: ok. dwudziestu kilku alumnów diecezjalnych i kilku wspomnianych kleryków franciszkańskich…

Jego kolega, późniejszy prałat (łac. praelatus)kanonik (łac. canonicus) gremialny przemyskiej kapituły katedralnej, ks. Józef Kilar (1913, Posada Górna – 2005, Przemyśl), z wielkim podziwem wspominał swego kolegę, podkreślając, obok zdolności intelektualnych, niezwykłą skromność i pobożność Wojciecha.

Należałoby raczej powiedzieć — o. Krystyna — bowiem nowe imię zakonne — właśnie Krystyna — kleryk Wojciech otrzymał 18.iv.1933 r. w Przemyślu, gdy składał śluby wieczyste

Święcenia kapłańskie przyjął, z rąk ordynariusza diecezji przemyskiej, bpa Franciszka Bardy (1880, Mszana Dolna – 1964, Przemyśl), 21.vi.1936 r. w przemyskiej katedrze pw. św. Jana Chrzciciela i Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.

Prymicje (łac. primitiae), czyli pierwsze Msze św. (łac. prima missa), odprawił w rodzinnych stronach — w jakże dobrze sobie znanym kościele pw. św. Matki Bożej Anielskiej przy klasztorze w Zakliczynie, skąd podano mu rękę wskazując drogę wiedzy i powołania. Odprawił je także u mniszek polskiego, założonego w 1453 r., kontemplacyjnoklauzurowego zakonu żeńskiego Trzeciego Zakonu Regularnego św. Franciszka z Asyżu (łac. Tertii Ordinis Regularis Sancti Francisci Assisiensis Bernardinae – OSFB), czyli bernardynek, w sąsiednich — niecałe 2 km od klasztoru — Kończyskach; oraz w kościele pw. Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny w oddalonych o ok. 17 km od Zakliczyna Domosławicach, z niezwykłym obrazem Matki BożejDzieciątkiem, czyli w rodzinnej parafii matki.

Po święceniach kapłańskich władze zakonne zamierzały początkowo skierować go — wybijającego się studenta — na dalsze studia z historii Kościoła. Ale właśnie wówczas ordynariusz diecezji lubelskiej, Marian Leon Fulman (1864, Stare Miasto – 1945, Lublin), podjął decyzję o zwróceniu ojcom franciszkanom–reformatom zagrabionego przez rosyjskie zaborcze władze carskie w 1864 r., po powstaniu styczniowym lat 1863‑4, zabytkowego kościoła pw. św. Andrzeja Apostoła (dziś sanktuarium pw. św. Antoniego z Padwy) w Chełmie Lubelskim. Po zamknięciu kościół został doszczętnie przez Rosjan ograbiony i przekazany prawosławiu jako cerkiew pw. św. Barbary. W takim stanie przetrwał do I wojny światowej i 1915 r., gdy Rosjanie zostali wypędzeni z centralnej Polski przez Niemców i Austriaków. Wówczas został zamieniony na zbór protestancki (do 1918 r.) a w budynkach klasztornych zorganizowano męskie seminarium nauczycielskie. Po odzyskaniu niepodległości kościół był wykorzystywany także jako rzymskokatolicka świątynia diecezjalna.

Brakowało rąk i wobec tego władze zakonne zdecydowały o skierowaniu młodego kapłana, o. Krystyna, do Chełma, gdzie franciszkanie po ponad 70 latach ponownie rozpoczynali swoją misję ewangelizacyjną.

Przebywał tam rok, by w 1937 r. zostać powołanym do Włocławka, do należącego do rodzimej Prowincji Matki Bożej Anielskiej klasztoru pw. Wszystkich Świętych. Był to jeden z nielicznych klasztorów, który zaborcze władze carskie nie zamknęły po powstaniu styczniowym. Uznany za klasztor tzw. etatowy — mogło w nim wówczas mieszkać maksymalnie do 14 zakonników — był utrzymywany przez „skarb” zaborczego imperium rosyjskiego. Zaczął się odradzać po odzyskaniu w 1918 r. niepodległości przez Rzeczpospolitą. W klasztorze stanowiącym równocześnie Sanktuarium pw. Matki Bożej Łaskawej Niezawodnej Nadziei o. Krystyn był spowiednikiem, duszpasterzem chorych, kaznodzieją…

6.iv.1939 r. obchodził 30. rocznicę przyjścia na świat. Był młodym, zdolnym, zdrowym mężczyzną, zakonnikiem gotowym podjąć wszelkie wyzwania, jakie przed nim mogła postawić Opatrzność Boża i przełożeni zakonni. Okazało się aliści, że wolą Najwyższego świat, jaki znał, miał się niebawem zupełnie zawalić, że oczekiwało nań zadanie— osobista, specjalna droga krzyżowa — do którego nic go nie mogło przygotować, ale któremu podołał. Z najwyższą — łac. eminenter” — oceną…

1.ix.1939 r. w granice Rzeczypospolitej, bez wypowiedzenia wojny, wkroczyli Niemcy. Na podstawie osławionego porozumienia z 23.viii.1939 r. dwóch wybitnych przywódców socjalistycznych — niemieckiego, o odcieniu nazistowskim, Adolfa Hitlera (1889, Braunau am Inn –] 1945, Berlin), i rosyjskiego, o odcieniu komunistycznym, Józefa Stalina (1878, Gori – 1953, Kuncewo) — i jego tajnych aneksów, od nazwisk sygnatariuszy, czyli ministrów spraw zagranicznych dwóch wspomnianych zbrodniarzy, zwanego paktem Ribbentrop–Mołotow, Niemcy do Rzeczpospolitej wkroczyli od zachodu. 17 dni później od wschodu Polskę najechali Rosjanie. Dwaj bandyci dokonali w ten sposób czwartego rozbioru Polski, uzgodnionego formalnie i podpisanego, wraz z innymi tajnymi aneksami, 28.ix.1939 r. w tzw. traktacie o granicach i przyjaźni Rosja–Niemcy”. Rozpoczęła się II wojna światowa.

Do Włocławka 14.ix.1939 r. wkroczyli Niemcy. Natychmiast rozpoczęła się niem. Intelligenzaktion” (pl. Akcja „Inteligencja”) — zwana też „Flurbereiningung” (pl. Akcją Oczyszczenia Gruntu”) — systematyczny program fizycznej likwidacji polskiej inteligencji oraz polskich warstw kierowniczych na terenach okupowanych, w ramach której Niemcy wymordowali setki tysięcy Polaków (podobną akcję na okupowanych przez siebie terytoriach rozpoczęli Rosjanie). Na samym Pomorzu Gdańskim w ciągu pierwszych dwóch miesięcy w ramach ludobójczej „Intelligenzaktion” Niemcy wymordowali ok. 40,000‑60,000 osób narodowości polskiej. Polacy ginęli w dziesiątkach miejsc — mniej lub bardziej dziś znanych dołach śmierci, w lasach. Ginęli w więzieniach — na przykład w więzieniu w Inowrocławiu, gdy miała miejsce tzw. krwawa niedziela inowrocławska, podczas której w nocy z 22 na 23.x.1939 r. pijani niemieccy strażnicy zamordowali 56 Polaków — i zakładanych pośpiesznie obozach przejściowych i koncentracyjnych…

niem. Intelligenzaktion” nie ominęła Włocławka. Formalnie w x.1939 r. Niemcy włączyli miasto do nowo utworzonego regionu nazwanego tzw. niem. Reichsgau Posen (pl. Okręg Rzeszy Poznań), przemianowanego później na niem. Reichsgau Wartheland (pl. Okręg Rzeszy Kraj Warty), czyli bezpośrednio do państwa niemieckiego, w którym natychmiast zaczęły obowiązywać regulacje stosowane w Niemczech. I już w nocy z 7 na 8.xi.1939 r., o 300 nad ranem, niem. Ge­heime Staatspolizei (pl. taj­na policja polityczna) — czyli osławione Gestapo — wkroczyło do budynku włocławskiego diecezjalnego Wyższego Seminarium Duchownego i aresztowało 45 profesorów i kleryków oraz kilkunastu kapłanów diecezji włocławskiej, łącznie z bpem Michałem Kozalem. Wszystkich, przed wywiezieniem do obozów koncentracyjnych, zamknięto we włocławskim areszcie policyjnym przy ul. Karnkow­skiego, niedaleko budynków włocławskiego seminarium duchownego…

Przywódcą wspomnianego niem. Reichsgau Wartheland — jego niem. Gaulaiterem, czyli nadzorcą — został niem. Obergruppenführer SS (niem. Die Schutzstaffel der NSDAP)niem. Reichsstadtthalter (pl. namiestnik Rzeszy), Artur Karol (niem. Arthur Karl) Greiser (1897, Środa Wlkp. – 1946, Poznań). Ów urodzony w Środzie Wlkp. „wybitny” niemiecki przywódca socjalistyczny dążył do tego, by z podległego sobie regionu uczynić obszar „wzorcowy dla całych Niemiec”. Oświadczył wręcz, iż „zniemczenie Warthegau oznacza […], że żaden inny naród, oprócz narodu niemieckiego nie ma prawa tam mieszkać. To jest różnica między moją kolonizacją a starą bismarckowskąvi.1942 r..

W niem. Reichsgau Wartheland nie było oczywiście miejsca dla polskich duchownych — więcej: nie było miejsca dla jakiegokolwiek kapłana katolickiego — bowiem miał to być okręg niem. Ohne Gott, ohne Religion, ohne Priesters und Sakramenten” (pl. bez Boga, bez religii, bez kapłana i sakramentu”). Aresztowania 1939 r. były pierwszych krokiem na drodze spełnienia planów ambitnego Gaulaitera. W ii–iii.1940 r. nastąpiły kolejne…

Trzecia fala aresztowań duchowieństwa miała miejsce ok. 26.viii.1940 r.

Do tego czasu o. Krystyn pokornie dalej pełnił posługę w włocławskim klasztorze. Obowiązki, w związku z następującymi wokół aresztowaniami duchowieństwa diecezjalnego i zakonnego, potęgowały się. Ktoś musiał je podjąć. A o. Krystyn był na miejscu…

Wspomnianego 26.viii.1940 r. aresztowane zostało — przez niemieckie Gestapo — prawie całe pozostałe na wolności duchowieństwo włocławskie, w tym ojcowie i bracia franciszkańscy posługujący w swoim klasztorze pw. Wszystkich Świętych:

[…] W siedzibie gestapo stawili się wszyscy dobrowolnie, uwierzywszy funkcjonariuszowi, że jeszcze tego samego dnia pojadą do klasztoru w Niemczech, celem nauczenia się języka niemieckiego. Na czas ich nieobecności przyjadą zaś zakonnicy z Niemiec. Prawdziwość słów gestapowca zdawał się potwierdzać fakt pozostawienia na miejscu dotychczasowego przełożonegoo. Salezy Bogdan Brzuszek (ur. 1933), „„Męczennicy za wiarę 1939–1945”.

Owym przełożonym był o. Narcyz Turchan (1879, Biskupice – 1942, Dachau), któremu w ten sposób tylko odroczono początek jego drogi krzyżowej…

Parafianie natomiast złudzeń nie mieli. Uczestnik tych wydarzeń wspominał później: „Kiedy wychodziliśmy do furty, to ludzie rzucali się na nas, żeby nas pożegnać i żegnali nas jak na śmierć idących”…

Wśród zatrzymanych franciszkanów był także o. Krystyn. Wszystkich zawieziono do wsi Szczeglin k. Mogilna. Niemcy zorganizowali tam obóz przejściowy i obóz pracy, który funkcjonował od 1.x.1939 r. do 15.x.1940 r. Przetrzymywali w nim — w zabudowaniach gospodarczych, stajniach, oborach i stodołach — przed wysłaniem do obozów koncentracyjnych, ok. 4,600 polskich więźniów. Ok. 150 z nich zostało zamordowanych.

Po trzech dniach, już 29.viii.1940 r., o. Krystyn, wraz z dużą grupą duchownych, wywieziony został na zachód, w kierunku Berlina.

Przybyliśmy do Berlina. Gdy ciężarówki zatrzymały się na światłach przechodnie wypytywali eskortę, kto jest nimi wieziony. 'Polscy bandyci' — usłyszeli w odpowiedzi. Wówczas dotarły do nas przekleństwa i obelgi rzucane w naszą stronę. Potraktowano nas jak przestępców. Zaczęto nam wygrażać, popychać, bić pięściami. Pamiętam starego człowieka, który zaczął nas uderzać laską.

— Berlin! Wyłazić! — ustawiono nas w rzędzie, by można było wszystkich zobaczyć”… — wspominał o. Józef Kubicki (1916, Słotnica – 2000), ze Zgromadzenia Małego Dzieła Synów Boskiej Opatrzności (łac. Parvum Opus Filiae Divinae Providentiae – FDP), czyli księży orionistów

Upchane do granic możliwości ciężarówki ruszyły dalej. Po ok. 20 km znów się zatrzy­mały, tym razem przed bramami niemieckiego obozu koncentracyjnego (niem. Kon­zentrationslager) KL Sachsenhausen. Przybycie do obozu najbardziej plastycznie opisał inny jego więzień, przywieziony tam trochę wcześniej, bo 10.iv.1940 r., ks. Wojciech Gajdus (1907, Papowo Toruńskie – 1957, Zakopane):

To […], co zaczyna się dziać w chwili, gdy opuszczamy spiesznie nasze klatki, przypomina jakąś jazdę wysokiej szkoły woltyżerskiej. Tuż przy budce z napisem Sachsenhausen wysoko usypany, nieuregulowany nasyp. Przy nasypie z obu stron piaszczystej dróżki, wiodącej w dół, stoi dwóch strażników tutejszych. Widać, że dobrze im się spało, bo obydwaj i przy głosie, i w dobrym humorze. Podbiegamy do nasypu. Stojący w przejściu strażnicy SS podstawiają nieświadomym, zwłaszcza starym, nogi, tak, że ci zwalają się głową na dół, a na nich wali się fala innych. Powstaje wielkie kotłowisko ciał. Śmigają w powietrzu zawiniątka, kapelusze, czapki, chleb, a nad całym tym rozruchem świszczy, jak bat, dobrze znany, złośliwy niecierpliwy okrzyk: los, los, schnell, schnell […]

Błyskawicznie formują się czwórki i zanim ostatni pozbierał się u naszych stóp, czoło rusza szybkim marszem czy truchcikiem naprzód […]

Pochód biegnie porządnie wybrukowaną ulicą, skręca między wysokie białe mury. Z dala widać bramę. Powiewają dwie wielkie chorągwie: państwowa, czarno—czerwona ze swastyką i czarna zupełnie, przecięta dwoma SS, które chwiejąc się w rannym wietrze, wyglądają jakby dwa białe nagie kościotrupy przylepione do żałobnej płachty”.

Tam o. Krystyn, jak wszyscy polscy więźniowie, był bity i poniewierany, zmuszany do nieludzkiej pracy przy noszeniu cegieł i budowie dróg. W nieustającym zimnie, głodzie, szykanach obozu zdrowie szybko tracili nie tylko starsi, ale nawet tak młodzi, jak o. Krystyn

Niebawem jednak, bo już 14.xii.1940 r., wraz z setkami polskich kapłanów więzionych w KL Sachsenhausen, wywieziony został — przez Berlin, Lipsk (niem. Leipzig)Norymber­gę (niem. Nürnberg) — do najstarszego niemieckiego obozu koncentracyjnego (niem. Konzen­trationslager), bo założonego już w 1933 r., KL Dachau, ok. 20 km na północ od Mo­nachium (niem. München)Bawarii.

Wywózka z KL Sachsenhausen nie była przypadkowa. W tym właśnie czasie Niemcy zdecydowali się zgromadzić większość aresztowanych kapłanów z różnych podobitych krajów w jednym miejscu. Wybór padł na KL Dachau. Kilka dni wcześniej do KL Dachau przybył transport z KL Buchenwald, przywożąc kolejne dziesiątki polskich kapłanów. Tego samego dnia podobny transport przybył z KL Mauthausen, do którego duża część polskich kapłanów przywieziona została wcześniej, gdy Niemcy jeszcze nie zdecydowali się na generalne rozwiązanie „problemu więzionego duchowieństwa”, z tegoż KL Dachau. Później przywożono polskie duchowieństwo m.in. KL Posen czy KL Auschwitz. Wśród zwożonych byli także — z pogwałceniem IV Konwencji Haskiej z 1907 r., uzupełnionej postanowieniami Konwencji Genewskiej, podpisanej 27.vii.1929 r. — kapłani wojskowi, przetrzymywani początkowo jako jeńcy wojenni w obozach dla oficerów, czyli oflagach. Razem przez obóz przejść miało ok. 2,794 duchownych — w tym ok. 1,780 z Polski, z których 868 zostało zamordowanych…

Po przyjeździe o. Krystyn otrzymał obozowe ubranie — zwane od charakterystycznych biało–czarnych pasów „pasiakiem” — okraszone namalowanym farbą lub naszytym na odzieży, na wysokości piersi, tzw. winklem, czyli czerwonym trójkątem z literą „P”, na określenie więźnia politycznego — Polaka, oraz wytłoczonym na białej taśmie numerem obozowym – 22779.

Polski kapłan, sługa Boży, stawał się ledwie wpisem w niemieckich księgach ewidencyjnych…

Niemcy witali nowych więźniów złowieszczym przemówieniem: „Jesteście więźniami. Społeczeństwo wyrzekło się was, usunęło poza nawias życia. Jesteście w Dachau, a tu jest obóz koncentracyjny, skąd się nie wychodzi”. W jednym, znanym przypadku polski więzień i obozowy tłumacz, Jan Domagała (1896, Herne – ?), pragnąc dodać otuchy nowo przybyłym ostatnie zdanie miał przetłumaczyć: „Jesteście w Dachau, skąd można wyjść. Trzymać się”. Niewielu się jednak to udało…

o. Krystyna osadzono, wraz z pozostałymi kapłanami, na bloku 28, zwanym niem. Priesterblock (pl. blok dla księży). Gromadzono w nim kapłanów nieniemieckiego pochodzenia. Większość stanowili Polacy. Byli aliści też i Holendrzy, Belgowie. Wokół bloku postawiono kolczasty płot i osobnego strażnika. Nie pozwalano na odprawianie Mszy św.…

Współwięzień, niejaki ks. Wincenty Kula, wspominał: „Razem byliśmy aresztowani, a w Dachau mieszkaliśmy w tej samej izbie i razem chodziliśmy do pracy, zwykle w polu, np. pracowaliśmy przy wykopkach, ręcznym pieleniu różnych upraw itp. Znałem więc go bardzo dobrze. Chociaż był człowiekiem młodym, liczył wtedy około 30 lat, to bardzo sobie cenił i dbał o swoją godność kapłańską, godność kapłana zakonnika. Był człowiekiem modlącym się, uważającym na każde słowo i zachowanie się […].

Ale bardzo źle znosił trudy obozowe. Był wycieńczony ciężką pracą i warunkami życia […].

W bloku spaliśmy na sąsiednich pryczach piętrowych. Do końca był człowiekiem modlącym się.

Rok 1941 nie był jednak w KL Dachau najgorszy. Od i.1941 r. — po wstawiennictwie Stolicy Apostolskiej — nastąpił tzw. „okres przywilejów”, gdy kapłani polscy mogli korzystać z kaplicy utworzonej w bloku 26. I korzystali: codziennie odprawiali w niej Mszę św.

Ale były obostrzenia — celebrans nie mógł udzielać Komunii św. tysiącowi i więcej pragnących przyjąć Chrystusa. „I oto wprowadzono” — wspominał współwięzień, późniejszy pomocniczy ordynariusz włocławski, bp Franciszek Salezy Korszyński (1893, Recz­no – 1962, Włocławek) — „praktykę, jakiej bodaj jeszcze w całym naszym Kościele nie było, praktykę polegającą na tym, że kapłani będący na Mszy św. mieli w swoich rękach hostie, które intencją konsekrowania obejmował celebrans. Alumni i bracia zakonni dawali swoje hostie kapłanom, przy których znajdowali się w kaplicy tak iż niektórzy kapłani trzymali w swoich dłoniach po dwie i trzy Hostie, czyli swoją i tych nie–kapłanów, którzy przy ich boku modlili się w kaplicy. W czasie Komunii celebransa kapłani komunikowali siebie samych i tych, którzy ich o to prosili.

Gdyśmy zetknęli się z tą praktyką komunikowania, dziwiliśmy się i trochę baliśmy się, czy nie jest ona niezgodna nie tylko z literą, ale nawet z duchem prawa liturgicznego w naszym Kościele, lecz spragnieni Komunii Świętej, chętnie tę praktykę przyjęliśmy, szczęśliwi, że możemy komunikować.

Był to widok wspaniały, podobny chyba do tych widoków, jakie przedstawiały katakumby, w których na Mszę świętą zbierali się po kryjomu pierwsi chrześcijanie”, dodawał bp F. Korszyński…

Hostie i wino przemycano z sąsiadującego z obozem miasteczka Dachau. Przemycane bywały też w paczkach od rodzin. Podobno Niemcy nigdy nie „rewidowali” chleba, w którym ukrywano komunikanty…

„Lepszy” czas skończył się 15.ix.1941 r., po tzw. apelu pokuty”, gdy polscy kapłani — wszyscy! — odmówili wpisania na tzw. listę volksdeutschów, i nie wyparli się polskości i godności kapłańskiej. Współwięzień, ks. Feliks Windorpski (1907, Bydgoszcz – 1985, Traunkirchen), tak to opisywał po latach:

Pod koniec września [1941] zwołano wszystkich księży na ulicę blokową bloku 28, gdzie też zjawił się Lagerführer Ziel [właśc. Egon Gustav Adolf Zill (1906, Plauen – 1974, Dachau), SS‑Hauptsturmführer, późniejszy SS‑Sturmbannführer] w towarzystwie dolmeczerów [od niem. Dolmetscher (pl. tłumacz)] i zakomunikował: Przywileje wasze się kończą. Odtąd przywileje będą tylko dla Niemców i tych, którzy przyznają się do niemieckości. Kto z was jest Volksdeutscher, pójdzie na blok 26, będzie miał kaplicę i przywileje. Było nas w owym czasie około 1,000 księży polskich. Na powtórne pytanie kto jest Volksdeutscher nikt ręki nie podniósł. Za chwilę występuje pastor ewangelicki. Więcej nikt! To doprowadziło do wściekłości Lagerführera. Wyzwał nas od Saupolaken [(pl. polskie świnie)], Pfaffen [(pl. klechy)], itp. i odszedł”…

W rezultacie wszyscy zmuszeni zostali do pracy ponad siły. Wspomniany ks. Feliks Windorpski wspominał:

W styczniu 1942 r. ogłoszono, że księża mają sobie wybrać nowy zawód, gdyż do zawodu kapłańskiego nigdy już nie wrócą. Dobrowolnie nikt się nie zgłosił, wybierano więc. I tak wybrano część księży na stolarzy, a część na murarzy. W lutym rozpoczęło się szkolenie. Po dwóch miesiącach stolarze poszli do W.B. (Wirtschaftsbetriebe [(pl. zakłady gospodarcze)]) a murarze zaczęli budowę baraku X ([niem. Baracke X —] Krematorium). Tak więc krematorium powstało pracą rąk księży polskich. Reszta księży pracowała na plantacjach, gdzie na freilandzie I i II [Freiland I oraz Freiland II — przyobozowe plantacje ziół leczniczych i korzennych] ziemia zroszona jest krwią księży. Inni jeszcze pracowali przy wozach, jako konie pociągowe. Nie było dnia, by nie znoszono kogoś z miejsca pracy, nieżywego. Śmiercią naturalną żaden nie umarł. Na plantacjach wrzucano do basenów pełnych wody, szykanowano, bito do nieprzytomności”.

Większość niewolniczo pracowała na tzw. plantagach”, polach przylegających do obozu: zimą dokuczał deszcz, mróz i śnieg, w upalne dni górskie słońce. Więźniów pozbawiono cieplejszej odzieży, co w surowym klimacie podalpejskim — obóz wybudowano na bagnistym terenie o dużej wilgotności, szczególnie dokuczliwej jesienią i zimą, gdy więźniowie godzinami musieli stać na placu apelowym — kończyło się wyniszczającymi chorobami…

Panował nieopisany głód, który nie pozwalał myśleć o niczym innym, jak tylko o jednym — w jaki sposób zdobyć kawałek chleba. Waga więźnia nie przekraczała często 40 kg.:

 […] uczucie ciągłego głodu i słabości, oglądanie się z żalem, czemu te kamienie nie są kawałkami chleba […] Ludzie jedli najgorsze rzeczy, aby napełnić czymś swój żołądek […] Kawałek chleba porzucony przez dziecko na ulicy był przysmakiem albo wykradzione z psiej miski kawałki skórek chleba lub z klatki króliczej. Nawet garść owsa zabrana po kryjomu z kurnika była przysmakiem. Zapominać kazała choć na chwil kilka o głodzie. A śmierć się zbliżała, okazywało to powolne puchnięcie od stóp, jeżeli doszło do brzucha, już koniec, nie było ratunku […] Tułów wychudzony, a nogi grube i ciężkie, w ciężkich buciorach ledwie się wlokące” — tak wspominał swoje przeżycia w KL Dachau jeden z kapłanów, ks. Franciszek Mączyński (1901, Pacyn – 1998, Rzym), późniejszy rektor Polskiego Papieskiego Instytutu Kościelnego w Rzymie…

Ks. Tadeusz Gaik (zm. 1980, Halifax) w swoich wspomnieniach cytował wypowiedź innego więźnia KL Dachau, ks. Mieczysława Kłoczkowskiego (1910, Kielanowice – 1942, Dachau): „Głód dla każdego z nas tu w KL Dachau to tortura. Pomyśl, dwa dni temu dostałem repetę południowej zupy. Jeden z kolegów z dobrego komanda dał mi również menażkę zupy. Zjadłem, raczej wlałem w siebie trzy menażki. Byłem pełny po usta. Lecz chociaż byłem pełny, głód był dalej we mnie. Czułem, że wypiłbym cały kocioł zupy. Dostaję raz dziennie, wieczorem, ćwiartkę chleba. Zjem, ale czuję, że zjadłbym cały chleb, dwa chleby, pięć, dziesięć chlebów. I chociaż byłbym całkiem najedzony, nażarty, napchany, to mój organizm domagałby się więcej i więcej. Głód we mnie byłby dalej nienasycony i chciałbym chyba jeszcze połknąć ten parkan, ten blok”. Ks. Kłoczkowski obozu nie przeżył…

o. Krystyn przeczuwał, że obozu nie przeżyje, lecz nie tracił nadziei. Pisał listy, w których prosił o modlitwę. Wciąż miał nadzieję, iż może żyć, ale zgadzał się z wolą Bożą. W czasie szykan obozowych ze strony funkcyjnych i esesmanów zachowywał zawsze żywą wiarę, miłość Boga i bliźniego oraz ducha modlitwy.

Rodzina i znajomi próbowali uzyskać zwolnienie zatrzymanego, matka napisała nawet list do samego Hitlera…

W 1942 r. Niemcy zaczęli więźniów znajdujących się — według ich nomenklatury — w „stanie beznadziejnym”, najpierw izolować a potem wywozić z KL Dachau. Rozpoczynała się kolejna niemiecka „akcja” — fizycznej eksterminacji kapłanów, więźniów  KL Dachau. Wywożono ich, w tzw. tran­sportach inwalidów”, do austriackiego ośrodka eutanazyjnego na zamku Hartheim (niem. Schloß Hartheim) w Austrii, gdzie w ramach zorganizowanej Aktion T4 (pl. akcja T4) — „likwidacji życia niewartego życia” (niem. Vernichtung von lebensunwertem Leben”) — mordowano w szczególności osoby niedorozwinięte umysłowo, przewlekle chore psychicznie i neurologicznie, w tym dzieci. Tam też, w komorach gazowych, zaczęto mordować polskich kapłanów…

W „stanie beznadziejnym” był też już o. Krystyn. „Odizolowano” go więc przenosząc do obozowego „szpitala”, zwanego „rewirem”.

Stamtąd droga zazwyczaj była jedna — „transport inwalidów”. Udając się do „rewiru” o. Krystyn oddał współwięźniowi swoją nieco lepszą czapkę, dodając: „Ja już nie wrócę, bo Pan na mnie czeka”. I uzupełnił: „Idę do Pana”…

Ks. Kula zapamiętał też inne słowa pożegnania: „Do zobaczenia w niebie”…

Nie dożył do kolejnego „transportu” (miał on miejsce 10.viii.1942 r. i pochłonął 42 polskich kapłanów). Do Pana ten młody mężczyzna i kapłan odszedł kilkanaście dni wcześniej, 23.vii.1942 r., z wyczerpania i głodu, w „rewirze” obozowym. W aktach jak zwykle niezmiernie skrupulatnych Niemców zapisano, że bezpośrednią przyczyną była wszelako krwawa biegunka (łac. diarrhoea) …

Współwięzień — członek Towarzystwa Jezusowego (łac. Societas Iesu – SI), czyli jezuita, przyszły kardynał, Adam Kozłowiecki (1911, Huta Komorowska – 2007, Lusaka) — pod datą 23.vii.1942 r. zanotował: „Zmarli: […] ks. Wojciech Gondek, reformata, lat 33”.

Współwięzień, wspomniany Tadeusz Gaik, pisał później, że „umarł kapłan, który mógł długo żyć i owocnie pracować”… A inny współwięzień, ks. prof. Stanisław Librowski (1914, Krzemieniewice – 2002, Włocławek), zanotował, iż o. Krystyn „oddał życie za Boga i Polskę”…

Ciało spalono w obozowym piecu krematoryjnym a prochy rozrzucono po okolicznych polach…

Rozpaczliwa próba uratowania syna przez matkę — wysłanie listu do Hitlera — doczekała się odpowiedzi: najścia Gestapo i przeszukania mieszkania… Parę dni później Niemcy, jak zawsze formaliści, przysłali wiadomość o śmierci jej syna, Wojciecha

Pozostały po nim brewiarz, różaniec i mały medalik z wizerunkiem Matki Bożej Częstochowskiej

Beatyfikowany został przez św. Jana Pawła II (1920, Wadowice – 2005, Watykan)Warszawie, 13.vi.1999 r., w gronie 108 polskich męczenników II wojny światowej. Wraz z nim Jan Paweł II do chwały ołtarzy podniósł czterech innych franciszkanów, którzy doświadczyli niemieckiej gościnności w obozie KL Dachau i tam, albo w centrum eutanazyjnym — obozie śmierci na zamku w Hartheim — odeszli do Pana: br. Marcina jana Oprządka, o. Anastazego jakuba Pankiewicza, o. Narcyza jana Turchana i br. Brunona jana Zembola.

Kilka lat wcześniej, 13.viii.1991 r., w Krakowie, podczas homilii w czasie Mszy św. beatyfikacyjnej Anieli Salawy, Ojciec Święty przypominał:

[…] Próby wiary przeszły długą ewolucję. Dziś nie stawia się pytania: ‘Jeśli Jahwe jest Bogiem, idźcie za Nim, jeśli Baal, idźcie za nim1 Krl 18, 21. Dziś usiłuje się sprawę uczynić zasadniczo nieważną. Dla człowieka przy końcu XX stulecia program brzmi: ‘Żyjmy tak, jak gdyby Bóg nie istniał’.

Jednak jeśli Bóg nie istnieje, wszystko wolno — stwierdził już Dostojewski. Jesteśmy poza dobrem i złem — dopowiada Nietzsche. […] Mamy za sobą doświadczenia aż nazbyt wymowne i straszliwe, które świadczą o tym, co w rzeczywistości oznacza ten nietzscheański program. Ku czemu idziemy, żyjąc tak, jakby Bóg nie istniał?”

I podpowiadał:

Nie zasmucajmy Ducha Świętego! Nie stawiajmy oporu Jego mocy - niewidzialnej, a przecież bardziej rzeczywistej od tylu widzialnych i krzykliwych ‘potęg’ wyprodukowanych przez człowieka współczesnego w wielkiej ofiarności.

Duch daje życie; ciało na nic się nie przydaJ 6, 63 — w tych kilku słowach Chrystus wypowiada ocenę wszystkich odmian materializmu, które pod różnymi postaciami wciąż wracają, by się w ludziach opierać Duchowi Świętemu, który daje życie.

Nie zasmucajmy Ducha Świętego!

Odnawiajmy w sobie dziedzictwo BogaChrystusa.

[…] Niech po tylu doświadczeniach naszego tragicznego stulecia, które zbliża się do swego kresu, odnowi się i ugruntuje pokolenie tych, którzy ‘oddają cześć OjcuDuchu i prawdziepor. J 4, 23”.

Tak jak do końca swoich dni oddawał Krystyn Wojciech Gondek

Pomódlmy się litanią do 108 błogosławionych męczenników:

Obejrzyjmy etiudkę o polskich świętych i błogosławionych wyniesionych na ołtarze przez Jana Pawła II:

  • POLSCY ŚWIĘCI i BŁOGOSŁAWIENI WYNIESIENI do CHWAŁY OŁTARZY przez JANA PAWŁA II; źródło: www.youtube.com

Popatrzmy na dwa filmy o powołaniu franciszkańskim:

  • PÓJDŹ za MNĄ - ROZMOWY o POWOŁANIU: 2011; źródło: www.youtube.com
  • FRANCISZKANIE: 2009; źródło: www.youtube.com

Popatrzmy też na film o KL Dachau (po niemiecku):

  • KZ DACHAU; źródło: www.youtube.com

Posłuchajmy również słów Jana Pawła II z homilii beatyfikacyjnej:

  • 13 CZERWCA 1999 - HOMILIA JANA PAWŁA II; Msza św. beatyfikacyjna, Warszawa; źródło: www.youtube.com

Pochylmy się nad homilią Ojca św. Jana Pawła II wygłoszoną 13.viii.1991 r. w Krakowie

a także nad słowami Ojca św. Jana Pawła II13.vi.1999 r. w Warszawie:

Popatrzmy na mapę życia błogosławionego:

  • GoogleMap

Opracowanie oparto na następujących źródłach:

polskich:

norweskich:

włoskich:

innych:

  • Polscy święci i błogosławieni”, ks. Jerzy Misiurek, wyd. Święty Paweł, 2009