MATKA BOŻA CZĘSTOCHOWSKA: kościół św. Zygmunta, Słomczyn; źródło: zbiory własneMATKA BOŻA NIEUSTAJĄCEJ POMOCYLOGO PORTALU

Rzymskokatolicka Parafia
pod wezwaniem św. Zygmunta
05-507 Słomczyn
ul. Wiślana 85
dekanat konstanciński
m. i gm. Konstancin-Jeziorna
powiat Piaseczno

św. ZYGMUNT: kościół św. Zygmunta, Słomczyn; źródło: zbiory własneśw. ZYGMUNT: XIX w., feretron, kościół św. Zygmunta, Słomczyn; źródło: zbiory własne

Valid XHTML 1.0 Strict

108 polskich męczenników II wojny św.
tutaj

bł. HENRYK KACZOROWSKI
(1888, Bierzwienna Długa — 1942, Hartheim)
męczennik

patron: diecezji włocławskiej

wspomnienie: 6 maja

wszyscy nasi święci
tutaj

Łącza do ilustracji (dzieł sztuki) związanych z błogosławionym:

  • bł. HENRYK KACZOROWSKI; źródło: www.swietyjozef.kalisz.pl
  • bł. HENRYK KACZOROWSKI; źródło: www.info.kalisz.pl
  • bł. HENRYK KACZOROWSKI - memoriał, bazylika pw. Matki Bożej Bolesnej Królowej Polski, Licheń; źródło: www.lichen.pl
  • bł. HENRYK KACZOROWSKI - tablica pamiątkowa, Licheń; źródło: www.wtg-gniazdo.org
  • CHRYSTUS wśród 108 POLSKICH MĘCZENNIKÓW - BAJ, Stanisław (ur. 1953, Dołhobrody), 1999, obraz beatyfikacyjny, Licheń; źródło: picasaweb.google.com
  • KAPLICA 108 MĘCZENNIKÓW II WOJNY ŚWIATOWEJ - Licheń; źródło: www.lichen.pl
  • MĘCZENNICY II WOJNY ŚWIATOWEJ - PIETRUSIŃSKI Paweł (), pomnik, 2004, brąz, granit, wys. 190 cm (z cokołem 380 cm), kościół św. Jana Chrzciciela, Szczecin; źródło: www.szczecin.pl
  • 108 POLSKICH MĘCZENNIKÓW - witraż, Kaplica Matki Bożej, Świętych i Błogosławionych Polskich, kościół św. Antoniego Padewskiego, Lublin; źródło: www.antoni.vgr.pl
  • POCHÓD 108 POLSKICH MĘCZENNIKÓW II WOJNY ŚWIATOWEJ - ŚRODOŃ, Mateusz (), w trakcie tworzenia, kaplica Muzeum Powstania Warszawskiego, Warszawa; źródło: www.naszglos.civitaschristiana.pl

Urodził się 10.vii.1888 r. w wiosce Bierzwienna Długa, ok. 5 km od Kłodawyok. 15 km od Koła (siedziby powiatu kolskiego), podówczas znajdującej się w guberni kaliskiej (ros. Калишская губерния) należącej do tzw. Królestwa Polskiego (ros. Царство Польское), państewka stanowiącego część zaborczego imperium rosyjskiego.

Był najstarszym synem Andrzeja i Julii z Wapińskich.

Ochrzczony został 15.vii.1888 r. w kościele pw. św. Dominika w rodzinnej Bierzwiennej Długiej, drewnianej, wybudowanej prawd. w 1324 r. świątyni (nowy, murowany kościół powstał w 1901 r.), w parafii należącej podówczas do diecezji kujawsko–kaliskiejarchidiecezji warszawskiej.

Ojciec pracował, jako zarządca, w okolicznych majątkach ziemskich, matka natomiast zajmowała się wychowywaniem dzieci, a tych było — łącznie z Henrykiem — ośmioro.

Podstawową edukację — cztery lata — pozyskał prawd. w założonej w 1897 r. Publicznej Szkole Elementarnej (dziś gimnazjum nr 1 im. św. Jana Pawła II) w Kłodawie, a potem w Noskowie, ok. 60 km na zachód od Kalisza, w tamtejszej, założonej jeszcze w 1836 r., szkole powszechnej (dziś szkoła podstawowa im. Janusza Korczaka).

Następnie, po latach zmieniania miejsc pracy i zamieszkania, ojciec Andrzej wraz z rodziną na stałe osiedli w Kaliszu.

Tam też ok. 1899 r. Henryk rozpoczął nauki w Męskim Gimnazjum Klasycznym (dziś I Liceum Ogólnokształcące im. Adama Asnyka). Nauczanie polskiej literatury i historii Rosjanie wykluczyli ze szkół zaboru rosyjskiego — sam język polski był w zasadzie wykluczony — pobierał więc dodatkowe lekcje z tych przedmiotów.

Szkoły jednakże nie ukończył, bowiem w tzw. Królestwie Polskim rozlała się tzw. rewolucja roku 1915. Jej szczególnie wyrazistym przejawem na obszarze Królestwa Polskiego (i nie tylko, bo także w zaborze pruskim) był strajk szkolny

W Kaliszu w i.1905 r. powstał szkolny komitet strajkowy i 30.i.1905 r. zdecydowano o rozpoczęciu strajku. Żądano, tak i w innych miastach polskich, wprowadzenia nauczania w języku polskim, zniesienia systemu policyjnego, prawa zakładania kółek koleżeńskich, dania uczniom prawa głosu w sprawach ich dotyczących, nieusuwania ze szkoły za poglądy polityczne i kontroli społecznej nad szkołą…

Następnego dnia, 1.ii.1905 r., uczniowe opuścili szkołę i przeszli do centrum miasta. Tam rozpędził ich oddział carskich dragonów

Strajki w całym Królestwie Polskim rosyjskiego zaboru zakończyły się połowicznym sukcesem. Z jednej strony przyczyniły się do wprowadzenia — ukazem (ros. указ) cara Mikołaja II Romanowa (1868, Sankt Petersburg – 1918, Jekaterynburg)2.ix.1905 r. — języka polskiego w nauczaniu religii, w nauczaniu języka polskiego (jako języka krajowego) oraz zgodą na wprowadzenie języka polskiego jako języka wykładowego w szkołach prywatnych. Ale w Kaliszu wielu uczniów wydalono ze szkoły, w tym kilku z tzw. wilczym biletem” (z zakazem kontynuowania nauki). A Męskie Gimnazjum Klasyczne na rok zamknięto.

Henryk musiał przerwać naukę. Podjął wówczas pracę jako nauczyciel w prywatnych domach a potem w założonej w 1850 r. czteroklasowej szkole podstawowej (dziś Zespół Szkolno-Przedszkolny) we wsi Słodków, 4 km od Turkuok. 45 km od Kalisza. Tam zorganizował m.in. biblioteczkę dla dzieci…

Jednocześnie eksternistycznie douczał się na poziomie gimnazjalnym i prawd. zdał maturę.

I to wówczas, trzy lata po wydarzeniach strajku szkolnego, zwyciężyło powołanie. W 1908 r. wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownym we Włocławku, stolicy swojej — kujawsko–kaliskiej — diecezji.

Po pięciu latach studiów, 7.iii.1913 r., przyjął święcenia diakońskie.

Zaraz potem, na rok przed przyjęciem święceń kapłańskich, jako zdolny, młody kapłan znalazł się w grupie alumnów promowanych przez profesorów seminarium na dalsze studia filozoficzno–teologiczne i został skierowany do Akademii Duchownej w ówczesnej stolicy Rosji, Sankt Petersburgu.

Akademie Duchowne — wyższe uczelnie teologiczne — powstały w wyniku represji rosyjskich po upadku powstania listopadowego z lat 1830‑1 i likwidacji wyższych uczelni polskich. Ich zadaniem miało być kształcenie polskiego duchowieństwa katolickiego z zaboru rosyjskiego.

Początkowo funkcjonowały dwie z nich: w Wilnie (założona w 1832 r.) oraz w War­szawie (założona w 1835 r., po zamknięciu w 1831 r. przez zaborcę rosyjskiego Królewskiego Uniwersytetu Warszawskiego). W 1842 r. Rosjanie zlikwidowali Akademię Wileńską, przenosząc i alumnów i część profesorów do Akademii w Sankt Petersburgu. W 1867 r. — jako element represji po powstaniu styczniowym lat 1862‑4 — Rosjanie zamknęli Akademię w Warszawie. Dlatego też znaczna część elit duchowieństwa polskiego z końca XIX i początków XX w. kształciła się w jedynej pozostałej Akademii — w Sankt Petersburgu…

Tam też kształcić się miał dalej Henryk. Tam też, 13.vi.1914 r., w prokatedralnym kościele pw. Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny w Sankt Petersbugu, z rąk bpa Jana Feliksa Cieplaka (1857, Dąbrowa Górnicza – 1926, Passaic), ówczesnego sufragana archidiecezji mohylewskiej, przyjął święcenia kapłańskie.

Zdążył tuż przed wybuchem europejskiego kataklizmu. Po święceniach pojechał w odwiedziny w strony rodzinne. I tam go zastał wybuch I wojny światowej. Rodzinna diecezja już w viii.1914 r. znalazła się na linii frontu i powrócić na studia do Sankt Petersburga już nie mógł.

Ordynariuszem diecezji kujawsko–kaliskiej był wówczas bp Stanisław Kazimierz Zdzitowiecki (1854, Barczkowice – 1927, Włocławek). Licząc na tymczasowość sytuacji i mając nadzieję na kontynuację studiów przez Henryka zaczął mu powierzać różne doraźne funkcje duszpasterskie. Henryk posługiwał więc wśród chorych, zyskując w Kaliszu miano „apostoła chorych”. Od jesieni 1915 r. przez 9 miesięcy zastępował proboszcza w sanktuarium pw. Matki Bożej Bolesnej i kościele pw. św. DorotyLicheniu Starym. Od 1916 r. natomiast był wikariuszem parafii pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi PannySulmierzycach, ok. 50 km na zachód od Kalisza.

„Tymczasowość” trwała 4 lata i studia mógł wznowić dopiero po zakończeniu wojny w 1918 r., już w niepodległej Rzeczypospolitej, na Katolickim Uniwersytecie KULLublinie, gdzie przeniosła się duża część kadry Akademii z Sankt Petersburga (wraz z zasobami bibliotecznymi), dając początek tej jakże ważnej dla naszej kraju instytucji. Jako pierwszy student KUL–u, rozprawą o roli uczuć w życiu człowieka według doktryny św. Tomasza z Akwinu, obronił w 1922 r. — pod kierunkiem zakonnika Zakonu Kaznodziejskie­go (łac. Ordo Prædicatorum – OP), czyli dominikanina, prof. o. Jacka Woroniec­kiego (1878, Lublin – 1949, Kraków) — doktorat z teologii.

Po zakończeniu studiów powrócił do rodzimej diecezji i objął funkcję dyrektora liceum im. Piusa X (niższego seminarium duchownego), funkcjonującego przy Wyższym Seminarium Duchownym we Włocławku. W Seminarium zaczął też wykładać teologię moralną.

W latach 1925‑8 pełnił obowiązki redaktora naczelnego teologicznego czasopisma „Ateneum Kapłańskiego”, wydawanego we Włocławku od 1909 r.…

W 1928 r. został rektorem włocławskiego seminarium, kształcącego przyszłych kapłanów dla diecezji włocławskiej, będącej spadkobierczynią zniesionej bullą Piusa XI (1857, Desio – 1939, Watykan)Vixdum Poloniae unitas” z 28.x.1925 r. diecezji kujawsko–kaliskiej.

Wy będziecie ogrodnikami, będziecie siali, pielęgnowali kwiaty, ale nie dla siebie, tylko dla Pana” — tak określał powołanie, które przywiodło młodych ludzi do seminarium. Kształtowanie tego powołania, jak wyjaśniał na łamach „Ateneum Kapłańskiego”, wymaga wysiłku: „Ćwiczenie się w cnotach przyrodzonych własnym wysiłkiem trzeba łączyć z nadprzyrodzoną pomocą, jaką daje łaska Boża, zaszczepiająca w duszy młodzieży potrzebne jej cnoty”…

Troszczył się nie tylko o rozwój duchowy i intelektualny seminarzystów ale również o rozwój fizyczny. Lubił sprawność fizyczną, popierając gry i zabawy pełne ruchu. Nawiązywał do zwyczajów wojskowych, acz nie do musztry…

Sam prowadził spartański tryb życia, bez wymagań dla siebie.

Ujmował tym seminarzystów. Ujmował też stylem życia opartym na dobroci, szacunku wobec wychowanków, kulturze osobistej. Nie znosił bierności, wygodnictwa, nieporządku. Był konsekwentnym zwolennikiem rzetelnego wysiłku w nauce, w pobożności, w zachowaniu ładu w życiu codziennym.

Biednym alumnom przyznawał często stypendia z własnej pensji.

Niemal co roku brał udział w międzynarodowych zjazdach naukowych w Niemczech, Francji, Szwajcarii, Włoszech, Czechach, z których sprawozdania drukował w „Ateneum Kapłańskim”. Publikował tam także swoje artykuły o tematyce teologiczno–moralnej, ascetycznej, społecznej, a zwłaszcza bardzo liczne recenzje nowych książek. Pisał broszury i skrypty dla seminarzystów, m.in. Wakacje alumna”…

Wychowywał w duchu miłości i pokuty. Pisał, iż „[miłość jest] ożywczym pierwiastkiem życia społecznego, który z panów i niewolników, obywateli i barbarzyńców, stworzył braci i równych”.

Za postawę wychowania uznawał wzorce, postaci na wskroś pozytywne: „święci w Kościele to prawdziwe nadprzyrodzone piorunochrony, odwracające sprawiedliwe kary Boże za występki świata”…

Występował przeciwko praktykom neomaltuzjańskim, wyrażającym się w zwalczaniu przyrostu naturalnego, antykoncepcji, praktycznym egoizmie…

Kontynuował też rozbudowę swego księgozbioru. Ks. Stefan Wyszyński (1901, Zuzela – 1981, Warszawa), późniejszy Prymas, który po zakończeniu działań wojennych w 1945 r. oceniał straty poniesione przez seminarium włocławskie, szacował ów księgozbiór na ok. 1,000 pozycji (głównie z zakresu teologii moralnej i pedagogiki), inni — nawet na 1,500. Niestety, po aresztowaniu Henryka, księgozbiór uległ całkowitemu zniszczeniu. Do biblioteki seminaryjnej wróciło zaledwie 26 książek…

W 1930 r. został wyniesiony do godności kanonika (łac. canonicus) kapituły włocławskiej bazyliki katedralnej pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.

Mimo wielkich osiągnięć, zarówno na planie wychowawczym jak i naukowym, czas rektoratu nie był dla Henryka czasem najłatwiejszym. I dziewięć lat później, w 1939 r., stan zdrowia nie dozwolił mu na dalsze prowadzenie włocławskiej uczelni. Zrezygnował. Ordynariusz włocławski, bp Karol Mieczysław Radoński (1883, Kociałkowa Górka – 1951, Włocławek), przychylił się do prośby. Henryk powtórzyć miał, za św. Pawłem: „Gaudium meum et corona mea!Flp 4, 1 (pl. radości i chwało moja!”)

W tym samym roku w uznaniu zasług został uhonorowany godnością prałata Jego Świątobliwości.

Niedługo jednakże przyszło mu się „radować” ze zdjęcia „ciężaru prowadzenia seminarium”…

1.ix.1939 r. Niemcy, a 17.ix.1939 r. Rosjanie, zaatakowali Rzeczpospolitą. Wybuchła II wojna światowa. Włocławek szybko został zajęty przez Niemców.

Rozpoczęły się prześladowania ludności polskiej. Szczególną „troską” obu okupantów stała się inteligencja. Niemcy szybko wprowadzili w życie „Inteligenzaktion” (pl. Akcja Inteligencja”), zwaną także „Flurbereiningung” (pl. Akcja Oczyszczenia Gruntu”) — akcję fizycznej eksterminacji polskiej inteligencji oraz polskich warstw kierowniczych na terenach przyłączonych do Rzeszy (w tzw. Generalnym Gubernatorstwie dla oku­powanych ziem polskich (niem. Generalgouvernement für die besetzten polnischen Gebiete), i.e. Generalnym Gubernatorstwie, realizowaną pod innymi nazwami).

A Włocławek włączony został do powstającego tzw. niem. Reichsgau Posen (pl. Okręg Rzeszy Poznań), przemianowanego później na niem. Reichsgau Wartheland (pl. Okręg Rzeszy Kraj Warty), czyli bezpośrednio do Niemiec.

Zarządca tego okręgu, Artur Karol (niem. Arthur Karl) Greiser (1897, Środa Wlkp. – 1946, Poznań), zamierzał prowadzić politykę „Ohne Gott, ohne Religion, ohne Priesters und Sakramenten” (pl. bez Boga, bez religii, bez kapłana i sakramentu”), której Kościół katolicki miał stać się pierwszą ofiarą.

W ramach „Inteligenzaktion” Niemcy — a w praktyce jej tajna policja państwowa (niem. Geheime Staatspolizei), czyli gestapo — aresztowali 7.xi.1939 r. wszystkich profesorów i 22 alumnów — tych, którzy po wakacjach powrócili do okupowanego przez Niemców Włocławka, by kontynować przygotowanie do sakramentu kapłaństwa. Był wśród nich młody sufragan diecezji włocławskiej, bp Michał Kozal (1893, Nowy Folwark – 1943, Dachau), był nowy rektor seminarium dr Franciszek Salezy Korszyński (1893, Ręczno – 1962, Otwock), późniejszy biskup pomocniczy włocławski. Był ks. Józef Straszewski (1885, Włocławek – 1942, Hartheim). Byli i klerycy: Tadeusz Dulny (1914, Krzczonowice – 1942, Dachau)Bronisław Jerzy Kostkowski (1915, Słupsk – 1942, Dachau). Opatrzność Boża sprawiła, że aresztowania uniknął wspomniany ks. Stefan Wyszyński, wówczas wykładowca nauki społecznej, profesor prawa kanonicznego i socjologii, następca Henryka jako redaktor „Ateneum Kapłańskiego”, późniejszy kardynał i Prymas — „Prymas Tysiąclecia”, jak go określił św. Jan Paweł II (1920, Wadowice – 2005, Watykan).

Ale nie uniknął go Henryk…

Zaczął się wówczas czas dawania świadectwa prawdzie nauk, które przez dziesię­ciolecia udzielał swoim wychowankom: „Zdolność moralna do cierpienia nie tylko wśród młodzieży, ale wśród starszych prawie zanikła. Młodzież musi być o tym przekonana, że cierpienia w tym życiu nie uniknie i musi nauczyć się patrzeć na cierpienie jako na czynnik nas leczący i doskonalący, a pochodzący z ręki Bożej”…

Uwięzionych początkowo przetrzymywano w założonym przez Niemców więzieniu karnym, we Włocławku. Nawet tam nie przestawał nauczać swych uczniów, z którymi dzielił ciężkie dni odosobnienia. Ustawicznie modlił się, stając się przykładem w znoszeniu prześladowania.

Z powodu choroby, za wstawiennictwem jednego z lekarzy z Włocławka, został przeniesiony na pewien czas do założonego w 1832 r. szpitala im. św. Antoniego (dziś już nieistniejącego)…

Na krótko, bowiem już 16.i.1940 r. Niemcy przewieźli go wraz z innymi aresztowanymi do obozu przejściowego, zorganizowanego w pocysterskim klasztorze księży Towarzystwa św. Franciszka Salezego (łac. Societas Sancti Francisci Salesii – SDB), czyli salezjanów, w LądzieWielkopolsce.

Przetrzymywano tam ok. 152 kapłanów, zakonników i kleryków, głównie z Kujaw i Wielkopolski. Warunki były trochę lepsze niż we włocławskim więzieniu, więc profesorowie z seminarium mogli potajemnie nauczać kleryków. Czynił to także Henryk…

Jeden z jego wychowanków, seminarzysta, który dzielił z nim męczeńską drogę, Kazimierz Jan Majdański (1916, Małgowo – 2007, Łomianki), późniejszy arcybiskup, opowiadał:

Nigdy nie narzekał, nigdy nie wypowiedział słowa skargi i żalu, spokojnie przyjmował wszystko, co przyszło tak nieoczekiwanie i torturowało tak okrutnie. To tak, jakby dotychczasowe życie było nie tylko do takiej próby przygotowaniem, ale jakby jakimś niemal jej wyczekiwaniem.

To wszystko cicho i cierpliwie — kryterium niezawodne prawdy o dojrzałym człowieczeństwie i dojrzałym kapłaństwie, wyraz heroicznego męstwa chrześcijańskiego, które nie krzyczy buńczucznie, bo umie znacznie więcej: umie nieść krzyż, wpatrzone w Cichego Baranka.

Ten wspaniały kapłan był cichy. I to była tajemnica jego życia, może najgłębsza.

W czasie internowania w Lądzie mówił w prywatnej rozmowie o szczególnej łasce wczesnej śmierci, gdy człowiek odchodzi obdarzony jeszcze jakimś, nie zgaszonym przez starość, bogactwem życia i zrozumiałej dla innych ‘potrzebności’. Było to w [jego] ustach zaskakujące. Ale może usprawiedliwione tym właśnie jakimś poczuciem piękna, z którym liczy się Pan Bóg, Sprawca dojrzałości duchowej tylu młodych świętych, powołanych wcześnie do Siebie”.

W Lądzie nie dane mu było jednak przebywać zbyt długo. 26.viii.1940 r. rozpoczęły się wywózki, dalej, na zachód. Kapłanów przewożono najpierw do kolejnego obozu przejściowegoSzczeglinie, a stamtąd do obozu koncentracyjnego (niem. Konzentrationslager — KL) KL Sachsenhausen, niedaleko Berlina. Jak wyglądał przyjazd do obozu najlepiej oddają wspomnienia ks. Wojciecha Gajdusa (1907, Papowo Toruńskie – 1957, Zakopane):

To […], co zaczyna się dziać w chwili, gdy opuszczamy spiesznie nasze klatki, przypomina jakąś jazdę wysokiej szkoły woltyżerskiej. Tuż przy budce z napisem Sachsenhausen wysoko usypany, nieuregulowany nasyp. Przy nasypie z obu stron piaszczystej dróżki, wiodącej w dół, stoi dwóch strażników tutejszych. Widać, że dobrze im się spało, bo obydwaj i przy głosie, i w dobrym humorze. Podbiegamy do nasypu. Stojący w przejściu strażnicy SS podstawiają nieświadomym, zwłaszcza starym, nogi, tak, że ci zwalają się głową na dół, a na nich wali się fala innych. Powstaje wielkie kotłowisko ciał. Śmigają w powietrzu zawiniątka, kapelusze, czapki, chleb, a nad całym tym rozruchem świszczy, jak bat, dobrze znany, złośliwy niecierpliwy okrzyk: los, los, schnell, schnell […] Błyskawicznie formują się czwórki i zanim ostatni pozbierał się u naszych stóp, czoło rusza szybkim marszem czy truchcikiem naprzód […] Pochód biegnie porządnie wybrukowaną ulicą, skręca między wysokie białe mury. Z dala widać bramę. Powiewają dwie wielkie chorągwie: państwowa, czarno–czerwona ze swastyką i czarna zupełnie, przecięta dwoma SS, które chwiejąc się w rannym wietrze, wyglądają jakby dwa białe nagie kościotrupy przylepione do żałobnej płachty”…

Henryk wraz z bpem Kozalem i kilkoma starszymi kapłanami pozostał w Lądzie dłużej. Ale w końcu 3.iv.1941 r., po ponad roku internowania, i ich wywieziono. Droga prowadziła przez więzienieInowrocławiu, gdzie Henryk został przez Niemców skatowany, do obozu koncentracyjnego KL Sachsenhausen. Stamtąd 25.iv.1941 r. przetranspor­towano go do obozu koncentracyjnego (niem. Konzentrationslager – KL) KL Dachau.

Dla Niemców stał się numerem 24547 wymalowanym na trójkątnej naszywce, tzw. winklu, noszonym na obozowym ubraniu — pasiaku. Biskup Kozal otrzymał numer o trzy mniejszy: 24544…

Umieszczono go w izbie nr 4 baraku nr 28.

Odtąd dzielił los setek polskich kapłanów, których Niemcy zamknęli w KL Dachau. Zostali zgrupowani w dwóch blokach. Zmuszani byli do wyczerpującej pracy fizycznej, poddawani licznym szykanom i prześladowaniom fizycznym. Pozbawiono ich cieplejszej odzieży, co w surowym klimacie podalpejskim — obóz wybudowano na bagnistym terenie o dużej wilgotności, szczególnie dokuczliwej jesienią i zimą, gdy więźniowie godzinami musieli stać na placu apelowym — kończyło się wyniszczającymi chorobami…

Większość niewolniczo pracowała na tzw. plantagach”, polach przylegających do obozu: w upalne dni dokuczało górskie słońce, zimą deszcz, mróz i śnieg. Panował nieopisany głód, który nie pozwalał myśleć o niczym innym, jak tylko o jednym – w jaki sposób zdobyć kawałek chleba. Waga więźnia nie przekraczała często 40 kg. A w 1942 r., najtragiczniejszym okresie w historii obozu Dachau, Niemcy głodowe racje jeszcze zmniejszyli…

Nieustanny głód, praca ponad siły szybko czyniły spustoszenie.

Henryk zachowywał się z godnością. Nie uchylał się od żadnej pracy. Dźwigał innych na duchu i służył przykładem. Współwięźniowie wspominali, że mimo strasznego głodu i wyczerpania, potrafił podzielić się swoim jedzeniem z bardziej głodnymi.

Współwięzień i przyjaciel, wspomniany ks. Franciszek Salezy Korszyński, wspominał:

Teolog moralista z wykształcenia, nie tylko uczył teologii moralnej, ale sam ją realizował w całym swym życiu, a zwłaszcza w Dachau. Szczególnie jaśniał cnotą męstwa i opromieniał wszystkich, co z nim współżyli i współcierpieli.

Nigdy nie widziano go przygnębionego. Owszem był nieraz smutny, bo aż nadto miał ku temu różnych powodów. Ale ten smutek był spokojny i miał coś w sobie, co innych krzepiło i podnosiło na duchu.

Zresztą różne nasze wspólne bolesne przeżycia, różne szykany najczęściej przyjmował z humorem, że się tak wyrażę, religijnym, bo wszystko do Boga podnosił, wszystko Bogu składał w ofierze. Toteż na jego twarzy przedwcześnie postarzałej malował się wielki spokój i pogoda ducha, a jego oczy, osadzone w głębokich oczodołach, tryskały życiem i radością”…

Przez pewien czas — od 25.iii.1941 r. — kapłani polscy mogli w KL Dachau odprawiać Mszę św., zaczęła bowiem funkcjonować kaplica. Do czasu, do 15.ix.1941 r., gdy odmówili wpisania na tzw. listę „volksdeutschów” (pl. etnicznych Niemców” albo: „folksdojczów”), i nie wyparli się polskości i godności kapłańskiej. Dwa dni po owym „apelu pokuty”, 17.ix.1941 r., Polakom — i tylko Polakom — zabroniono korzystania z kaplicy.

Odtąd nie wolno im było odprawiać Mszy św., odmawiać brewiarza, modlić się czy mieć przy sobie jakiekolwiek przedmioty kultu religijnego. Zakazano niesienia pomocy duchowej umierającym…

Mimo tego postarano się o hostie, komunikanty i Msze św. odprawiano potajemnie. Ich opisy to jedne z najpiękniejszych tekstów, jakie wyszły spod piór Polaków. Oczywiście nie ma ich w programach nauczania dzieci i młodzieży…

Jeden ze współwięźniów, ks. Grabowski Stanisław (1911, Bagienice – 1993, North Redwood), wspominał:

 […] po długich staraniach osiągnęliśmy wielką rzecz: materię do Mszy św. […] [Poznaliśmy] przy pracy jednego SS — katolika. Gdy znajomość była już jako tako wypróbowana, [przekupiliśmy] go papierosami. Wtedy SS przyniósł buteleczkę wina mszalnego.

Trudniej było o hostie. Ale i na to znalazł się sposób. Pracowałem przy hodowaniu królików. Zwierzęta te dostawały pożywienie z gorszego gatunku jęczmienia, w którym znajdowało się cośkolwiek ziaren pszenicy. Przez dłuższy czas, codziennie po parę, wybierałem te ziarna z przydzielonego moim królikom jęczmienia. Gdy uzbierałem garstkę pszenicy, wtedy drewnem rozcierałem te ziarna w małej miseczce, która normalnie służyła królikom do karmienia. Po rozgnieceniu ziarna, zalewałem wodą tę grubą mąkę, robiłem ciasto.

Najtrudniej było z upieczeniem. Trzeba było pilnować się przed współkolegami i przed SS. Bo przy pracy wszelkie tego rodzaju zajęcia były bezwzględnie karane. Często pomagał w tym dr Kurt Obity, więzień obozu, polski Mazur i protestant, zatrudniony w królikarni, jako lekarz weterynarii. Zżyłem się z nim, zaprzyjaźniłem i mogłem mu całkowicie zaufać. On pilnował swego gabinetu a ja wewnątrz, na elektrycznej maszynce piekłem placek — hostię.

Innym razem, gdy w ten sposób nie mogłem upiec, stosowałem metodę pieczenia znaną mi jeszcze z harcerstwa. Ciasto oblepiałem na końcu drewnianego wałka, wchodziłem w stosownej chwili do kuchni, w której gotowano królikom żarcie, wkładałem na parę sekund wałek do ognia i ciasto było upieczone.

Rozumie się, nie było to piękna hostia, tak piękna jak na wolności. Była ciemną, opaloną, ale ważną.

Myślę, że była najpiękniejszą w oczach Bożych, jaką kiedykolwiek moje ręce używały do Mszy św.

Mając hostię i wino — można było pomyśleć o odprawieniu Mszy św. Rok 1941 i 1942 należały do lat niebezpiecznych. Łatwo było podpaść. Zdecydowałem się odprawić Mszę św. u siebie, przy pracy […] Udawałem, że czyszczę klatkę, mój przyjaciel porozkładał potrzebne do pracy narzędzia dookoła, a w rzeczywistości na chusteczce odprawiałem z pamięci Mszę św. Za kielich służyło małe pudełeczko od wazeliny.

A potem księżom roznosiłem Chleb Anielski pod tą naprawdę skromną postacią […]

Czasem zdobywaliśmy się na odwagę […] W Boże Narodzenie […] weszliśmy na trzecie piętro łóżek i tam, leżąc, bo nie było miejsca, aby siedzieć, odprawiliśmy Mszę św. A na dole stali zaufani koledzy, pilnując naszego spokoju i uczestniczyli w tej żłóbkowej Mszy św.ks. Stanisław Grabowski, „Znienawidzeni…”, Filadelfia, 1947 r.

Inny więzień, ks. Leon Stępniak (1913, Czarnotki – 2013, Kościan), któremu zrządzeniem Opatrzności dane było dożyć — by świadczyć — 100 lat, wspominał:

Mieliśmy też swój kielich, który teraz znajduje się w Muzeum Watykańskim. Wykonał go z armatniego pocisku jeden z więźniów.

Wstawaliśmy wcześnie rano, w naszych izbach, ukryci za piecem, jeszcze przed zbudzeniem całego obozu, odprawialiśmy Msze św. Ponieważ obowiązywało zaciemnienie, nikt o tym nie wiedział”…

Czy Henryk uczestniczył w tych Mszach św.? Nie wiadomo. Może brał udział w jeszcze innych, organizowanych przez innych kapłanów, równie potajemnie. I równie prawdziwie i pięknie…

W 1942 r. rozpoczęły się wywózki najbardziej wycieńczonych — ostentacyjnie do „lepszego” obozu. Tak przynajmniej Niemcy obiecywali więźniom…

Wśród najbardziej wycieńczonych, których gromadzono w tzw. bloku (baraku) inwalidów, gdzie w izbie o wymiarach 8 na 9 m leżało stłoczonych ok. 300 osób, znalazł się i Henryk. Tam po raz ostatni miał okazję zobaczyć się ze swoim następcą na stanowisku rektora seminarium we Włocławku, ks. Franciszkiem Korszyńskim, który podszedł z zewnątrz do okienka baraku. Został za to przez niemieckiego strażnika pobity.

Ks. Franciszek Korszyński tak to opisał:

Kiedyś, pragnąc zobaczyć się z nim, podkradłem się pod blok inwalidów właśnie w chwili, gdy z energią, którą podziwiałem, zamiatał izbę, ustawiał stoły i stołki. Bardzo ucieszył się moim widokiem, zapewnił, że ta mniej męcząca praca fizyczna służy jego zdrowiu, potem wyciągnąwszy skądś kawałek chleba po prostu siłą wcisnął go w me dłonie.

Wtedy przekonałem się, że nie tylko dla swego zdrowia tak chętnie pracował na izbie, ale i dlatego właśnie, by zaoszczędzonym kawałkiem chleba służyć innym. Sam głodny, boć przecież inwalidzi mieli takie samo pożywienie, jakie otrzymywali wszyscy inni więźniowie, jednak nie dla siebie przyjmował tę odrobinę chleba, zupy czy ziemniaków, które dostawał za pracę na izbie, lecz oddawał to innym.

Kto wie, czym jest głód, kto zwłaszcza zaznał głodu w Dachau w 1942 r., ten nazwie to bohaterstwem. Tak było istotnie: ks. Kaczorowski miłość swą ku bliźnim posuwał aż do heroizmu”…

Jeden z kleryków Henryka, późniejszy ks. Władysław Sarnik (1912, Wielka Wieś – 1999, Charłupia Mała), wspominał:

Oto pamiętny majowy dzień roku 1942. Na izbę wbiega jeden z naszych księży i woła: ‘Koledzy, chodźcie, popatrzcie, do inwalidów wjechało widmo!’

Wybiegamy. Rzeczywiście stoi kryta, czarna ciężarówka. Wokół niej kręci się nerwowo obsługa bloku, ostre rozkazy dwóch esesmanów. Jeden z nich, z listą w ręku, wykrzykuje nazwiska.

Biegnę chyłkiem ku żelaznej, zamkniętej już bramie. Chcę słyszeć te nazwiska, chcę widzieć ich, chcę ostatni raz spojrzeć na nich. Niektórzy z wyczytanych już wychodzą. Tymczasem padają dalsze nazwiska, jakże mi znane nazwiska polskich duchownych, z którymi dzieliłem dotychczasowe losy.

Naraz słyszę: ‘Kaczorowski Henryk!’ Nogi zatrzęsły się pode mną. Czy to być może? To przecież mój dobroczyńca, kochany profesor i rektor. Już go widzę. Wychodzi z izby, niezmiernie wychudzony, w obozowych pasiakach — człowiek widmo.

Szeroko otwartymi oczami rozejrzał się i spostrzegł mnie, stojącego za bramą”…

Przed załadowaniem na ciężarówkę, zwaną „samochodem–widmo”, zawożącą więźniów rampę kolejową i dalej, „na odpoczynek”, a tak naprawdę na śmierć, Henrykowi udało zbliżyć się do bramy z żelaznej siatki oddzielającej blok inwalidów od obozu, za którą stało kilku znajomych mu więźniów. Do wspomnianego Władysława Sarnika zdążył powiedzieć:

Władziu. powiedz wszystkim, by się nie smucili. My się nie łudzimy; my wiemy, co nas czeka. ‘Dominus regit me et nihil mihi deerit’Ps 22 (pl. Pan mym pasterzem, nie brak mi niczego’). Przyjmujemy z rąk Bożych to, co nas czeka. Módlcie się, abyśmy wytrwali, a my również będziemy modlić się za was — tam”.

I wskazał ręką ku niebu…

Władysław Sarnik kończył:

Ostry świst esesmańskiego gwizdka przeszył powietrze. ‘Zostańcie z Bogiem!’ — powiedział, ale ręki na to ostatnie pożegnanie podać nie mógł. Jedynie przez siatkę dotknął palcami mej dłoni.

Tego uczucia, jakie przeżyłem wówczas, tych słów ewangelicznych, tego dotyku dłoni nie zapomnę nigdy. Za ten gest mój kochany rektor został dodatkowo ukarany: stojący przy wejściu do ciemnego wnętrza esesman chwycił go za kołnierz i pchnął siłą w głąb budy, która zaraz ruszyła w nieznane.

Pierwszym uczuciem, jakie mną wstrząsnęło, było pytanie: dlaczego? Dlaczego ten świat jest tak okrutny dla człowieka, dla ludzi świętych?

Zrozumieć to można jedynie w świetle Objawienia Bożego, poprzez zbawczą śmierć Zbawiciela, który pozwolił ludziom świętym uczestniczyć w dziele zbawczym.

Ojczyzna nasza zawdzięcza swoje istnienie ofiarnemu bohaterstwu swych synów i córek, a zwłaszcza świętym męczennikom”…

6.v.1942 r. Henryk, z liczną grupą innych więźniów — „lebensunwertem Leben” (pl. niewartych życia) — został z KL Dachau wywieziony. Był to drugi taki transport w 1942 r. Nazwiska wywożonych zaczynały się na litery od G do K — Niemcy, niedoścignieni formaliści, podzielili przeznaczonych do eksterminacji według ściśle określonego schematu. Tego dnia na liście znalazło się — jak wynika z akt Instytutu Pamięci Narodowej — m.in. 46 kapłanów katolickich, wśród nich ks. Kazimierz Gostyński

Pociągi „transportów inwalidów” wyjeżdżały w kierunku Austrii i zatrzymywały się na stacjach w Mauthausen (gdzie w okolicach Niemcy zorganizowali cały kompleks obozów koncentracyjnych KL Mauthausen–Gusen) albo w Linzu. Stamtąd przewożonych upakowywano do „samochodów dostawczych” i kierowano w stronę pięknego zamku Hartheim (niem. Schloß Hartheim).

Nie było to jednak „letnisko”, miejsce odpoczynku. Na zamku Hartheim realizowano bowiem Aktion T4 (pl. akcja T4) — „akcję likwidację życia niewartego życia” (niem. Vernichtung von lebensunwertem Leben”) — mordowania w szczególności osób niedorozwiniętych umysłowo, przewlekle chorych psychicznie i neurologicznie, w tym dzieci…

Do takich zaliczano także „transporty inwalidów” z KL Dachau.

Krótki przejazd wystarczał: celem nie było „letnisko”, jak dawano do zrozumienia wywożonym, ale krematorium, a samochód nie wozem dostawczym a szczelną komorą gazową, z rurami wydechowymi nakierowanymi do wnętrza…

Prawdopodobnie w takim wozie Henryk został ok. 6.v.1942 r. zagazowany.

„Akcja” zajęła 5 do 7 minut. Zwłoki spalono w krematorium, a prochy rozrzucono na pobliskich, austriackich polach…

Zaiste, potwierdził prawdziwość udzielanych nauk, bowiem „cierpienia w tym życiu nie uniknął i nauczył się patrzeć na cierpienie jako na czynnik leczący i doskonalący, a pochodzący z ręki Bożej”…

Był jednym z ponad 700 kapłanów, zakonników i kleryków, którzy torturowani i mor­dowani w KL Dachau odeszli do Pana

Beatyfikowany został przez papieża św. Jana Pawła II (1920, Wadowice – 2005, Watykan) w Warszawie 13.vi.1999 r. w gronie 108 polskich męczenników II wojny światowej. Wśród beatyfikowanych, oprócz Henryka, znalazło się 5 jego wychowanków: ks. Edward Grzymała (1906, Kołodziąż – 1942, Hartheim), ks. Józef Kurzawa (1910, Świerczyna – 1940, Witowo/Osięciny), ks. Leon Nowakowski (1913, Bytoń – 1939, Piotrków Kujawski) i klerycy: Tadeusz DulnyBronisław Kostkowski

Działo się to kilka dni po 7.vi.1991 r., gdy św. Jan Paweł II, podczas homilii wygłoszonej w czasie Mszy św. we Włocławku, pamiętnie przypominał nam:

Jest […] genius loci, jest to miejsce, jest to przedziwne miejsce. Może nie tak bardzo znane na świecie, w Europie, nie tak bardzo znane — Włocławek — które nosi w sobie ten przedziwny zapis w naszym stuleciu, który jest jak gdyby odpowiedzią na tamten zapis całej cywilizacji nienawiści, śmierci, całej cywilizacji śmierci. Zapis cywilizacji życia, życia przez śmierć, tak jak Chrystus, tak jak Serce Boże […]

Trzeba, abyśmy idąc po śladach tylu synów i córek tej kujawskiej ziemi, tego biskupiego miasta, wpatrywali się w […] Boskie Serce. Z niego płynie ‘wzmocnienie siły wewnętrznego człowiekaEf 3, 16, jak uczy Apostoł w Liście do Efezjan.

Znajduje się tutaj zarazem odpowiedź na tyle słabości i grzechów ludzi współczesnych, którzy nie żyją życiem wewnętrznym. Żyją zewnętrznie. Żyją zmysłami, żyją odruchem instynktów. Idąc za przykazaniami Dekalogu, które wytyczają program mojego pielgrzymowania tym razem, należy tutaj przywołać na pamięć przykazanie dziewiąte: ‘Nie pożądaj żony bliźniego twego’. Nie tylko ‘nie cudzołóż’, ale też ‘nie pożądaj’. Nie daj się uwikłać wszystkim tym siłom pożądania, które drzemią w tobie jako ‘zarzewie grzechu’. Nie daj się opanować ‘człowiekowi cielesnemupor. 1 Kor 3, 3. ‘Jeżeli będziecie żyli wedle ciała’ — pisze Apostoł — ‘czeka was śmierćRz 8, 13.

Ciało samo nie ma innej perspektywy — tylko duch ją ma. ‘Jeżeli zaś przy pomocy Ducha uśmiercać będziecie popędy ciała — będziecie żyliRz 8, 13. A siły ducha są w czło­wieku. I działa też w sercach ludzkich miłość, która jest z Ducha Świętego.

A zatem — podjąć to, co każdy z nas ma w sobie z ducha i z Ducha Świętego. Nie dać się też uwikłać całej tej cywilizacji pożądania i użycia, która panoszy się wśród nas i nadaje sobie nazwę europejskości, panoszy się wśród nas, korzystając z różnych środków przekazu i uwodzenia. Czy jest to cywilizacja — czy raczej antycywilizacja? Kultura — czy raczej antykultura? Tu trzeba wrócić do elementarnych rozróżnień. Przecież kulturą jest to, co czyni człowieka bardziej człowiekiem. Nie to, co tylko ‘zużywa’ jego człowieczeństwo”.

Dzień wcześniej, 6.vi.1991 r., podczas przemówienia do katechetów, nauczycieli i uczniów w tymże Włocławku, niejako uzupełniał:

Niechże tedy szkoła, a w niej katechizacja — która ma swoje dobrze określone i znane wam cele: wprowadzania wiernych do świadomego uczestnictwa w życiu Bożym i w życiu Kościoła, do dojrzałej wiary, ukazywania sensu ludzkiego życia, prowadzenia do świętości poprzez umacnianie w Duchu Świętym więzi z Chrystusem w drodze do Ojcapor. Og. Instr. Katech., Notificationes, 1973 r. — niechże ta szkoła uczy w wolnej Polsce młode pokolenia, a także i starsze, że ‘właściwego korzystania z wolności można się nauczyć tylko przez jej właściwe używanie’Jan XXIII, Mater et Magistra, 232.

Niech będą uważnie i mądrze szanowane prawa każdego dziecka i młodego człowieka do kształtowania i wyrażania na terenie szkoły własnego sumienia zgodnie ze swoją formacją otrzymaną w rodzinie, światopoglądem oraz osobistymi, uczciwymi poszukiwaniami duchowymi […]

I cytował pismo soborowe:

Piękne […] i wielkiej doniosłości jest powołanie tych wszystkich, którzy pomagając rodzicom w wypełnieniu ich obowiązku i zastępując społeczność ludzką, podejmują w szkołach zadania wychowawcze; powołanie to wymaga szczególnych przymiotów umysłu i serca, jak najstaranniejszego przygotowania i ciągłej gotowości do odnowy i dostosowaniaSobór Watykański II, „Deklaracja o wychowaniu chrześcijańskim”, 5”.

Mówił to w mieście, w którym posługę wychowawcy, nauczyciela i profesora pełnił bł. Henryk. Czy miał go na myśli, przypominając słowa św. Jana XXIII (1881, Sotto il Monte – 1963, Watykan): „właściwego korzystania z wolności można się nauczyć tylko przez jej właściwe używanie”? Nie wiemy.

Wiemy na pewno, że Henryk całym życiem nauczał, iż „kulturą jest to, co czyni człowieka bardziej człowiekiem. Nie to, co tylko ‘zużywa’ jego człowieczeństwo”. I że szkoła będzie szkołą, gdy będzie spełniać warunki określone jakże precyzyjnie przez św. Jana Pawła II

Pomódlmy się litanią do 108 błogosławionych męczenników:

Obejrzyjmy etiudkę o polskich świętych i błogosławionych wyniesionych na ołtarze przez Jana Pawła II:

  • POLSCY ŚWIĘCI i BŁOGOSŁAWIENI WYNIESIENI do CHWAŁY OŁTARZY przez JANA PAWŁA II; źródło: www.youtube.com

Popatrzmy na dwa filmiki o zamku Hartheim:

  • po włosku:
    ZAMEK HARTHEIM; źródło: www.youtube.com
  • po angielsku:
    ZAMEK HARTHEIM; źródło: www.youtube.com

Popatrzmy też na film o KL Dachau (po niemiecku):

  • KZ DACHAU; źródło: www.youtube.com

Popatrzmy na film o katedrze we Włocławku:

  • KATEDRA we WŁOCŁAWKU; źródło: www.youtube.com

Wysłuchajmy także dwóch homilii św. Jana Pawła II:

  • o Europie i europejskości z Włocławka, 7.vi.1991 r.:
    JAN PAWEŁ II o EUROPIE i EUROPEJSKOŚCI - Włocławek, 7.VI.1991 r.; źródło: www.youtube.com
  • część homilii beatyfikacyjnej z 13.vi.1999 r. w Warszawie:
    108 POLSKICH MĘCZENNIKÓW II WOJNY ŚWIATOWEJ: JAN PAWEŁ II, 13 CZERWCA 1999, WARSZAWA; źródło: www.youtube.com

Pochylmy się też nad tekstem homilii Ojca św. Jana Pawła II wygłoszonej 7.vi.1991 r. we Włocławku:

nad przemówieniem do katechetów, nauczycieli i uczniów wygłoszony przez św. Jana Pawła II 6.vi.1991 r. również we Włocławku:

a także nad homilią beatyfikacyjną św. Jana Pawła II13.vi.1999 r. w Warszawie:

Popatrzmy na mapę życia błogosławionego:

  • GoogleMap

Opracowanie oparto na następujących źródłach:

polskich:

norweskich:

włoskich: