MATKA BOŻA CZĘSTOCHOWSKA: kościół św. Zygmunta, Słomczyn; źródło: zbiory własneMATKA BOŻA NIEUSTAJĄCEJ POMOCYLOGO PORTALU

Rzymskokatolicka Parafia
pod wezwaniem św. Zygmunta
05-507 Słomczyn
ul. Wiślana 85
dekanat konstanciński
m. i gm. Konstancin-Jeziorna
powiat Piaseczno

św. ZYGMUNT: kościół św. Zygmunta, Słomczyn; źródło: zbiory własneśw. ZYGMUNT: XIX w., feretron, kościół św. Zygmunta, Słomczyn; źródło: zbiory własne

bł. JÓZEF CZEMPIEL
(1883, Józefka - 1942, Dachau)
męczennik

patron: Chorzowa, Górnego Śląska

wspomnienie: 4 maja

Łącza do ilustracji (dzieł sztuki) związanych z błogosławionym:

  • bł. JÓZEF CZEMPIEL: KUCZOK, Andrzej (ur. 1940, Chorzów), portret; źródło: ruda_parafianin.republika.pl
  • bł. JÓZEF CZEMPIEL: płaskorzeźba, kościół pw. św. Józefa, Piekary Śląskie; źródło: biblia.wiara.pl
  • bł. JÓZEF CZEMPIEL: obraz współczesny; źródło: http://www.swietyjozef.kalisz.pl
  • bł. JÓZEF CZEMPIEL: lata 1930-te; źródło: www.encyklo.pl
  • bł. JÓZEF CZEMPIEL: obraz współczesny; źródło: ruda_parafianin.republika.pl
  • bł. JÓZEF CZEMPIEL: ; źródło: www.santiebeati.it
  • bł. JÓZEF CZEMPIEL: ; źródło: www.wnmpchorzow.parafia.info.pl
  • bł. JÓZEF CZEMPIEL - UROCZYSTE OTWARCIE STADIONU SPORTOWEGO: x.1935, Wielkie Hajduki; źródło: www.audiovis.nac.gov.pl
  • bł. JÓZEF CZEMPIEL i bł. EMIL SZRAMEK: relief u wejścia do katedry pw. Chrystusa Króla, Katowice; źródło: www.encyklo.pl
  • LIST OBOZOWY bł. JÓZEFA CZEMPIELA: ; źródło: ruda_parafianin.republika.pl
  • CHRYSTUS wśród 108 POLSKICH MĘCZENNIKÓW: BAJ, Stanisław (ur. 1953, Dołhobrody), 1999, obraz beatyfikacyjny, Licheń; źródło: picasaweb.google.com
  • KAPLICA 108 MĘCZENNIKÓW II WOJNY ŚWIATOWEJ: Licheń; źródło: www.lichen.pl
  • MĘCZENNICY II WOJNY ŚWIATOWEJ: PIETRUSIŃSKI Paweł (), pomnik, 2004, brąz, granit, wys. 190 cm (z cokołem 380 cm), kościół św. Jana Chrzciciela, Szczecin; źródło: www.szczecin.pl
  • 108 POLSKICH MĘCZENNIKÓW: witraż, Kaplica Matki Bożej, Świętych i Błogosławionych Polskich, kościół św. Antoniego Padewskiego, Lublin; źródło: www.antoni.vgr.pl
  • POCHÓD 108 POLSKICH MĘCZENNIKÓW II WOJNY ŚWIATOWEJ: ŚRODOŃ, Mateusz (), w trakcie tworzenia, kaplica Muzeum Powstania Warszawskiego, Warszawa; źródło: www.naszglos.civitaschristiana.pl

Urodził się 21.ix.1883 r. w kolonii Józefka (dziś część Piekar Śląskich), wówczas należącej do Cesarstwa Niemieckiego (niem. Deutsches Kaiserreich).

Piekary to od XVII w. ośrodek pielgrzymkowy i jeden z głównych na terenach polskich ośrodków kultu maryjnego, uznawany za duchową stolicę Górnego Śląska. W Sanktuarium Matki Sprawiedliwości i Miłości Społecznej znajduje się tam bowiem łaskami słynący obraz Matki Bożej Piekarskiej, przed którą m.in. klęczał w 1683 r., w drodze do Wiednia na walną bitwę z Turkami, i której powierzył pomyślność swej wyprawy i szczęście swego królestwa, król Jan III Sobieski (1629, Olesko – 1696, Wilanów)

Dwieście lat później przed tym samym Obrazem, w kościele parafialnym pw. Najświętszej Marii Panny i św. Bartłomieja (dziś bazylika mniejsza), klęczeli rodzice Józefa powierzając Pani Śląskiej swego syna, właśnie przyjętego w poczet członków Kościoła Powszechnego…

Ojciec, Piotr, był górnikiem, a równocześnie właścicielem jedynego sklepu w Józefce. Matka, Gabriela z domu Opara (1861 – 1952, Józefka), pochodziła z Józefki. Mieli czterech synów i dwie córki. Józef był najstarszy…

Wykształcenie podstawowe zdobył w szkole elementarnej (ludowej) w Józefce (dziś prawdopodobnie Miejska Szkoła Podstawowa nr 1).

Następnie uczęszczał do niemieckiego gimnazjum w Bytomiu – była nim Miejska Katolicka Szkoła Realna (niem. Städtische katholische Realschule), dziś IV Liceum Ogólnokształcące im. Bolesława I Chrobrego. Szkół polskich po prostu nie było - w latach 1872-1874, w ramach polityki Kulturkampfu (pl. walka kulturowa”), prawie całkowicie wyrugowano język polski ze szkół niemieckich i usunięto nauczycieli-Polaków, a na ich miejsce zatrudniono Niemców.

I to wtedy musiało narodzić się powołanie. W rezultacie w 1904 r. podjął studia w stolicy archidiecezji – we Wrocławiu - na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Wrocławskiego – dziś Papieski Wydział Teologiczny. Górny Śląsk nie miał wówczas bowiem własnej diecezji - przynależał do archidiecezji wrocławskiej.

Podczas studiów zapisał się na seminarium slawistyki prowadzone przez polskiego językoznawcę i historyka, badacza języka starosłowiańskiego, prof. Władysława Nehringa (1830, Kłecko – 1909, Wrocław). Uczestnictwo polskich kleryków, szczególnie z Górnego Śląska, było przez pewien czas wspierane przez ówczesnego arcybiskupa wrocławskiego, Jerzego (niem. Georg) kard. Koppa (1837, Duderstadt – 1914, Opawa).

Włączył się też aktywnie w działalność polskich towarzystw na terenie konwiktu (łac. convictus) – czyli internatu dla kleryków. W latach 1904-6 był kolejno wiceprezesem, prezesem, a potem sekretarzem – ostatnim, jak się okazało - „Kółka Polskiego” - organizacji śląskich teologów, którego jednym z celów działalności było podwyższenie poziomu znajomości języka polskiego wśród teologów. Jej rozwiązanie, w 1906 r., przez kard. Koppa, w związku z oskarżeniami o zbyt wielki wpływ polskiego duchowieństwa katolickiego na Śląsku i kampanią propagandową im towarzyszącą, które pojawiły się w niemieckiej prasie, sprawiło być może, iż zaczął działać w konspiracyjnym Związku Młodzieży Polskiej „Zet. Była to akademicka organizacja, założona jeszcze w 1887 r. przez Zygmunta Balickiego (1858, Lublin – 1916, Piotrogród), stanowiąca część tajnej Ligii Narodowej, kierowanej przez Romana Dmowskiego (1864, Kamionek – 1939, Drozdowo), której pierwszym i głównym celem było odzyskanie przez Polskę niepodległości…

Dwa lata później, 22.vi.1908 r., przyjął w kolegiacie pw. Świętego Krzyża i św. Bartłomieja we Wrocławiu, z rąk metropolity wrocławskiego kard. Koppa, święcenia kapłańskie…

Zaraz potem, zarówno przygotowany teologicznie jak i ze wzmocnionym poczuciem przynależności do narodu polskiego, powrócił – decyzją arcypasterza - w rodzinne strony, na Górny Śląsk.

Pierwszą placówką duszpasterską była Ruda Śląska, gdzie w parafii pw. św. Józefa zaznaczył się jako zwolennik i propagator częstej Komunii św. i rekolekcji zamkniętych oraz krzewiciel abstynencji.

Akcja trzeźwościowa - alkoholizm stanowił wówczas straszną plagę na Śląsku - prowadzona była w jego rodzinnych stronach przez cały XIX i XX w. Zainicjował ją „Apostoł Śląska”, proboszcz w Piekarach Śląskich, ks. Jan Nepomucen Alojzy Fiecek (1790, Dobrzeń Wielki - 1862, Piekary Ślaskie), a jednym z kontynuatorów był proboszcz w Tychach, ks. Jan Kapica (1866, Miedźna – 1930, Tychy). Józef dostrzegł, jako pierwszy duszpasterz na terenach Śląska, sens i konieczność powoływania parafialnych poradni dla alkoholików i ich rodzin. Do Stowarzyszenia Abstynentów w Rudzie zapisało się wkrótce 800 parafian…

By dać dobry przykład sam został abstynentem – i wytrwał w tej decyzji do końca życia…

A czasy były przełomowe. Wkrótce wybuchła I wojna światowa. W jej trakcie kilkukrotnie zmieniał miejsce duszpasterzowania:

  • Od 1915 r. posługiwał jako wikariusz w parafii pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa we wsi Turze k. Raciborza.
  • W 1916 r., przez krótki okres, pomagał w parafii pw. św. Klemensa PapieżaMiedźnej k. Pszczyny (z pięknym, zabytkowym drewnianym kościołem).
  • Następnie w latach 1916-7 był administratorem (proboszczem) parafii pw. Trójcy Przenajświętszej we wsi Wiśnicze.
  • W 1917 r. został na pół roku skierowany do parafii pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Baborowie.
  • Wreszcie w 1918 r. otrzymał przydział do parafii pw. św. Michała ArchaniołaDziećmarowie.

Ostatnie trzy parafie znajdują się na terenach zaliczanych do Śląska Opolskiego, na granicy z centralną częścią Górnego Śląska, wówczas w większości zasiedlonych przez ludność niemiecką. Dlatego też w Dziećmarowie wpadł w konflikt ze swoimi, w większości niemieckimi, władzami kościelnymi, za prowadzenie katechizacji przygotowawczej przed Pierwszą Komunią św. - po polsku.

W związku z tym w i.1919 r., już po upadku Cesarstwa Niemieckiego i zakończeniu I wojny światowej, został, na prośbę ks. Józefa Wajdy (1849, Nieboczowy - 1923, Chorzów), polskiego patrioty i działacza społecznego, byłego posła reprezentującego ludność polską w Reichstagu, parlamencie Rzeszy Niemieckiej, i jednocześnie proboszcza parafii Kielcza, wikariuszem w Żędowicach (także na Śląsku Opolskim). Pełnił tam – w wydzielonej z parafii Kielcz jednostce kościelnej zwanej kuracją, która zwyczajowo w takiej sytuacji stawała się z biegiem czasu samodzielną parafią - funkcję lokalisty, czyli zarządcy formalnie podporządkowanego proboszczowi parafii macierzystej…

Animował tam prace Towarzystwa św. Cecylii (chóru parafialnego) i kółka teatralnego. Organizował kursy języka polskiego i wykłady z historii Polski. Dzięki niemu powstało Towarzystwo Polek. Działał także aktywnie w ruchu spółdzielczym w całym powiecie strzeleckim, do którego należały Żędowice.

W 1919 r., we współpracy z ks. Emilem Szramkiem wydał w Opolu, pod pseudonimem „Makkabaeus”, książkę niem. Das Recht auf die Muttersprache im Lichte des Christentums” (pl. Prawo do języka ojczystego w świetle nauki chrześcijańskiej”), w której polemizował z poglądami o politycznej motywacji działalności śląskich duszpasterzy, broniących prawa do używania języka polskiego w duszpasterstwie śląskim.

Był to czas decydowania o losach Śląska, o jego przynależności do Rzeczpospolitej bądź Niemiec – republiki powstałej na gruzach Cesarstwa Niemieckiego.

21.iii.1921 r. na terenach Śląska odbył się, poprzedzony dwoma powstaniami ludności domagającej się przyłączenia regionu do Polski, plebiscyt. Józef, w trakcie przygotowań do plebiscytu, stanął na czele założonego przez siebie Polskiego Komitetu Plebiscytowego w Żędowicach i okolicy.

Ta działalność sprawiła, że ludność niemiecka Śląska Opolskiego, który stała się terenem starcia dwóch sąsiadujących żywiołów: niemieckiego i, po odrodzeniu Rzeczypospolitej, polskiego, uznała go za polskiego kolaboranta…

Żędowice opowiedziały się po stronie polskiej, ale Śląsk Opolski – niemieckiej, i to zarówno regiony wiejskie jak i miasto (rodzinne Piekary Śląskie - po polskiej). Ostateczna decyzja podziału terytorium należała do specjalnej komisji zarządzanej przez zwycięskie w I wojnie światowej mocarstwa. Dlatego też zaraz po plebiscycie w obronie polskości wybuchło III powstanie śląskie (2/3.v – 5.vii.1921 r.). Po jego zakończeniu na Śląsku Opolskim i innych terenach, które opowiedziały się po stronie niemieckiej, rozpoczęły się prześladowania mieszkających tam Polaków. W szczególności dotyczyło to księży, którzy opowiedzieli się jednoznacznie po stronie Rzeczypospolitej.

Grożono im śmiercią. Józef także został powiadomiony o możliwym ataku na jego plebanię i w vi.1922 r. opuścił Żędowice udając się na tereny Rzeczypospolitej. Decyzją ks. Jana Kapicy, powołanego przez metropolitę wrocławskiego, Adolfa kard. Bertrama (1859, Hildesheim – 1945, Javorník) książęco-biskupim delegatem dla obszarów przyznanych Polsce na Górnym Śląsku, któremu przysługiwały prawa wikariusza generalnego, został poproszony o zorganizowanie i prowadzenie akcji trzeźwościowej na polskim Górnym Śląsku.

Jednocześnie w vii.1922 r. objął administrację parafii pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi PannyWielkich Hajdukach (które później, w 1939 r., przyłączone zostały do Chorzowa, stając się jego dzielnicą o nazwie Batory). Parafia powstała wokół założonej w 1873 r. huty, do 1933 r. o nazwie niem. Bismarckhűtte (pl. huta „Bismarcka”), a potem huta „Batory”, istniejącej do dzisiaj. Była więc w pierwszym rzędzie parafią o charakterze robotniczym.

Wkrótce, bo 3.ix.1922 r., podążył za nim jego dawny proboszcz, ks. Wajda - mimo, iż parę miesięcy przedtem został wybrany posłem w Berlinie…

Wielkie Hajduki w plebiscycie głosowały za Rzeszą, a lokalny proboszcz, Niemiec, który w czasie kampanii zaangażował się po stronie niemieckiej, po przyznaniu miasta Rzeczypospolitej wyjechał, dla podobnych powodów, co Józef, tylko w przeciwną stronę, z parafii…

Nowy proboszcz musiał zatem brać pod uwagę znaczącą mniejszość niemiecką w swej parafii. Dlatego też do 1939 r. jedna z Mszy św. niedzielnych odprawiana była dla jego niemieckiej owczarni - po niemiecku. Nie zmieniło się to nawet po 1938 r., gdy w odwecie za politykę Niemiec wobec polskiej mniejszości władze polskie domagały się, by niemieckich parafian pozbawić nabożeństw w ich języku. Józef sprzeciwił się temu, argumentując, że „niemieckojęzyczni parafianie nie mogą odpowiadać za nie swoje winy”…

Mieszany charakter narodowościowy to pierwsza cecha nowej parafii Józefa. Inną stroną była szerząca się propaganda socjalistyczno-komunistyczna…

Swoją praktykę parafialną Józef opierał na encyklice Leona XIII (1810, Carpineto – 1903, Watykan)Rerum Novarum” (pl. Rzeczy nowe”). Wychodził z założenia, że „ani kapitalizm czyli liberalizm, ani socjalizm, ani komunizm, lecz tylko chrystianizm może uzdrowić opłakane stosunki społeczne40-lecie wydania encykliki „Rerum novarum”, rezolucja parafialna, 23.viii.1931 r., i taką postawę zajmował wobec wydarzeń politycznych i społecznych w swojej parafii. Swoim parafianom radził, wobec wyborów parlamentarnych, głosować „wyłącznie na takich kandydatów, którzy swojem przekonaniem i życiem przyznawają się do naszej wiary świętej. Katolik, który by głosował na wrogów naszego kościoła, na socjalistów lub komunistów, popełnia bez wątpienia grzech ciężkiWiadomości parafialne”, 9.xi.1930 r.

Natomiast 27.vi.1937 r., widząc rosnące zagrożenie na wschodzie i zachodzie Rzeczypospolitej, ogłaszał w gazetce parafialnej: „W ostatnim czasie ukazały się w polskim tłumaczeniu dwie encykliki, którymi zainteresować się powinien każdy katolik, ponieważ zawierają pożądany materiał dla uświadomienia katolików o duchu i dążeniach komunizmu i o nowopogańskich dążeniach w Niemczech, celem przestrzeżenia przed błędami szerzonymi na podstawie źle pojętego wszechwładztwa państwa”… Chodziło o dwie, wydane prawie równocześnie, encykliki Piusa XI (1857, Desio – 1939, Watykan), „Mit brennender Sorge” (pl. Z palącą troską”) - o położeniu Kościoła katolickiego w Rzeszy Niemieckiej (14.iii.1937 r.), oraz „Divini Redemptoris” (pl. Boski Zbawiciel”) - o bezbożnym komunizmie (19.iii.1937 r.)…

Szczególną troską otaczał liczne organizacje parafialne – w parafii było ich kilkadziesiąt, zarówno polskich jak i niemieckich - w tym zwłaszcza kongregacje mariańskie młodzieńców i panien oraz Stowarzyszenie Robotników pod opieką św. Józefa.

Zorganizował kino parafialne.

W parafii wychodziły „Wiadomości Parafialne”, jako dodatek „Gościa Niedzielnego”, czasopisma wydawanego od 9.ix.1923 r., początkowo przez Administrację Apostolską Śląska (nie było jeszcze odrębnej diecezji katowickiej na terenach Rzeczypospolitej, która powstała w 1925 r.), zarządzanej przez późniejszego Prymasa Polski, ks. Augusta Hlonda (1881, Brzęczkowice – 1948, Warszawa). W kiosku przykościelnym rozpowszechniano prasę i książki katolickie.

W okresie kryzysu gospodarczego i masowego bezrobocia zorganizował w parafii specjalny komitet pomocy bezrobotnym. Prowadził kuchnię, w której tygodniowo wydawano od 800 do 1000 bonów na chleb i obiady…

Osobiście prowadził też nauki przedślubne. Jak wspominał jego wikariusz, późniejszy kardynał-elekt (zmarł przed konsystorzem), ks. Ignacy Ludwik Jeż (1914, Radomyśl – 2007, Rzym), Józef opowiadał narzeczonym doświadczoną przez siebie historię. Otóż jako młody proboszcz przyjmował kiedyś w kancelarii prośbę o odprawienie Mszy św. na srebrny jubileusz małżeństwa. Gdy ustalonego dnia spotkał starszego pana, ten przedstawił mu swoją żonę: „To jest moja żona. Ja ją przez 25 lat wożę na tym wózku do kościoła, jak tylko mogę”. Józef zdumiał się – „Od 25 lat? Pan mówił, że to dziś wasze srebrne wesele!”. Starszy pan wyjaśnił – „Bo to się zdarzyło tydzień po ślubie. Żona szła do miasta załatwić jakieś sprawunki, przechodziła przez ulicę i jakiś nieostrożny szofer ją potrącił. Upadła, zawieziono ją do szpitala, a gdy wróciła do domu, lekarz powiedział, że kaleką będzie do końca życia: pęknięcie kręgosłupa. I dlatego przez 25 lat wożę ją na wózku do kościoła, jak tylko mogę”.

Narzeczonym Józef mówił: „Nie wiedziałem, jak się zachować. Zdjąłem biret, bo mi się zdawało, że to jednak jakieś bohaterstwo. Młody człowiek, który decyduje się żyć z kaleką i 25 lat dochowuje jej wierności, to nie była taka prosta sprawa. Ale gdy wcześniej, przy ołtarzu ślubował jej, wzywając Boga na świadka, że jej nie opuści aż do śmierci, musiał naprawdę wiedzieć, co robi i jakie to pociągnie za sobą konsekwencje”.

Jednocześnie z rąk ks. Jana Kapicy przejął kierownictwo ruchu abstynenckiego na Śląsku. Przy parafii prowadził poradnię przeciwalkoholową, która służyła zarówno osobom uzależnionym, jak i ich rodzinom. Był pierwszym prezesem powołanego w 1923 r. na Zjeździe Katolickim w Chorzowie, Katolickiego Związku Abstynentów - Okręg Diecezjalny Śląski. Potem wszedł w skład zarządu głównego Związku Katolików Abstynentów „Wyzwolenie”. Jednocześnie był opiekunem Koła Kleryków Abstynentów i prezesował katowickiemu Związkowi Księży Abstynentów. Organizował wystawy przeciwalkoholowe, rozprowadzał tysiące ulotek, prowadził liczne odczyty i wykłady. Wydał nawet „Zbiór pieśni przeciwalkoholowych, religijnych, narodowych i towarzyskich”…

Obejmował coraz bardziej odpowiedzialne stanowiska kościelne. Został radcą duchownym, a w 1926 r. wicedziekanem dekanatu chorzowskiego. Od 1931 r. był jego dziekanem.

W 1932 r. za działalność społeczną i narodową otrzymał Złoty Krzyż Zasługi.

W ciągu 17 lat jego posługi duszpasterskiej w Chorzowie 18 chłopców wybrało powołanie kapłańskie - księży diecezjalnych i zakonnych - a 40 dziewcząt zostało zakonnicami.

Kresem działalności duszpasterskiej Józefa w Chorzowie był niemiecki atak na Rzeczpospolitą 1.ix.1939 r. Żądni zemsty Niemcy wkroczyli na teren Górnego Śląska. Rozpoczęły się masowe represje wobec ludności polskiej, w pierwszym rzędzie inteligencji - tzw. niem. „Intelligenzaktion” (pl. akcja inteligencja”).

Chorzów, zajęty przez okupanta niemieckiego już 3.ix.1939 r., został bezpośrednio przyłączony do Rzeszy, początkowo jako część prowincji niem. Niederschlesien (pl. Dolny Śląsk”), a od 1941 r. jako prowincja niem. Oberschlesien (pl. Górny Śląsk”). Oznaczało to, że Polacy stali się de-facto obywatelami drugiej kategorii…

Pierwsze dni okupacji Józef przeżył w Jędrzejowie, w klasztorze cysterskim, i w rodzinnym domu w Józefce. Potem powrócił do Chorzowa.

Mimo okupacji kontynuował rozpoczęte dzieła. Kończyły się prace nad podziałem znacząco rozrośniętej parafii pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Powstawała nowa, wydzielona z oryginalnej, parafia pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa. Właśnie dobiegał końca pierwszy etap prac nad budową nowego kościoła. W wigilię Bożego Narodzenia, 24.xii.1939 r., z upoważnienia biskupa katowickiego Stanisława Adamskiego (1875, Zielona Góra – 1967, Katowice), Józef dokonał jego poświęcenia. 1.i.1940 r. formalnie powstała nowa parafia…

Nie oznaczało to zmniejszenia obowiązków w starej parafii, której proboszczem pozostawał. Ale posługa ta wkrótce została brutalnie przerwana. Na przełomie i/ii.1940 r. po raz pierwszy został wezwany na posterunek niemieckiej tajnej policji państwowej (niem. Geheime Staatspolizei) - gestapo - i przesłuchany. Austriak prowadzący przesłuchanie radził mu, aby usunął się z parafii… Nie posłuchał…

Niemcy sugerowali mu wyjazd na Dolny Śląsk lub Śląsk Opolski. Odmówił, zdając sobie sprawę z potencjalnych konsekwencji. Jak mówił proroczo ks. Henrykowi Grzondzielowi (1897, Katowice – 1968, Grudzice), przez pewien czas w latach 1930-tych pasterzującemu na Górnym Śląsku, późniejszemu biskupowi pomocniczemu diecezji opolskiej: „do modlitwy i pracy […] musi się dołączyć męczeństwo”…

13.iv.1940 r. został aresztowany.

Wyprowadzono go prosto z konfesjonału i zawieziono na posterunek policji w Chorzowie, a stamtąd na dworzec kolejowy…

Następnego dnia, 14.iv.1940 r., zawieziono go – w transporcie setek Polaków ze Śląska - do niemieckiego obozu koncentracyjnego (niem. Konzentrationslager – KL) Dachau w Bawarii.

Po przyjeździe otrzymał numer obozowy – 22043, który wypisano na białej taśmie, oraz czerwony trójkąt z literą „P”, na określenie więźnia politycznego - Polaka. Polski kapłan, sługa Boży, stawał się niczym, jedynie wpisem w niemieckich księgach ewidencyjnych…

Po miesiącu, 25.v.1940 r., przeniesiono go do obozu koncentracyjnego (niem. Konzentrationslager – KL) Mauthausen-Gusen w Austrii. Tam więźniów zmuszano do katorżniczej pracy w kamieniołomach. Otrzymał wtedy nowy numer obozowy: 3274.

Po pół roku, 8.xii.1940 r., skrajnie wycieńczony, był już do pracy niezdolny - odwiedziono go zatem z powrotem, jako inwalidę, do Dachau, gdzie Niemcy gromadzili polskich kapłanów katolickich z okupowanych terenów Rzeczypospolitej. W tym samym czasie do Dachau przywieziono dużą grupę polskich kapłanów z Wielkopolski i północy Rzeczyspopolitej.

Z obozów napisał 34 listy (pierwsze jeszcze z Mauthausen-Gusen), po niemiecku, bowiem tego wymagali oprawcy, adresowane głównie do siostry, Marty Czempiel (1891, Józefka – 1974, Piekary). Przygotowywał je starannie, mógł to bowiem czynić tylko raz na miesiąc, a niemiecka cenzura ich treść drastycznie kaleczyła…

Pisał głównie do i o rodzinie, szczególnie o matce: „Dziękuję Jej […] za miłość, jaką mi okazywała przez całe życie8.iii.1941 r.. Miesiąc później, wobec pogarszających się warunków obozowych, pisał: „Oby Bóg obdarzył mnie wytrwałością, o którą prosicie dla mnie w modlitwach20.iv.1941 r.

Żył niepokojem o swoją chorzowską parafią. 9.i.1941 r. zanotował: „Często myślę o moich parafianach, za których nie mogę teraz nawet odprawić Mszy św.”. Parafię wspominał rzeczywiście nieustannie: „Często myślałem też o pięknym ogrodzie wokół probostwa, a zwłaszcza, gdy patrzę tutaj na topole włoskie, które są chyba takie duże, jak te w Chorzowie Batorym9.viii.1941 r.. Żył jej życiem i błogosławił jej, ciesząc się, że ”nowy kościół staje się coraz piękniejszy, oby przez swoje piękno coraz więcej dusz Bogiem zachwycał i do Niego z powrotem przyciągał!31.x.1941 r..

Natomiast w liście z 13.xii.1941 r. pojawiły się znamienne słowa tęsknoty, a jednocześnie pokornego poddania woli Bożej: „Jak chętnie chciałbym z Wami w czasie wigilii pośpiewać kolędy, w moim ukochanym kościele parafialnym odprawić Mszę św., a moim kochanym parafianom udzielić błogosławieństwa w czasie bożonarodzeniowej kolędy. Ale Bóg postanowił inaczej, niech się stanie Jego wola”.

Prosił też: „pozostańcie ze mną w modlitewnej łączności, abyśmy, zarówno ja, jak i Wy, przetrzymali te t rudne czasy20.iv.1941 r. i dodawał: „obecne życie jest dla mnie szkołą, a specjalne z naczenie ma dla mnie Kościół i społeczeństwo, to się jeszcze mocniej ukaże w przyszłości, jeżeli Bóg tak zechce25.vii.1941 r.

W Dachau powoli dochodził do siebie po doświadczeniach Mauthausen-Gusen. Od 22.i.1941 r. polscy kapłani przetrzymywani w Dachau mieli nawet dostęp do kaplicy i mogli tam odprawiać Mszę św. Trwało to aż do tzw. apelu pokuty” 15.ix.1941 r., gdy odmówili wpisania na tzw. listę volksdeutschów, i nie wyparli się polskości i godności kapłańskiej. Dwa dni później cofnięto im wszelkie udogodnienia, zaczęto zmuszać do jeszcze cięższej pracy, odebrano im prawo do otrzymywania paczek, oraz – co było najbardziej uciążliwe - odebrano „przywilej” korzystania z kaplicy…

25.i.1942 r. pisał: „Módlcie się za mnie, aby dobry Bóg nadal mnie wspomagał”. Musiał być już wtedy zupełnie wyczerpany. Głodowe racje żywnościowe, katorżnicza praca odbiły się na jego zdrowiu. „Uchodzę za inwalidę i dlatego jestem zwolniony od pracy już od kilku miesięcy” – wyjaśniał. Oznaczało to, że już od ix.1941 r. znajdował się w tzw. baraku inwalidów” (później na pewien czas jeszcze raz został z niego wyłączony)…

 […] uczucie ciągłego głodu i słabości, oglądanie się z żalem, czemu te kamienie nie są kawałkami chleba. […] Ludzie jedli najgorsze rzeczy, aby napełnić czymś swój żołądek. […] Kawałek chleba porzucony przez dziecko na ulicy był przysmakiem albo wykradzione z psiej miski kawałki skórek chleba lub z klatki króliczej. Nawet garść owsa zabrana po kryjomu z kurnika była przysmakiem. Zapominać kazała choć na chwil kilka o głodzie. A śmierć się zbliżała, okazywało to powolne puchnięcie od stóp, jeżeli doszło do brzucha, już koniec, nie było ratunku […]. Tułów wychudzony, a nogi grube i ciężkie, w ciężkich buciorach ledwie się wlokące” – tak wspominał swoje przeżycia w Dachau jeden z kapłanów, ks. Franciszek Mączyński (1901, Pacyn – 1998, Rzym), późniejszy rektor Polskiego Papieskiego Instytutu Kościelnego w Rzymie…

iii.1942 r. Niemcy zaczęli ogłaszać, że starsi i inwalidzi mogą „zgłaszać się na wyjazd do obozu specjalnego”, o mniejszym rygorze. Po obozie zaczęły krążyć listy wyznaczonych do wyjazdu. Znajdował się na nich i Józef. Miał pełną świadomość tego, co to mogło oznaczać…

Jeszcze miał nadzieję, jeszcze – w Wielkanoc 1942 r. – pisał: „Święta przeżyję w duchu z Wami, a szczególnie z parafianami. […] O, gdybym mógł z Wami jak najprędzej Alleluja śpiewać!3.iv.1942 r..

17.vi.1942 r., z „baraku inwalidów”, wysłał list-testament: „Zdobyłem się na przekonanie, że dokonuje się na mnie nic innego jak wola Boża i dlatego nie mogę Mu za to nie być dostatecznie wdzięczny. Także mój los w przyszłości zależy zupełnie i całkowicie od Niego”. W ostatnim liście pisał o tym, co stanowiło treść jego życia – modlitwie, wspominając swoją rodzinę, w szczególności matkę, która jeszcze wówczas żyła: „Módlcie się za mnie, ja także Was Bogu co dzień polecam; szczególnie myślcie o mnie podczas pięknego nabożeństwa majowego1.v.1942 r..

Wywieziono go z Dachau 4.v.1942 r. Dzień wyjazdu zapamiętał ks. Antoni Brzóska (1913, Katowice-Załęż – 1994, Radoszowy), śląski kapłan, z którym Józef przyszedł się pożegnać. Powiedzieć miał wówczas: „Zostańcie z Bogiem, pozdrówcie mi moich parafian w Hajdukach, ja jadę na śmierć - jeżeli taka jest wola Boska”. Następnie uścisnęli sobie dłoń. Józef spojrzał spokojnie ks. Brzósce w oczy, po czym odszedł…

Pociągi z „ochotnikami” wyjeżdżały w kierunku Austrii i zatrzymywały się na stacjach w Mauthausen albo w Linzu. Stamtąd przewożonych upakowywano do samochodów dostawczych i kierowano w stronę Hartheim k. Linzu. Hertheim było jednym z miejsc, w których Niemcy dokonywali eutanazji - eksterminacji osób chorych psychicznie i niepełnosprawnych - w ramach tzw. Aktion T4 (pl. akcja T4).

Krótki przejazd wystarczał: celem nie było „letnisko”, ale krematorium, a samochód nie wozem dostawczym a komorą gazową…

Prawdopodobnie w takim wozie Józef został 4.v.1942 r. zagazowany.

Akcja” zajęła 5 do 7 minut. Zwłoki spalono w krematorium…

Niemcy, jak zawsze skrupulatni, wystawili Józefowi oficjalne świadectwo śmierci – z „powodów naturalnych – na katar kiszek” - podając jako jego datę 19.vi.1942 r.…

O śmierci powiadomili parafię. Po otrzymaniu informacji ówczesny wikariusz parafi i pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, Ignacy Jeż, mimo ostrzeżeń, odprawił Mszę św. za zmarłego. Parę dni później został przez niemieckie gestapo aresztowany i znalazł się w Dachau…

13.vi.1999 r. w Warszawie Jan Paweł II beatyfikował Józefa w gronie 108 polskich męczenników II wojny światowej.

6.vi.1979 r. w Częstochowie, podczas swojej pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny, Jan Paweł II mówił do pielgrzymów z Górnego Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego, o ich ziemi rodzinnej:

Jest to ziemia wielkiej pracy i wielkiej modlitwy. Jedna z drugą ściśle zespolona w całej tradycji waszego ludu, którego najczęstszym pozdrowieniem są słowa: ‘Szczęść Boże’ — jest to jeden z najwspanialszych skrótów, jakie istnieją we wszystkich językach świata: dwa słowa łączące pamięć o Bogu z odniesieniem do ludzkiej pracy.

Wypada mi dzisiaj błogosławić Bożą Opatrzność, dziękując za to, że na tej waszej ziemi ogromny rozwój przemysłu, rozwój ludzkiej pracy, poszedł w parze z budową kościołów, tworzeniem parafii, pogłębianiem i umacnianiem wiary. Że nie związał się z dechrystianizacją (jak to często bywało w różnych rejonach Europy), z rozdarciem tego przymierza, jakie w duszy ludzkiej winny zawierać z sobą praca i modlitwa. Wedle starego, mądrego benedyktyńskiego hasła ‘módl się i pracuj’, które wytyczyło dzieje całej kultury europejskiej. Modlitwa bowiem, która w każdą ludzką pracę wnosi odniesienie do Boga StwórcyOdkupiciela, równocześnie przyczynia się do pełnego 'uczłowieczenia' pracy. Nasz czwarty wieszcz, Cyprian Kamil Norwid, powie jeszcze więcej — że: ‘Praca na to jest … by się zmartwychwstało’. […]

I wołał:

Ludzie wielkiej, ciężkiej, gigantycznej pracy ze Śląska, z Zagłębia, a także z całej Polski! Nie dajcie się uwieść pokusie, że człowiek może odnaleźć siebie, wyrazić siebie, odrzucając Boga, wykreślając modlitwę ze swego życia, pozostając przy samej tylko pracy w złudnej nadziei, że same jej wytwory bez reszty nasycą wszystkie p otrzeby ludzkiego serca. »Nie samym bowiem chlebem żyje człowiek«!por. Mt 4, 4.

Już wtedy miał pewnie przed oczami postać Józefa Czempiela i jemu dziękował za ogrom włożonej pracy. I w nim widział przykład tego, kto był żywym dowodem na to, że »nie samym chlebem żyje człowiek«…

Pomódlmy się litanią do 108 błogosławionych męczenników:

Popatrzmy na filmik o kościele pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Chorzowie, której długoletnim proboszczem był Józef Czempiel:

  • KOŚCIÓŁ pw. WNIEBOWZIĘCIA NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY: Chorzów-Batory; źródło: www.youtube.com

Popatrzmy także na film o kościele pw. św. Józefa w Rudzie Śląskiej, gdzie wikariuszem był Józef Czempiel:

  • KOŚCIÓŁ pw. św. JÓZEFA: Ruda Śląska; źródło: www.youtube.com

Obejrzyjmy też film (po angielsku) o obozie w Dachau (cz. I):

  • DACHAU: cz. I; źródło: www.youtube.com

Pochylmy się nad słowami Jana Pawła II6.vi.1979 r. w Częstochowie:

a także nad homilią beatyfikacyjną Jana Pawła II13.vi.1999 r. w Warszawie:

Popatrzmy na mapę życia błogosławionego:

  • GoogleMap

Opracowanie oparto na następujących źródłach:

polskich:

norweskich:

włoskich: