bł. ZYGMUNT PISARSKI
(1902, Krasnystaw - 1943, Gdeszyn)
męczennik
patron: porozumienia polsko-ukraińskiego
wspomnienie: 30 stycznia
Urodził się 24.iv.1902 r. w Krasnymstawie. Był jednym z trojga dzieci murarza Stanisława i Władysławy z Banaszkiewiczów.
Dzieciństwo i wczesne lata szkolne spędził w rodzinnym mieście.
Ok. 1918 r. wyjechał do Włocławka, gdzie ukończył gimnazjum im. św. Piusa X. Mniej więcej w tym samym czasie, w klasie o rok wyższej, do tej samej szkoły – w zasadzie niższego seminarium duchownego, czyli szkoły średniej dla chłopców, którzy pragnęli w przyszłości zostać księżmi – uczęszczał Stefan Wyszyński (1901, Zuzela - 1981, Warszawa), późniejszy Prymas Polski.
Następnie Zygmunt powrócił na lubelszczyznę, do rodzinnej ziemi, i wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Lublinie (dziś Metropolitalne Seminarium Duchowne).
Tam wyróżnił się wyjątkową sumiennością i pracowitością. Uważany był za wzorowego alumna. Pewnie dlatego też – choć nie osiągnął jeszcze przewidzianego prawem kanonicznym wieku - uzyskał specjalną dyspensę i 27.vi.1926 r. przyjął, z rąk Adolfa Józefa Jełowickiego (1863, Warszawa – 1937, Lublin), lubelskiego biskupa pomocniczego, święcenia kapłańskie w Lublinie.
Kapłaństwo rozpoczął od pracy wikariusza kolejno w parafiach pw. św. Stanisława Biskupa i Męczennika w Modliborzycach (przez pewien czas nawet, w związku ze śmiercią proboszcza, ją administrował i w tym czasie wystąpił z propozycją powołania jej filii w Polichnie - dziś parafii pw. św. Jana Marii Vianneya) i pw. św. Michała Archanioła w Soli (erygowanej w 1919 r.). W każdej z nich posługiwał przez ok. rok.
W 1928 r. bp Marian Leon Fulman (1864, Stare Miasto – 1945, Lublin) powierzył mu zadanie poprowadzenia nowo erygowanej (w tymże 1928 r.) parafii pw. św. Jozafata w Zamchu. Ponieważ w budynku miejscowej plebanii mieściła się szkoła, zamieszkał u jednego z tamtejszych gospodarzy. Zajął się remontem i adaptacją po-unickiej świątyni (zamienionej w 1875 r., w związku z likwidacją kościoła unickiego przez zaborcze władze carskie, na prawosławną, która po 1918 r. przestała funkcjonować; świątynia owa spłonęła w 1941 r.), budową ogrodzenia cmentarza i rozpoczął starania o ożywienie życia religijnego w parafii.
Napotkał wiele barier i problemów, nie tylko z wiązanych z problemami narodowościowymi i religijnymi. W tym przypadku istotniejsze stały się konflikty społeczne. Piętnując publicznie postępowanie dziedzica, który za pracę płacił chłopom alkoholem, popadł w konflikt i z dziedzicem i z bogatszymi chłopami. Zamieszkał w bocznej kruchcie kościoła…
W rezultacie w Zamchu służył krótko i w 1930 r. został mianowany proboszczem parafii pw. św. Jana Chrzciciela w Trzęsinach k. Szczebrzeszyna, erygowanej w 1922 r. Pomówienia i nieżyczliwe opinie z Zamchu dotarły wszelako w ślad za nim, a miejscowi parafianie okazali się równie nieżyczliwi.
Pamiętać należy, że były to (i są do dzisiaj!) ziemie zamieszkałe przez ludność katolicką praktykującą zarówno w rycie rzymskim jak i unickim, a od czasów rosyjskiego zaboru, na skutek intensywnej polityki rusyfikacyjnej, także prawosławną. Rosyjska polityka carska, lubowała się w praktykowaniu strategii „dziel i rządź”, napuszczając na siebie zamieszkujących te tereny ludzi. Czyniono to między innymi poprzez interwencje w sprawy religijne – zabierano jednym (na przykład unitom, czy katolikom) a dawano drugim (na przykład prawosławnym czy katolikom) świątynie zbudowane wysiłkiem danej wspólnoty, a kapłanów jakże często wyrzucano z parafii czy zsyłano na Syberię. Tak więc na konflikty o charakterze osobowościowym nakładały się nieporozumienia religijne. Między ludźmi, mieszkańcami tych ziem, rosły mury niezrozumienia, przepaście nie do przebycia…
Krótki antrakt polskiej niepodległości w 20-leciu międzywojennym XX w. tych zadawnionych problemów nie rozwiązał. W wielu miejscach nawet je pogłębił. I tak w Trzęsinach pojawił się nieprzychylny dla Zygmunta donos i dziekan szczebrzeszyński zmuszony został do rozpatrzenia sprawy. Rozstrzygnięcie oparło się o samego bpa Fulmana. Zygmunt został oczyszczony, ale dalsza praca jako proboszcza nie okazała się możliwa…
Zdążył jeszcze nabyć na potrzeby wiernych stacje Drogi Krzyżowej, obrazy Serca Jezusa i Serca Maryi, figurę św. Franciszka, sygnaturkę, krzyż do zakrystii…
Po około półtorej roku, w początkach 1932 r. Zygmunt został mianowany administratorem parafii pw. św. Michała Archanioła w Perespie, erygowanej w 1919 r., również powstałej z dawnej parafii unickiej, zamienionej, po przymusowej kasacie kościoła unickiego przez Rosjan po upadku powstania styczniowego, na parafię prawosławną. Po uzyskaniu niepodległości przez Rzeczpospolitą w 1918 r. prawosławna parafia zakończyła działalność a na jej miejscu powstała parafia katolicka…
Tam też pracował krótko i 1.ix.1933 r. objął, jako proboszcz, powstałą w 1922 r. po-unicką parafię pw. Wniebowzięcia NMP, w Gdeszynie.
Okazał się człowiekiem potrafiącym – a przynajmniej starającym się - jednać ludzi różnych wyznań (kościoła katolickiego – rzymskiego i unickiego rytu, prawosławia, a nawet judaizmu) i narodowości, czerpiąc siłę ze swojej wiary.
Nądrością i dobrocią przyciągał nawet dzieci żydowskie…
Aktywizował życie społeczności lokalnej jako katecheta, przez organizacje Akcji Katolickiej, Żywego Różańca, Wspólnoty Franciszkańskiej – czyli Franciszkańskiego Zakonu Świeckich potocznie zwanego tercjarzami, Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży i zakładając Apostolstwo Dobrej Śmierci. „Pracę duszpasterską prowadził systematycznie i […] dokładnie. Zwracał baczną uwagę na moralne wychowanie młodzieży. Nie wszystkim się to podobało […] Pracował gorliwie ze wszystkich sił swoich. Nie był kapłanem przeciętnym albo szukającym kompromisu […] Był jednak kapłanem Bożym i pracę swoją wykonywał solidnie tak, jak rolnik, który orze ziemię pod zasiew", tak wiele lat później ocenił jego pracę bp Edmund Ilcewicz (1924, Grodno – 1981, Lublin), sufragan lubelski.
Po wybuchu II wojny światowej Zygmunt pozostał – mimo wielu zagrożeń: Gdeszyn znalazł się wszak na pograniczu zaborów niemieckiego i rosyjskiego, a po upadku państwowości polskiej uaktywnili się nacjonaliści ukraińscy – w parafii ze swoją owczarnią.
Najbardziej cierpiał ze strony tych ostatnich, ukraińskich nacjonalistów, którzy poczuli – w szczególności w zaborze niemieckim – że ich czas nadszedł. W wielu miejscach powołano nawet policję – niemiecko-ukraińską…
W Gdeszynie, po wybuchu w 1941 r. wojny dwóch totalitarnych reżimów i zaborców, rosyjskiego i niemieckiego, Ukraińcy zabrali rzymskim katolikom kościół i urządzili w nim cerkiew prawosławną. Zygmunt zaczął więc odprawiać nabożeństwa na plebanii.
Próbowano go z niej wyrzucić: „Ukraińcy założyli na ręce czerwone opaski i wtargnęli do budynku. Towarzyszył im pop. Targał ze sobą bagaże, gotowy zająć miejsce księdza. Polskie kobiety nie dały. […] stanęły murem i nikogo do środka nie wpuściły”, relacjonowała jedna z mieszkanek GdeszynaTeresa Pyź, z d. Tokarz.
Mimo tego, że wybijano mu okna i straszono, nie zaprzestał posługi duszpasterskiej. Wielką troską i uczuciem otaczał dzieci, nie tylko zresztą rzymsko-katolickie, i starał się pomagać najuboższym. Często byli nimi sami Ukraińcy…
W xi.1942 r. rozpoczęły się na Zamojszczyźnie, w ramach niemieckiego tzw. Generalnego Planu Wschodniego, wysiedlenia Polaków, które w sumie objęły 110 tys. osób. Niemcy zaczęli wywierać naciski także na Zygmunta. Życzliwi parafianie radzili księdzu wyjechać. „Jak ja mogę opuścić swoje owieczki?”, usłyszeli w odpowiedzi…
25.i.1943 r. I kompania dywersji bojowej Obwodu AK Hrubieszów dowodzona przez Franciszka Krakiewicza „Górala” wykonała akcję odwetową na zasiedloną Niemcami wieś Cieszyn, w ramach tzw. powstania zamojskiego, czyli obrony Zamojszczyzny przed niemieckimi wysiedleniami.
Represje były błyskawiczne. Ślady doprowadzić miały Niemców do GdeszynaBolesław Kłębukowski, „Walki w obwodzie hrubieszowskim” i 30.i.1943 r. dwie wsie: Gdeszyn i Gdeszyn-kolonia stały się obiektem akcji pacyfikacyjnej. Miała ona na celu, jak wszystkie tego typu operacje niemieckie, zarówno poszukiwanie polskich partyzanckich czy sterowanych przez Rosjan grup komunistycznych, jak i – a może przede wszystkich – zastraszenie okolicznej ludności polskiej.
Niemiecki lotny oddział, tzw. Rollcommando, otoczył obie wsie kordonem, od zachodu i północy. Na plebanię, gdzie była urządzona kaplica, weszli w momencie, gdy Zygmunt kończył odprawianie Mszy świętej. Plebania była już obstawiona przez młodych Ukraińców (17-44 lat), przekonanych, że nastąpi wysiedlenie Polaków. Zgromadzić ich miał ukraiński sołtys, pod pretekstem sprawdzania dokumentów…
Organista, który zauważył podchodzących Ukraińców i podjeżdżających Niemców namawiał Zygmunta do ukrycia się, twierdząc, że grozi mu niebezpieczeństwo. Kapłan odmówił, mówiąc: „trudno, wola Boża”…
Już na plebanii Zygmunt został pobity. Ściągnięto z niego szaty liturgiczne i wyprowadzono na zewnątrz.
Gdy wyszedł miał posiniaczoną twarz. Wobec zgromadzanych pytano go o „komunistów” (Niemcy wszystkich przeciwników uznawali za „komunistów”, tak naprawdę ścigając polską AK) i tych, którzy „wypędzili go z kościoła”, czyli ukraińskich nacjonalistów. Zygmunt stanowczo zaprzeczał, by miał na ten temat jakąkolwiek wiedzę. Stwierdził, że „są tu jedynie moi parafianie. Nie znam żadnych komunistów”. W odpowiedzi, wyprowadzony z równowagi spokojem kapłana, jeden z Niemców uderzył go rękojeścią pistoletu w policzek i głowę. Gdy kolejne pytania rozpłynęły się w milczeniu na aresztowanego padły kolejne ciosy…
Niemcy wybrali więc spośród zgromadzonych kilkunastu młodych mężczyzn, zarówno Polaków jak i zaskoczonych Ukraińców i poprowadzili ich, wraz z Zygmuntem, w kierunku lasu.
Kilkaset metrów dalej, naprzeciwko domu niejakiego Kaliszczuka, który przewodził nacjonalistycznie nastawionym Ukraińcom i był osobą, która zabrała klucze od kościoła, ponownie próbowano zmusić kapłana do wskazania swoich prześladowców i partyzantów. „Wskaż bandytę, który zabrał ci klucze! Jeśli tego nie uczynisz, zginiesz jak pies!”, wrzeszczano.
Milczał. I wtedy któryś z Niemców strzelił mu w plecy…
Zygmunt upadł. Jak później zgodnie relacjonowali świadkowie (także Ukraińscy, m.in. Iwan Kucharuk), już leżąc uczynił znak krzyża udzielając rozgrzeszenia wszystkim obecnym, i swym parafianom, Polakom, Ukraińcom i Niemcom, swym katom…
Gdy próbował się podnieść Niemcy strzelili mu w głowę…
Następnie, na oczach parafian, w tym także małych dzieci, otworzyli ogień do pozostałych zatrzymanych mężczyzn. Zginęło 23 mieszkańców Gdeszyna, 6 Polaków i 23 Ukraińców. Rannych dobijano bagnetami. Dwóm udało się uciec…
Ciała Zygmunta i pozostałych ofiar, na rozkaz Niemców, aż do następnego dnia leżały w miejscu egzekucji. Tego dnia zwłoki kapłana przeniesiono na plebanię, gdzie modlili się przy nim i Polacy i Ukraińcy…
Pochowano go na miejscowym cmentarzu. W krótkiej ceremonii wzięło udział 7 osób…
Nie byli to jednakże wszyscy, którzy Zygmunta zapomnieć nie mogli. Tuż po wypędzeniu Niemców na miejscu męczeńskiej śmierci swego duszpasterza, w pobliżu kościoła, mieszkańcy Gdeszyna postawili krzyż, do którego przybili tabliczkę z napisem: „Posłuszny na głos serca i obowiązku kapłańskiego oddał życie za nieprzyjaciół Ukochanej Ojczyzny”.
24.vii.1948 r. odbyło się w kościele w Gdeszynie nabożeństwo żałobne w intencji śp. ks. Pisarskiego i poświęcenie nagrobka na jego mogile. Umieszczono na nim napis: „Ofiarą swojego życia innym życie ocalił”. Uroczystościom przewodniczył kolega Zygmunta z gimnazjum Włocławskiego, ówczesny biskup lubelski Stefan Wyszyński, który miał wówczas westchnąć: „Taką śmiercią chciałbym umrzeć!”
Beatyfikowany został przez Jana Pawła II w Warszawie 13.vi.1999 r. w grupie 108 polskich męczenników II wojny światowej.
Trochę wcześniej, 2.vi.1991 r., podczas wizyty w Lubaczowie, Jan Paweł II mówił w prokatedrze: „Tu, na tym miejscu, trzeba w sposób szczególny prosić Pana dziejów przez pośrednictwo świętych patronów Polski, Litwy i Rusi, aby to dobro, które łączy, zawsze okazywało się mocniejsze od wszystkiego, co w ciągu dziejów, a zwłaszcza w czasach ostatnich, różniło i dzieliło - czasem aż do przelewu krwi. I niech na to wszystko - na całą naszą teraźniejszość i przyszłość - nadal patrzą macierzyńskie oczy Maryi z Jej starożytnego obrazu w katedrze lwowskiej, gdzie król Jan Kazimierz po doświadczeniach 'potopu' składał swe historyczne śluby w 1656 r.”
Taką daninę krwi złożył też bł. Zygmunt Pisarski, udowadniając, że „dobro, które łączy, […] [jest] silniejsze od wszystkiego, co […] różni i dzieli”…
W 2000 r. na placu poświęconym w 1999 r. (tuż po beatyfikacji) przez bpa Mariusza Leszczyńskiego (ur. 1957, Horyniec), sufragana zamojsko-lubaczowskiego, ruszyły prace budowlane nad nową świątynią. Po pięciu latach została wykończona. Ma ona w zamiarze być świątynią pojednania polsko ukraińskiego. Po przeniesieniu z miejscowego cmentarza prochów bł. Zygmunta do sarkofagu w kościele stanie się domem modlitwy o pojednanie narodów Polski i Ukrainy. Jednocześnie stanie się miejscem ekumenicznej modlitwy i spotkań wyznawców religii chrześcijańskiej dawnych i dzisiejszych Kresów Wschodnich. Będzie tam także niewielkie muzeum przechowujące pamiątki po bł. Zygmuncie…
Pomódlmy się litanią do 108 błogosławionych męczenników:
Obejrzyjmy krótki filmik o polskich świętych i błogosławionych, wyniesionych na ołtarze przez Jana Pawła II:
Pochylmy się nad słowami Jana Pawła II z 6.vi.1991 r. w Lubaczowie:
a także nad homilią beatyfikacyjną Jana Pawła II z 13.vi.1999 r. w Warszawie:
Opracowanie oparto na następujących źródłach:
polskich:
norweskich:
włoskich: