MATKA BOŻA CZĘSTOCHOWSKA: kościół św. Zygmunta, Słomczyn; źródło: zbiory własneMATKA BOŻA NIEUSTAJĄCEJ POMOCYLOGO PORTALU

Rzymskokatolicka Parafia
pod wezwaniem św. Zygmunta
05-507 Słomczyn
ul. Wiślana 85
dekanat konstanciński
m. i gm. Konstancin-Jeziorna
powiat Piaseczno

św. ZYGMUNT: kościół św. Zygmunta, Słomczyn; źródło: zbiory własneśw. ZYGMUNT: XIX w., feretron, kościół św. Zygmunta, Słomczyn; źródło: zbiory własne

Valid XHTML 1.0 Strict

108 polskich męczenników II wojny św.
tutaj

bł. ANTONI ŚWIADEK
1909, Pobiedziska – ✟ 1945, Dachau
męczennik

patron: Bydgoszczy

wspomnienie: 25 stycznia

wszyscy nasi święci
tutaj

Łącza do ilustracji (dzieł sztuki) związanych z błogosławionym:

  • bł. ANTONI ŚWIADEK
obraz współczesny
źródło: panipobiedzisk.pl
  • bł. ANTONI ŚWIADEK; źródło: www.ppps.cen.bydgoszcz.pl
  • bł. ANTONI ŚWIADEK; źródło: www.santiebeati.it
  • bł. ANTONI ŚWIADEK: tablica pamiątkowa, kaplica 108 męczenników, Pobiedziska-Letnisko; źródło: www.wtg-gniazdo.org
  • bł. ANTONI ŚWIADEK: 2000, tablica pamiątkowa, Gimnazjum i Liceum im. Piotra Skargi, Kępno; źródło: /www.kepnosocjum.pl
  • MĘCZENNICY BYDGOSCY - ks. kan. JÓZEF SZULC, wikariusz JAN JAKUBOWSKI, wikariusz STANISŁAW KOPEĆ, bł. ANTONI ŚWIADEK: 1948, tablica pamiątkowa, katedra, Bydgoszcz; źródło: commons.wikimedia.org
  • KATEDRA św. MARCINA i MIKOŁAJA: Bydgoszcz; źródło: /www.katedrabydgoska.pl
  • KOŚCIÓŁ św. STANISŁAWA BISKUPA i MĘCZENNIKA: Siernieczki, Bydgoszcz; źródło: picasaweb.google.com
  • ARBEIT MACHT FREI: KL Dachau; źródło: www.flickr.com
  • CHRYSTUS wśród 108 POLSKICH MĘCZENNIKÓW - BAJ, Stanisław (ur. 1953, Dołhobrody), 1999, obraz beatyfikacyjny, Licheń; źródło: picasaweb.google.com
  • KAPLICA 108 MĘCZENNIKÓW II WOJNY ŚWIATOWEJ - Licheń; źródło: www.lichen.pl
  • MĘCZENNICY II WOJNY ŚWIATOWEJ - PIETRUSIŃSKI Paweł (), pomnik, 2004, brąz, granit, wys. 190 cm (z cokołem 380 cm), kościół św. Jana Chrzciciela, Szczecin; źródło: www.szczecin.pl
  • 108 POLSKICH MĘCZENNIKÓW - witraż, Kaplica Matki Bożej, Świętych i Błogosławionych Polskich, kościół św. Antoniego Padewskiego, Lublin; źródło: www.antoni.vgr.pl
  • POCHÓD 108 POLSKICH MĘCZENNIKÓW II WOJNY ŚWIATOWEJ - ŚRODOŃ, Mateusz (), w trakcie tworzenia, kaplica Muzeum Powstania Warszawskiego, Warszawa; źródło: www.naszglos.civitaschristiana.pl
  • 108 POLSKICH BŁOGOSŁAWIONYCH MĘCZENNIKÓW - witraż, Sanktuarium Matki Bożej Zawierzenia, Tarnowiec; źródło: www.sanktuariumtarnowiec.parafia.info.pl

Urodził się w 27.iii.1909 r. w Pobiedziskach, wsi naówczas należącej do tzw. niem. Pro­vinz Posen (pl. Prowincja Poznańska), części składowej niem. Königreich Preußen (pl. Królestwo Prus), kraju związkowego Cesarstwa Niemieckiego — czyli w zaborze pruskim — dziś w województwie wielkopolskim.

Był synem kołodzieja — czyli rzemieślnika zajmującego się wyrobem drewnianych wozów, sań i części do nich, głównie kół, zawodu dziś w zasadzie nie istniejącego — Władysława i Władysławy, z domu Mieleszyńskiej.

W Pobiedziskach też, zapewne w kościele farnym pw. św. Michała Archanioła, został ochrzczony…

Niedługo po urodzeniu rodzice przenieśli się do Kępna i tam spędził lata dziecinne i młodzieńcze.

Uczęszczał do Państwowego Gimnazjum w Kępnie — dziś Liceum Ogólnokształcącego Nr I im. mjra Henryka Sucharskiego. Dał się poznać jako uczeń aktywny: udzielał się w Sodalicji Mariańskiej (łac. Congregatio Mariana), czyli katolickiego stowarzyszenia świeckich pragnących łączyć życie chrześcijańskie ze studiami, której został pierwszym prezesem, oraz w harcerstwie.

W 1928 r. złożył egzamin dojrzałości.

Zaraz po maturze zgłosił się do seminarium duchownegoPoznaniu. Przyjęto go: jego prefekt gimnazjalny ks. Feliks Kwade (ur. 1900 – zm. Szczecin), wystawił mu opinię wzorowego ucznia…

Ojcem duchowym seminarium był wówczas ks. Michał Kozal, późniejszy biskup i błogosławiony, który miał wielki wpływ na duchowość swoich wychowanków, w tym Antoniego.

Wiele lat później koledzy z czasów seminaryjnych zapamiętali w szczególności jego pracowitość, pobożność i … silny charakter. Dużo wobec siebe wymagał, będąc wyrozumiałym wobec błędów innych. Nie zapamiętano go wszelako z jakiś nadzwyczajnych zdolności…

10.vi.1933 r., w jednym z najstarszych polskich kościołów i najstarszej, bo pocho­dzącej z 968 r., polskiej katedrze, położonej na wyspie Ostrów Tumski na Warcie w Poznaniu, czyli katedrze pw. św. Apostołów Piotra i Pawła, przyjął — z rąk Prymasa Augusta kard. Hlonda (1881, Brzęczkowice – 1948, Warszawa) — święcenia kapłańskie.

Tego samego roku został wikariuszem w bydgoskim farnym kościele pw. św. Marcina i Mikołaja (dziś katedra diecezji bydgoskiej).

Pełnił obowiązki kapelana harcerskiego i wojskowego. Udzielał się zwłaszcza w harcerstwie — nawiązując tym samym niejako do czasów gimnazjalnych — m.in. jeździł z młodzieżą na obozy, zajmując się kształtowaniem jej charakterów i sumień…

W 1937 r. został przydzielony jako substytut (sprawujący, w zastępstwie, powinności proboszcza) do kościoła filialnego pw. św. Stanisława Biskupa w Bydgoszczy, na przedmieściu Siernieczek, formalnie pozostając wikariuszem kościoła farnego, z zadaniem zorganizowania parafii.

Szybko zdobył szacunek nowej owczarni. Ze szczególnym zamiłowaniem pracował wśród dzieci i młodzieży. Zorganizował duże zespoły „Krucjaty Eucharystycznej”, dzieła św. Urszuli Ledóchowskiej (zgromadził w nich ok. 1.5 tys. dzieci!). Urządzał z nimi i dla nich przedstawienia teatralne.

W latach 1937‑1939 wybudował plebanię przy kościele.

Po najeździe Niemiec na Polskę we wrześniu 1939 r. dobrowolnie zgłosił się do wojska (zapewne był to jeden z oddziałów Armii Pomorze, choć autorowi niniejszego opracowania nie udało się tego zweryfikować) i został kapelanem. Nie wiadomo jak wyglądał szlak bojowy jednostki, do której go przypisa­no (na przykład, nie wiadomo, czy wziął udział w bitwie nad Bzurą?) — wiadomo, że pozostał z nią do końca, czyli do rozwiązania.

W jakiś sposób uniknął też internowania. Wiadomo, że przez pewien czas pracował w szpitalu dla polskich jeńców, choć nie wiadomo gdzie. Później powrócił do Bydgoszczy, szczególnie naznaczonej w pierwszych miesiącach okupacji terrorem niemieckim — w ciągu pierwszych czterech miesięcy okupacji Niemcy zamordowali w tajnych lub publicznych egzekucjach około 5000 osób, z czego od 1500 do 1900 pochodziło z samej Bydgoszczy. Jednym z nich był inny wikariusz parafii farnej w Bydgoszczy, ks. Jan Jakubowski (1910 – 1939, Bydgoszcz)

Zrządzeniem Opatrzności udało mu się w Bydgoszczy, pod niemiecką okupacją, włączonej bezpośrednio do Niemiec w ramach niem. Regierungsbezirk Bromberg (pl. rejencja Bydgoszcz), należącej do niem. Reichsgau Danzig–Westpreußen (pl. Okręg Rzeszy Gdańsk–Prusy Zachodnie), przeżyć prawie trzy lata. Przetrwał, mimo iż przy­wódca owej prowincji, czyli niem. gaulaiter (pl. naczelnik okręgu), niemiecki zbrodniarz Albert Maria Forster (1902, Fürth – 1952, Warszawa), realizował politykę wedle której „kto należy do narodu polskiego, musi zniknąć. Najzaszczytniejszym dla [Niemców] zadaniem jest uczynienie wszystkiego, aby każdy przejaw polskości zginął bez reszty”.

Więcej: W okupacyjnych warunkach kontynuował polską działalność duszpasterską. Wbrew nakazom władz hitlerowskich, aby wszystkie obrzędy liturgiczne sprawowane były po niemiecku, podczas nabożeństw i pogrzebów często posługiwał się językiem polskim. Spowiadał po polsku, przygotowywał potajemnie po polsku dzieci do pierwszej Komunii Świętej.

Opiekował się też ubogimi, w szczególności rodzinami z małymi dziećmi — własnej matce miał nawet odebrać kawałek mydła, by zanieść go potrzebującym — oraz spotykał z młodzieżą, którą znał z poprzedniej pracy w organizacjach…

Ta działalność w końcu zwróciła uwagę Niemców. Zadenuncjowany przez jedną z mieszkanek Siernieczek (o polskim nazwisku), której spowiedzi wysłuchał po polsku, został latem 1942 r. aresztowany przez gestapo i osadzony w bydgoskim więzieniu. Tam potraktowano go szczególnie brutalnie, m.in. zmuszając do pchania ciężkich wózków załadowanych piaskiem, w rezultacie czego zachorował na przepuklinę (łac. hernia)

7.x.1942 r. wywieziono go do niemieckiego obozu koncentracyjnego (niem. Kon­zentrationslager) Dachau, gdzie oznaczono go numerem 37193 — wymalowanym na trójkątnej naszywce, tzw. winklu, noszonym na obozowym ubraniu, czyli pasiaku — i umieszczono w specjalnym więziennym bloku dla polskich katolickich kapłanów, zwanym niem. Priesterblock”…

W obozie przebywał już wówczas m.in. jego dawny ojciec duchowny z seminarium, bp Kozal, który odszedł do Pana w 1943 r. (beatyfikowany w 1987 r.), a także przyjaciel z czasów seminaryjnych ks. Wacław Kamiński (1906, Kościeszki/Rzeszyn – 1984, Gąsawa).

Nie było gorszego miejsca na ziemi” — tak wiele lat po wojnie określił Dachau misjonarz i apostoł trędowatych, o. Marian Żelazek (1918, Palędzie – 2006, Puri, Indie) — „panowało bestialstwo, śmierć i głód”.

Do KL Dachau przybył, gdy kończył się najgorszy okres dla przetrzymywanego tam polskiego duchowieństwa, rozpoczętego tzw. „apelem pokuty” 15.ix.1941 r., gdy więzieni polscy kapłani — wszyscy! — odmówili wpisania na tzw. listę „volksdeutschów” (pl. etnicznych Niemców” albo: „folksdojczów”), i nie wyparli się polskości i godności kapłańskiej. W zemście cofnięto im wszelkie udogodnienia, zaczęto zmuszać do jeszcze cięższej, niewolniczej pracy, odebrano im prawo do otrzymywania paczek, oraz — co było najbardziej uciążliwe — odebrano „przywilej” korzystania z  obozowej kaplicy…

Był to okres nieopisanego głodu, który nie pozwalał myśleć o niczym innym, jak tylko o jednym — w jaki sposób zdobyć kawałek chleba. Waga więźnia nie przekraczała często 40 kg. A w 1942 r., najtragiczniejszym okresie w historii obozu KL Dachau, Niemcy głodowe racje jeszcze zmniejszyli…

 […] uczucie ciągłego głodu i słabości, oglądanie się z żalem, czemu te kamienie nie są kawałkami chleba. […] Ludzie jedli najgorsze rzeczy, aby napełnić czymś swój żołądek. […] Kawałek chleba porzucony przez dziecko na ulicy był przysmakiem albo wykradzione z psiej miski kawałki skórek chleba lub z klatki króliczej. Nawet garść owsa zabrana po kryjomu z kurnika była przysmakiem. Zapominać kazała choć na chwil kilka o głodzie. A śmierć się zbliżała, okazywało to powolne puchnięcie od stóp, jeżeli doszło do brzucha, już koniec, nie było ratunku […]. Tułów wychudzony, a nogi grube i ciężkie, w ciężkich buciorach ledwie się wlokące” — tak wspominał swoje przeżycia w Dachau jeden z kapłanów, ks. Franciszek Mączyński (1901, Pacyn – 1998, Rzym), późniejszy rektor Polskiego Papieskiego Instytutu Kościelnego w Rzymie…

Choć nie istnieją materialne dowody Niemcy zdecydowali wówczas o fizycznej likwidacji polskiego duchowieństwa przetrzymywanego w KL Dachau. W iii.1942 r. Niemcy zaczęli ogłaszać, że starsi i inwalidzi mogą „zgłaszać się na wyjazd do obozu specjalnego”, o mniejszym rygorze. Rozpoczęły się wywózki w tzw. „transportach inwalidów”. Celem nie był jednak „ośrodek wypoczynkowy”, a zamek Hartheim, niemieckie centrum eutanazyjne, gdzie w ramach zorganizowanej Aktion T4 (pl. ak­cja T4) — „likwidacji życia niewartego życia” (niem. Vernichtung von lebensunwertem Leben”) Niemcy mordowali wszystkich w komorach gazowych: samochodach, których rury wydechowe skierowane były nie na zewnątrz a do wnętrza pojazdów…

Gdy do obozu przywieziony został Antoni ten najgorzyszy okres właśnie mijał. Początkowo przydzielono mu stosunkowo — jak na warunki obozowe — łatwą pracę i w komandzie odzieżowym (niem. Bekleidungslager) zajmował się sortowaniem odzieży, dzięki czemu mógł zaopatrywać współwięźniów w bieliznę. Ale już wkrótce, bo w x.1942 r., zachorował na dur brzuszny (łac. typhus abdominalis), zwany też tyfusem brzusznym, wywoływany zarazkami Salmonelli, i przeniesiony został — wraz z innymi ofiarami epidemii — do „szpitala” obozowego („rewiru”) i w zasadzie odizolowany.

W obozie rozeszła się pogłoska o jego śmierci — za jego duszę odprawiano już modlitwy — ale po dłuższej chorobie, dzięki paczkom z zewnątrz, wyzdrowiał.

Wrócił do komanda odzieżowego i skierowany został do składnicy materiałów odzieżowych i skór. Potem przeniesiono go do pracy na plantacjach, przy zwożeniu wikliny, a w końcu pracował w obozowym komandzie transportowym.

Uczyniono go nawet przełożonym tej ostatniej brygady.

Kiedy front wschodni odciął dopływ paczek, w obozie zaczęło brakować bielizny i środków dezynfekujących i znów pojawiła się epidemia tyfusu. Antoni pod koniec 1944 r. był izbowym (odpowiedzialnym za porządek) 30 bloku, w trzeciej izbie tyfuśników, czyli osób chorujących na tyfus. I wtedy zachorował po raz wtóry.

8.i.1945 r. został przeniesiony do „rewiru” dla chorych. Miał zapalenie płuc i z dnia na dzień temperatura rosła. Był niespokojny, trzeba było go przywiązywać do łóżka — wreszcie lekarze stwierdzili tyfus (dur) plamisty (łac. typhus exanthematicus), przenoszony przez wszy i pchły…

Wspomniany już ks. Wacław Kamiński, odwiedzał go, modlił się z nim i potajemnie przynosił mu Komunię św. Koledzy wystarali się także o zastrzyki Cebionu (nazwa leku firmy Merck, kwasu askorbinowego, popularnej witaminy C), przynosili mu cukier gronowy, a nawet kompot i ciasto. I chociaż w dzień wydawało się, że czuje się o wiele lepiej, nocami koszmar powracał. Choroba szybko czyniła spustoszenie organizmu…

Antoni znosił jej przebieg z głębokim poddaniem się woli Boga.

Odszedł do Pana 25.i.1945 r. „Miłość do Matki Bożej charakteryzowała całe jego życie”, mówili o nim przyjaciele — rzeczywiście, do końca odmawiał różaniec i z nim w dłoniach wydał ostatni oddech…

Jego zwłoki rzucono na stos ciał do baraku pogrzebowego — trupiarni (niem. Totenkammer), a po paru dniach pochowano w zbiorowej mogile poza obozem, w pobliżu wsi Deutenhofen — Niemcom zabrakło koksu na spalenie w obozowym piecu krematoryjnym…

Wieczorem 27.i w kaplicy obozowej ks. Aleksander Woźny (1910, Uzarzewo – 1983, Poznań) odprawił Mszę świętą żałobną — potajemnie, bowiem Polakom nie było wolno odprawiać Mszy św., aczkolwiek od 1944 r. nastąpiło pewne rozluźnienie i kapłani przetrzymywani w Dachau zaczęli odprawiać skrycie nabożeństwa — a kolega z lat seminaryjnych ks. Jan Ziółkowski (1903, Janowiec Wlkp. – 1972, Gniezno) wygłosił kazanie. Powiedział wówczas:

Na godzinę wyrwaliśmy się z własnej męki obozowego życia, by requiem aeternam wymodlić dla tego, który tej męki ostatnią wypił już kroplę. Czyny człowieka stają się prawdziwie wielkie dopiero wtedy, gdy źródłem ich są szlachetne pobudki i intencje. A właśnie wielkość Zmarłego leżała w nim samym. Niezłomny kapłan, bo niezłomna płonęła w jego duszy wiara. Gorący Polak, w którym palił się znicz wiary i nadziei w sprawiedliwość dziejową i którego ożywiała niezmierna tęsknota za pracą na niwie ojczystej, jak i w Winnicy Pańskiej; prawdziwie dobry człowiek o czułym i niezmiernie uczynnym sercu i pogodnym umyśle; tkliwy i wdzięczny syn, który matkę miał za najcenniejszy skarb na świecie. Nie byłem tym, któremu Zmarły pozwolił zaglądać w swoje sumienie, a jednak nie waham się powiedzieć: zaprawdę, chciałbym kiedyś jak on zgasnąć i z takim jak on sumieniem stanąć przed Sędzią i z takich, jak jego wina, być sądzonym”.

Po wypędzeniu Niemców przez armię rosyjską z Bydgoszczy rada parafialna kościoła św. Stanisława Biskupa przedłożyła władzom miejskim prośbę o przemianowanie jednej z sąsiednich ulic (ul. Kaplicznej) na ul. ks. Antoniego Świadka. Rosyjscy namiestnicy — komunaziści — wydali wszelako negatywną opinię…

Wdzięczni parafianie wszelako wystawili byłemu substytutowi w 1948 r. tablicę pamiątkową w kościele…

W 1991 r. znalazł się w grupie 108 polskich męczenników za wiarę, zamordowanych podczas II wojny światowej, objętych postępowaniem beatyfikacyjnym.

13.vi.1999 r. został beatyfikowany w Warszawie przez papieża św. Jana Pawła II (1920, Wadowice – 2005, Watykan), w gronie 108 polskich męczenników II wojny światowej.

Tuż przed beatyfikacją, 7.vi.1999 r., Jan Paweł II odwiedził Bydgoszcz. W homilii wygłoszonej tego dnia mówił:

»Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie«Mt 5, 10 […]

[Dwudzieste stulecie zapisało] wielką martyrologię. […] Iluż ich było w okresie drugiej wojny światowej i w czasie panowania totalitarnego systemu komunistycznego! Cierpieli i oddawali życie w hitlerowskich czy też sowieckich obozach zagłady. […] ‘A są to często męczennicy nieznani, jak gdyby nieznani żołnierze wielkiej sprawy Bożej’ — napisałem w liście apostolskim ‘Tertio millennio advenienten. 37. I dobrze, że się o nich mówi na ziemi polskiej, bo ta ziemia zaznała wyjątkowego udziału w tej [wielkiej współczesnej martyrologii]. Dobrze, że się to mówi w Bydgoszczy! Oni wszyscy dali świadectwo wierności Chrystusowi pomimo przerażających swoim okrucieństwem cierpień. Krew ich spłynęła na naszą ziemię i użyźniła ją na wzrost i na żniwo. Wydaje ona owoc stokrotny w naszym narodzie, który wiernie stoi przy Chrystusie i Ewangelii.

Trwajmy nieustannie w jedności z nimi. Dziękujmy Bogu, że zwycięsko przeszli przez trudy: ‘Bóg […] doświadczył ich jak złoto w tyglu i przyjął ich jak całopalną ofiarę’Mdr 3, 6. Oni stanowią dla nas wzór do naśladowania, z ich krwi winniśmy czerpać moce do codziennej ofiary, jaką mamy składać Bogu z naszego życia. Są dla nas przykładem, byśmy tak jak oni odważnie dawali świadectwo wierności Krzyżowi Chrystusa

Pomódlmy się litanią do 108 błogosławionych męczenników:

Obejrzyjmy krótki film (z 1968 r.) o wydarzeniach w Bydgoszczy w 1939 r.:

  • BYDGOSZCZ - O WRZEŚNIU 1939; źródło: www.youtube.com

Popatrzmy też na dwa filmiki o Bydgoszczy lat wojny widziane oczami Niemców:

  • BYDGOSZCZ 1939 - LOTNISKO, DWORZEC, MOST; źródło: www.youtube.com
  • BYDGOSZCZ 1940; źródło: www.youtube.com

Obejrzyjmy też film o KL Dachau (po niemiecku):

  • KZ DACHAU; źródło: www.youtube.com

a także amatorski film o muzeum w Dachau:

  • SPACER po DACHAU; źródło: www.youtube.com

Posłuchajmy wybranych słów Ojca św. Jana Pawła II13.vi.1999 r. w Warszawie:

  • 13 CZERWCA 1999 - HOMILIA JANA PAWŁA II; Msza św. beatyfikacyjna, Warszawa; źródło: www.youtube.com

Pochylmy się nad słowami św. Jana Pawła II7.vi.1999 r. w Bydgoszczy:

a także nad homilią beatyfikacyjną św. Jana Pawła II13.vi.1999 r. w Warszawie:

Opracowanie oparto na następujących źródłach:

polskich:

norweskich:

włoskich: